Kulmhof – zapomniane miejsce zagłady zabiega o należne miejsce w pamięci o Holokauście | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 19.12.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

Kulmhof – zapomniane miejsce zagłady zabiega o należne miejsce w pamięci o Holokauście

Kulmhof był pierwszym niemieckim obozem natychmiastowej zagłady Żydów w okupowanej Polsce. Do dziś miejsce kaźni w Kraju Warty jest mniej znane niż inne miejsca Holokaustu. Nowa wystawa ma to zmienić.

Ausstellung im ehemaligen deutschen NS-Vernichtungslager Kulmhof (DW/J. Lepiarz)

Były obóz zagłady Kulmhof

Obóz w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof) był pierwszym niemieckim obozem natychmiastowej zagłady. Pierwszą grupę więźniów – Żydów z likwidowanego getta w Kole – zamordowano tutaj w grudniu 1941 roku, jeszcze przed Konferencją w Wannsee w Berlinie, na której w styczniu 1942 roku uzgodniono szczegóły planu zagłady ludności żydowskiej w okupowanej przez Niemców Europie. 

Pomimo kluczowego znaczenia dla historii Holokaustu, miejsce śmierci około 200 tys. osób, głównie Żydów, ale także Romów, Polaków, Rosjan i Czechów, przez długi czas nie znajdowało się w centrum zainteresowania historyków i opinii publicznej. Kulmhof do dziś pozostaje w cieniu bardziej znanych miejsc zagłady – Treblinki, Sobiboru czy Bełżca, nie mówiąc już o Auschwitz-Birkenau

Ausstellung im ehemaligen deutschen NS-Vernichtungslager Kulmhof (DW/J. Lepiarz)

Kulmhof

Nowa wystawa w muzeum Kulmhof

Otworzona w środę (18.12.2019 r.) w Chełmnie nad Nerem stała wystawa ma przyczynić się do lepszego zrozumienia kluczowej roli obozu w hitlerowskim systemie ludobójstwa.  

Od lat 50. teren byłego obozu należał do Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” z pobliskiego Dąbia. Działalność produkcyjno-handlowa spółdzielni doprowadziła do całkowitej zmiany charakteru historycznego miejsca. Teren służył jako wysypisko śmieci i magazyn materiałów budowlanych oraz nawozów sztucznych. Pomnik ofiar wzniesiono w oddalonym o kilka kilometrów Lesie Rzuchowskim – miejscu pochówku ofiar.

Dopiero w 1994 roku zespół pałacowy wraz z folwarkiem, zamieniony przez nazistów w obóz śmierci, wpisany został do rejestru zabytków. Zabezpieczono istniejące obiekty historyczne, a kilka lat temu powstał nowy budynek muzeum.

– Zależało nam na tym, aby zwiedzający wystawę poznawali kolejne kręgi piekieł, kolejne stopnie wtajemniczenia. Stopniowo dochodzili do samego jądra tego piekła, gdzie mamy relacje uciekinierów z obozu. Relacje pisemne, ale jest także relacja ustna Szlama Winera, złożona przez niego Herszowi Wasserowi w getcie warszawskim – powiedział konsultant naukowy ekspozycji Adam Sitarek. 

Ausstellung im ehemaligen deutschen NS-Vernichtungslager Kulmhof (Paweł Sawicki)

Budzik bez wskazówek na wystawie w byłym obozie zagłady Kulmhof

Relacja świadka zagłady

Winer należał do grupy więźniów wykonujących w obozie prace na rzecz Niemców. Uciekł w styczniu 1942 roku. Po kilkudniowej tułaczce dotarł do getta warszawskiego, gdzie zdał relację Wasserowi, osobie z bliskiego otoczenia Emanuela Ringelbluma gromadzącego dowody zagłady.

Centralnym punktem wystawy jest pozbawiony wskazówek budzik. – Jest wiele zegarków ze wskazówkami zatrzymanymi w chwili śmierci. My idziemy krok dalej. Eksponujemy budzik kolejowy, wykorzystywany podczas jazdy pociągiem, służący do budzenia przed stacją docelową – mówi kustosz muzeum Andrzej Grzegorczyk.

Jak tłumaczy, zagłada w Kulmhof związana była bezpośrednio z transportem kolejowym. – Ofiary były przewożone koleją z getta na miejsce zagłady. Podroż pociągiem była początkiem, integralną częścią zagłady. Budzik nie ma wskazówek. Czas się zatrzymał, zagłada jest wydarzeniem poza czasem, wyjętym z czasu – wyjaśnia archeolog, zastrzegając, że to jego osobista interpretacja.

Ausstellung im ehemaligen deutschen NS-Vernichtungslager Kulmhof (Paweł Sawicki)

Wśród pokazanych eksponatów należących do ofiar znajduje się Żelazny Krzyż

Żelazny Krzyż i łyżki

Wśród pokazanych eksponatów należących do ofiar znajduje się Krzyż Żelazny – odznaczenie przyznawane za bohaterstwo w I wojnie światowej. W dołach na terenie obozu znaleziono po wojnie kilkaset tysięcy przedmiotów po zamordowanych, uznanych przez załogę za bezwartościowe, w tym 24 tys. łyżek.   

