Mało świetlana historia zastawu na butelki | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 03.01.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Mało świetlana historia zastawu na butelki

10 lat temu wprowadzono w Niemczech zastaw na plastikowe butelki i metalowe puszki po piwie i innych napojach. Bilans tej decyzji jest kontrowersyjny.

ARCHIV - «Pfand» ist auf die Deckel der Bierdosen aufgestanzt, die am 16.06.2004 in einem Supermarkt in Berlin angeboten werden. Vor zehn Jahren beschloss Rot-Grün das Dosenpfand. Nach chaotischen Anfangsjahren hat es dazu geführt, dass herumliegende Dosen aus dem Straßenbild verschwunden sind. Foto: Stephanie Pilick dpa (zu Korr.: «10 Jahre Pfand haben die Bierdose klein gemacht» vom 19.03.2012) +++(c) dpa - Bildfunk+++

Od 10 lat obowiązuje zastaw na plastikowe butelki i puszki

Pomysł był prosty. Zastaw za jednorazowe, plastikowe butelki i puszki miał skłonić konsumentów do sięgania częściej niż przedtem po opakowania wielokrotnego użytku. Ówczesny minister środowiska Jürgen Trittin (Zieloni) założył, że sprzedaż zwrotnych butelek wielokrotnego użytku wzrośnie wtedy z 60 do 72 procent.

Bundesumweltminister Jürgen Trittin will an den Plänen der Bundesregierung für das umstrittene Dosenpfand trotz des Widerstands im Bundesrat festhalten. Der Bundesrat hatte heute beschlossen, die Abstimmung über die Regierungspläne auf seine nächste Sitzung am 13. Juli zu vertagen. Mit dem Dosenpfand soll ein Mindestanteil an ökologisch vorteilhaften Verpackungen gesichert und zugleich die Vermüllung der Landschaft gestoppt werden soll.

Polityk Zielonych Jürgen Trittin dorobił się miana "pana na puszkach"

Handlowcy nie byli zachwyceni. Odbiór pustych opakowań oznaczał dla nich dodatkową pracę. Z protestem trafili aż do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Bezskutecznie. Zastaw został wprowadzony. Ale także konsumenci czuli się zagubieni. Najpierw bowiem zastaw obowiązywał tylko na butelki po wodzie mineralnej, piwie i napojach gazowanych. Dopiero w 2005 r. wprowadzony został zastaw na wszystkie opakowania na napoje o zawartości od 0,1 do 3 litrów, z wyjątkiem opakowań kartonowych. W pierwszych latach klienci mogli zwracać też opakowania tylko w tych sklepach, w których je kupili. Dopiero w 2004 r. system został uproszczony – można było oddawać opakowania we wszystkich sklepach, niezależnie od tego, gdzie zostały kupione, byle na opakowaniu było odpowiednie oznakowanie. Tak jest do dzisiaj. Z obowiązku ich przyjmowania zwolnione są tylko małe sklepy.

Nie tylko piwny sukces

Eine sandige Cola-Dose liegt angeschwemmt am 21.03.2003 am Strand von Wangerooge, Das Blechgefäss rührt offensichtlich aus jenen Zeiten her, als das Dosenpfand noch nicht allgegenwärtig war.

Handlowcy mówią o comebacku puszek

Najpierw były więc trwające przez wiele lat dyskusje i to na najwyższym szczeblu politycznym, protesty handlowców, dezorientacja klientów… Wywalczony z takim trudem zastaw nie przyniósł jednak spodziewanych efektów, oprócz tego, że nikt nie może zapomnieć Trittinowi tego rozporządzenia utrudniającego życie. Co więcej: jak podaje ministerstwo ochrony środowiska udział w sprzedaży zwrotnych butelek wielokrotnego użytku spadł z 70 na 50 procent, zamiast wzrosnąć. Mały sukces zanotowała tylko branża piwowarska: od 2003 r. udział zwrotnych opakowań w sprzedaży wzrósł o 20 procent.

Trud opłacił się dla środowiska. - Na ulicach miast wala się mniej śmieci - stwierdza Thomas Fischer z organizacji ekologicznej Deutsche Umwelthilfe i dodaje: „Opakowania jednorazowe są teraz zbierane oddzielnie i poddane recyklingowi, co jest bardziej przyjazne dla środowiska, niż praktykowane wcześniej spalanie”.

