Kręte i długie drogi żywności | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 15.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Kręte i długie drogi żywności

Bakterie z północy Niemiec jadą na południe, truskawki pochodzą z Polski, dodatki z Holandii, słoiki z Bawarii, etykietki z Düsseldorfu. To tylko droga składników jogurtu.

Od dnia znalezienia pierwszych produktów z nie zadeklarowaną koniną, urzędy w całej Europie usiłują znaleźć winnego. Trudne zadanie. Supermarkety w Irlandii, francuska firma kupująca na Cyprze, chłodnia w północnych Niemczech – ślady prowadzą przez całą Europę. Przepisy unijne nie nakazują oznakowywania pochodzenia już przetworzonego mięsa. W przypadkach takich jak obecny skandal, urzędom pozostaje żmudne śledzenie dróg pochodzenia poszczególnych składników.

A ready-made meal of Lasagne is pictured in Dortmund February 14, 2013. Germany said it was investigating a consignment of beef lasagna sent from Luxembourg to an unnamed retailer in the state of North Rhine-Westphalia on suspicion it might contain horsemeat. The European Commission has proposed increased DNA testing of meat products to assess the scale of a scandal involving horsemeat sold as beef that has shocked the public and raised concern over the continent's food supply chains. REUTERS/Ina Fassbender (GERMANY - Tags: AGRICULTURE BUSINESS FOOD)

Skąd pochodzi mięso wołowe na lazanię?

Przepisy dotyczące znakowania żywności nie są wystarczające – mówi Frank Waskow z Centrali Ochrony Konsumenta w Nadrenii Północnej-Westfalii. Efektem zarazy bydlęcej w latach 90-tych było wprowadzenie obowiązku znakowania mięsa wołowego i jego produktów, tak by wskazane były dane dotyczące kraju pochodzenia, hodowli i uboju. Przepisy te nie dotyczą jednak tylko jeszcze nie przetworzonego mięsa. – Wystarczy, że mięso jest posolone albo w jakikolwiek sposób przetworzone i już nie musi być znakowane – tłumaczy Frank Waskow. Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, jeżeli w grę wchodzi więcej składników, tak jak w przypadku lazanii, pizzy albo i jogurtu.

Tanio wysłać, drogo sprzedać
A propos jogurtu: już w latach 90-tych Stefanie Böge z Instytutu ds. Energii, Klimatu i Środowiska w Wuppertalu badała, skąd pochodzą składniki jogurtu. Efekt jej pracy: bakterie pochodziły z północy Niemiec, przerabiane były na południu kraju, gdzie docierały też truskawski z polskich plantacji. Dodatki były z Holandii. Etykietki na słoiczkach z Bawarii przyjeżdżały z Düsseldorfu.

Wolfgang Hardes kippt am 3.12.2002 in Friedrichskoog (Kreis Ditmarschen) frische Nordseekrabben in die Krabbenpulmaschine. Die 75 000 Euro teure High-Tech-Maschine kann stündlich rund 15 Kilogramm Krabben in fünf Kilogramm Krabbenfleisch verwandeln. Nur noch drei Betriebe in Schleswig-Holstein haben Schälmaschinen. Ansonsten ist das industrielle Krabbenschälen fest in niederländischer Hand.

Nie każda firma jest gotowa zainwestować w drogie maszyny do obierania krewetek

Dzięki stosunkowo niskim kosztom transportu przedsiębiorstwom ciągle jeszcze opłaca się transportować żywność, nieważne skąd lub dokąd, ważne, by było jak najtaniej. Ekolodzy stale zwracają uwagę na istnienie tego problemu. Bezskutecznie. W ten sposób powstają absurdalne drogi transportu, jak choćby wędrówka krewetek z Morza Północnego. Kilka lat temu głośna stała się niemiecka firma, która wysyłała krewetki w liczącą 5 tys. km podróż do Maroka. Po ich ręcznym obraniu za parę groszy, krewetki wracały np. w bułeczkach rybnych do Niemiec.

Ze świnią wzdłuż i wszerz Europy
Dane Federalnego Urzędu Statystycznego wykazują, że transport produktów żywnościowych ciągle rośnie. Dotyczy to zarówno eksportu, jak i importu. Według jeszcze niepełnych danych, w 2011 roku Niemcy importowały produkty żywnościowe pochodzenia zwierzęcego za 17,7 mld euro. Wliczany jest w to transport żywych zwierząt. W roku 2000 import żywności i produktów żywnościowych opiewał na 11,8 mld euro.

Problem transportu żywności i znakowania jej pochodzenia zajmuje też Brukselę. Projekt odpowiedniej ustawy już istnieje, w 2014 roku ma wejść w życie. Zgodnie z tą ustawą w przyszłości także przetworzone produkty mięsne będą musiały zawierać informacje, skąd pochodzi mięso, mówi Frank Waskow z Centrali Ochrony Konsumenta. Jego instytucja dawno już domagała się takiej regulacji. Ale problematyczna jest ciągle jeszcze kwestia, kto w długim łańcuchu producentów będzie ponosić koszty zamieszczania tych informacji.

Czech cuisine, food, fish, carp (CTK Photo/Andrea Lhotakova)

Wiele osób uważa, że ryba jest smaczniejsza, jeżeli znamy jej pochodzenie

Szczęśliwie istnieją też pozytywne przykłady. Kto kupował w ostatnich miesiącach rybę w niemieckim supermarkecie, zauważy nalepkę „followfish”. Instytucję o tej nazwie założyli w 2007 roku aktywiści ochrony środowiska, rybacy i hodowcy ryb. Zgodnie z filozofią „followfish” etykieta na każdym sprzedawanym produkcie zawiera zakodowaną informację, skąd pochodzi nasza ryba. Zanim więc ryba znajdzie się na stole, możemy przejrzeć Internet i dowiedzieć się, gdzie dokładnie pływała, czy jest rybą złowioną na wolności, czy hodowlaną.

DW / Elżbieta Stasik

red. odp.: Iwona D. Metzner

Reklama