Mali to sprawa wszystkich! | Felieton | DW | 17.01.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Mali to sprawa wszystkich!

Europejscy instruktorzy wojskowi będą szkolić malijską armię. Niemcy wysyłają jako wsparcie dwa samoloty transportowe. Lecz na tym udział Niemiec się nie skończy - twierdzi redaktor naczelna DW Ute Schaeffer.

Militiaman from the Ansar Dine Islamic group, who said they come from Niger and Mauritania, ride on a vehicle at Kidal in northeastern Mali in this June 16, 2012 file photograph. To match Special Report MALI-CRISIS/CRIME REUTERS/Adama Diarra/Files (MALI - Tags: CIVIL UNREST CRIME LAW POLITICS)

Bojówkarze organizacji Ansar Dine, walczącej o wprowadzenie szarijatu

Europa wreszcie doszła do porozumienia: 250 instruktorów wojskowych ma szkolić malijską armię i przysposabiać ją do walki z islamistami. Na tę decyzję czekano parę miesięcy - podczas gdy islamiści z szariją za pasem siali zgrozę i śmierć na północy Mali. Dopuszczali się zbrodni, tortur, gwałtów i egzekucji, okaleczali ludzi, grabili ich mienie - działo się to przez kilka miesięcy na oczach wszystkich. Działo się to w tolerancyjnym państwie, które uważano za wzorzec demokratycznego rozwoju. Miała tam miejsce przemoc, której nie dało się już powstrzymać tylko politycznymi środkami.

Francuzi zareagowali jako pierwsi i przystąpili do działania, podczas gdy reszta Europy była zajęta głosowaniami i samą sobą. Francuska opinia publiczna akceptuje bez zastrzeżeń tę misję, popieraną przez ONZ i europejskich sąsiadów.

Mali to nie jakiś tam kraj na pustyni

Ute Schaeffer, Deutsche Welle, Chefredakteurin, Multimediadirektion Regionen, Editor in chief, Multimedia Regions Department. Foto: DW/Per Henriksen 27.07.2012. DW2_3666.

Redaktor naczelna Deutsche Welle Ute Schaeffer

A co z Niemcami? W roku wyborów do Bundestagu politycy najchętniej unikaliby takiego tematu, obawiając się szerokiej publicznej debaty w mediach. Dlatego Niemcy są tak powściągliwe, i zdobywają się na wysłanie raptem dwóch samolotów transportowych. O misji większego kalibru musiałby zadecydować Bundestag - i najpóźniej wtedy głośno byłoby na ten temat wśród ludzi i w mediach. Ale z innej strony, może takiej debaty nie da się wcale uniknąć. A nawet powinniśmy prowadzić ją w Niemczech dużo odważniej. Prawie ćwierć wieku po zjednoczeniu Niemiec, w czasie asymetrycznych konfliktów o globalnym wydźwięku, Niemcy muszą podjąć wyzwanie także w Afryce. Lecz zawsze kiedy chodzi o ten sąsiadujący z nami kontynent, jest ciężko. Brak nam informacji, w medialnych relacjach Mali pozostaje zawsze jakimś tam państwem w strefie Sahelu. Lecz państwo to ma potencjał zapalny dla całego regionu. Jeżeli Mali się rozpadnie, w płomieniach stanie cały Sahel, i najpóźniej wtedy Niemcy muszą zrozumieć, że chodzi o ich bezpośredni, sąsiedni region. Jako państwo o ogromnym obszarze Mali sąsiaduje z siedmioma innymi państwami, z których kilka jest szczególnie labilnych i zmaga się z podobnymi problemami: biedą, brakiem państwowych struktur, terrorystycznymi grupami i zorganizowaną przestępczością.

Trzeba podkreślić dwie rzeczy: Ryzyko operacji jest wysokie; odnosi się to przede wszystkim do operacji naziemnych francuskich wojsk i 3300 żołnierzy Wspólnoty Gospodarczej Państw Zachodnioafrykańskich. Lecz ryzyko, jeżeli teraz nie przystąpiłoby się do zdecydowanego działania, byłoby jeszcze poważniejsze. Unaocznia to akcja pojmania zakładników w rafinerii w południowej Algierii, idąca zdaje się na konto terrorystów z Al Kaidy z islamskiego Maghrebu, domagających się zakończenia francuskiej misji.

Zwlekanie byłoby błędem

Czy Europa chce się bezczynnie przeglądać, jak tolerancyjne Mali przekształcać będzie się w państwo opanowane przez islamistów? Czy ktokolwiek naprawdę wierzy, że przeczekując, odwlekając i odwracając wzrok da, się załatwić ten problem? Europejscy politycy i służby specjalne doskonale się orientują, że w Afryce już niedługo może powstać pas islamskiego terroru, sięgający od południowej Algierii i Mauretanii poprzez Mali aż po północną Nigerię. Jak do tej pory różne działające tam grupy nie operują pod wspólnym dachem i nie są powiązane w sieć. Ale to się może szybko zmienić, jeżeli pozostawi się im wolną przestrzeń. Należy więc odebrać im możliwości odwrotu, zakłócać nawiązywane kontakty i likwidować ich źródła dochodów. Można to osiągnąć na drodze wojskowej interwencji. Z tego względu Niemcy powinny się w większym stopniu angażować w tę sprawę. Mali to sprawa wszystkich, i rozwój sytuacji w tym kraju nie jest problemem li tylko afrykańskim.

Konieczne jest odważne i trwałe zaangażowanie, dające ludziom bezpieczeństwo, zapobiegające humanitarnym katastrofom i przywracające polityczną normalność. W innym wypadku istnieje groźba, że terrorystyczne ugrupowania ze strefy Sahelu sprzymierzą się z radykalnymi islamskimi nurtami na wschodnim wybrzeżu Afryki, w Rogu Afryki i w Kenii - z zatrważającymi następstwami dla Europy i globalnego bezpieczeństwa.

Ute Schaeffer / tłum. Małgorzata Matzke


red.odp.: Bartosz Dudek