Zastaw zastawowi nie równy

Ein Korb voller Getraenke in Einwegflaschen steht am 18. Juni 2003 in einem Einkaufswagen vor einem Supermarkt in Bremen. Der Bundesrat beraet am Freitag, 15. Okt. 2004, in Berlin ueber eine Novelle der Verpackungsverordnung und das Dosenpfand. (AP Photo/Joerg Sarbach)

Która butelka jest do wyrzucenia, a która do zwrotu?

Sprzedaż zwrotnych butelek wielokrotnego użytku na napoje bezalkoholowe spadła natomiast z kilku powodów. Decydująca jest zmiana zachowań konsumenckich i czynnik demograficzny, uważa Günter Birnbaum z Agencji Badań Konsumenckich GfK: „Nikt w miastach nie dźwiga dzisiaj po schodach ciężkich, szklanych butelek”. Społeczeństwo ponadto się starzeje i starsze osoby, żeby właśnie nie dźwigać, tym bardziej wolą lżejsze plastikowe butelki.

Dla Seppa Gaila ze Związku Handlu Detalicznego (branża napojów) problem leży głębiej. - Konsumenci nie są w stanie rozpoznać, czy kupują butelkę jednorazową, czy zwrotną - uważa. Ponadto przyzwyczaili się, że zastaw oznacza opakowanie wielokrotnego użytku, brak zastawu – opakowanie jednorazowe. Nie wiedzą natomiast, czy zwrócone opakowanie zostanie ponownie wykorzystane, czy poddane recyklingowi.

Rosnącym powodzeniem cieszą się natomiast puszki - podczas gdy dziesięć lat temu prawie ich nie było w sklepach. Tylko w ubiegłym roku, jak podaje związek producentów puszek BCME, sprzedano 1,1 mld puszek. Rekordową ilość od dziesięciu lat.

Minister ochrony środowiska Peter Altmeier (CDU) zamierza teraz wprowadzić w sklepowych regałach wyraźne oznakowanie butelek jednorazowego użytku. - Chcemy, żeby konsument od razu rozpoznał czy kupuje butelkę jednorazową czy zwrotną? - mówi rzecznik ministerstwa. Jeszcze przed jesiennymi wyborami do Bundestagu ma zostać przyjęta odpowiednia regulacja. Zdaniem BCME akcja taka będzie kosztowała około 6 mln euro. - Mimo tych kosztów uważamy, że to rozsądne rozwiązanie - uważa Sepp Gail. Bronią się natomiast handlowcy. Ich zdaniem oznakowanie regałów na takie czy inne butelki jest równoznaczne z dodatkową pracą. Lepszym rozwiązaniem byłaby wskazówka na etykietkach.

Dodatkowy dochód

Dla wielu osób zastaw na butelki i puszki oznacza możliwość dodatkowego zarobku. Zastaw kosztuje od 8 do 50 centów, wiele osób zbierając butelki i puszki reperuje sobie w ten sposób budżet. W bez mała każdym dużym mieście widać ludzi grzebiących w koszach na śmieci, wyławiających z kontenerów butelki. W Berlinie nikt już nie zwraca na nich uwagi. Dawno nie są to już przy tym tylko bezdomni, w tym wielu z Polski. - W chwili wprowadzenia zastawu w 2003 r. zbieractwem zajmowali się głównie bezdomni i odbiorcy zasiłków socjalnych. Od tego czasu zmieniło się bardzo dużo. Dziś butelki zbierają także normalni emeryci - mówi Renate Stark z berlińskiego Caritasu. Tylko w Berlinie żyje około 800 tys. emerytów, emerytura wielu z nich, zwłaszcza kobiet, nie przekracza tysiąca euro, co po zapłaceniu wszystkich świadczeń ledwo wystarcza na życie. Zbieractwo stało się popularnym sposobem na przetrwanie. - Kiedyś zabraknie butelek dla wszystkich - uważają pracownicy Caritasu.

dpa/tagesschau/Elżbieta Stasik

red. odp.: Małgorzata Matzke