Po napaści III Rzeszy na Polskę, Chełmno, wieś położona ok. 70 km na północny zachód od Łodzi, znalazła się na terenach przyłączonych do Niemiec Kraju Warty (Wartheland). W 1939 roku na tym terenie mieszkało blisko 4,2 mln Polaków i 400 tys. Żydów. Namiestnikiem Rzeszy tej jednostki administracyjnej został osławiony Arthur Greiser. 

Władze niemieckie zamknęły ludność żydowską w gettach i obozach pracy. Zdaniem historyków z muzeum w Chełmnie już w lecie 1941 roku, ze względu na problemy z aprowizacją, powstał plan wymordowania Żydów w Kraju Warty.  

„Tej zimy istnieje niebezpieczeństwo, że nie uda się już wyżywić wszystkich Żydów. Należy poważnie rozważyć, czy nie byłoby najbardziej ludzkim rozwiązaniem pozbyć się Żydów – o ile nie są zdolni do pracy – za pomocą środka o szybkim działaniu” – pisał 16 lipca 1941 roku szef Centrali Przesiedleńczej w Poznaniu SS-Sturmbannfuehrer Rolf Hoeppner do Adolfa Eichmanna.

Hauptsturmfuehrer SS Lange wkracza do akcji

Do realizacji tego zadania wybrano majora SS Herberta Langego. Jego oddział uczestniczył w systematycznym mordowaniu pacjentów zakładów psychiatrycznych po wkroczeniu do Polski w 1939 roku. Esesmanów z tego komanda używano też do egzekucji Żydów na terenach okupowanych.

Teren opuszczonego majątku w Chełmnie nad Nerem wybrano ze względu na dogodne położenie między przeznaczonymi do likwidacji gettami i dobre połączenia komunikacyjne. Pierwszą grupą ofiar byli Żydzi z getta w Kolnie zamordowani 8 grudnia 1941 roku.

Z zeznań ocalałych wynika, że przeznaczonych na śmierć, którym wmawiano, że jadą na roboty do Niemiec, wprowadzano do piwnic pałacu, gdzie musieli rozebrać się do naga. Następnie prowadzeni byli wąskim korytarzem na rampę, z której wsiadali do samochodu ciężarowego.

Ausstellung im ehemaligen deutschen NS-Vernichtungslager Kulmhof (Andrzej Grzegorczyk)

Wystawa w byłym obozie zagłady Kulmhof

Pojazd przeznaczony pierwotnie do transportu mebli pełnił w rzeczywistości rolę mobilnej komory gazowej. Po zamknięciu drzwi samochód ruszał, a specjalnie skonstruowany system rur kierował spaliny do pomieszczenia z ludźmi. Ofiary dusiły się podczas kilkunastominutowej jazdy w kierunku lasu. Zamordowanych wrzucano do zbiorowych mogił na terenie pobliskiego Lasu Rzuchowskiego.

Do jesieni 1942 roku naziści wymordowali wszystkich przeznaczonych do likwidacji mieszkańców w Kraju Warty, z wyjątkiem dzielnicy żydowskiej w Łodzi, przemianowanej na Litzmannstadt. 7 kwietnia 1943 roku esesmani wysadzili pałac w powietrze, a kilka dni później opuścili Kulmhof. Jak się później okazało, nie na zawsze.

Reaktywacja obozu

W lecie 1944 roku, gdy zapadła decyzja o likwidacji getta łódzkiego, Niemcy przypomnieli sobie o Kulmhofie. W czerwcu i lipcu tego roku zamordowano kolejne ponad 7 tys. osób. Do ostatecznej likwidacji obozu doszło dopiero w przeddzień wkroczenia Armii Czerwonej. W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozstrzelano i spalono żywcem 47 Żydów. Dwóm z nich – Szymonowi Srebrnikowi i Mordechajowi Żurawskiemu – udało się zbiec.         

Pomijanie Żydów

Władze komunistyczne w Polsce pomijały fakt, że główną grupą ofiar obozu byli Żydzi. Pierwszy pomnik z 1957 roku mówił ogólnie o „ofiarach ludobójców hitlerowskich”. Odsłonięty w 1964 roku monumentalny Pomnik Ofiar Faszyzmu także pomija narodowość zamordowanych. Dopiero po demokratycznym zwrocie w 1989 roku powstała możliwość korekty napisów, zgodnie z historyczną prawdą. 

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Twórca obozu i jego pierwszy komendant Lange zginął pod koniec wojny w walkach o Berlin. Jego następca Hans Bothmann, po aresztowaniu przez Brytyjczyków, powiesił się w kwietniu 1946 r. w swojej celi. Jeden z jego zastępców, Walter Piller, został skazany na śmierć przez polski sąd. Wyrok wykonano w 1949 roku.

13 funkcjonariuszy obozu odpowiadało przed sądem w RFN w procesach w latach 1962-1965. Ośmiu z nich dostało kary pozbawienia wolności od 7 do 13 lat. 

Obejrzyj wideo 02:52

Wyzwolenie Auschwitz. "Ludzie mają krótką pamięć"

Audio i wideo na ten temat

Reklama