Komentarz: Trump wypowiada wojnę krytycznym mediom | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 12.01.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Trump wypowiada wojnę krytycznym mediom

Odpowiedzi na zasadnicze pytania pierwsza „konferencja prasowa“ Donalda Trumpa nie przyniosła. Tylko mało konkretne obiecanki. A przede wszystkim bezpardonowe wypowiedzenie wojny krytycznym mediom, uważa Ines Pohl.

Im bardziej zagmatwana sytuacja, tym ważniejsze jest zachowanie dystansu, by nie stracić z oczu istoty rzeczy. W środę (11.01.2017) przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych, po raz pierwszy w tej funkcji stanął do dyspozycji dziennikarzy na tak zwanej konferencji prasowej. W demokracjach wolność prasy jest dobrem nadrzędnym, bo dziennikarze w imieniu społeczeństwa patrzą władzy na ręce. Niejako z ukrycia jako dziennikarze śledczy i uporczywie dręcząc pytaniami, na przykład na konferencjach prasowych.

Konferencja Trumpa była dawno zapowiadana i wielokrotnie przekładana. Przede wszystkim miała wyjaśnić, jak miliarder Trump chce zagwarantować, że dzięki swojej prezydenckiej władzy nie będzie forsował swoich prywatnych interesów. W przypadku Trumpa pytanie to jest dalekie od banału, bo na przykład bezpośrednio by korzystały jego hotele w USA, gdyby kwaterowali się w nich politycy i lobbyści. Wiele osób obawia się też, że operujący na całym świecie biznesmen jako przyszły prezydent będzie plątał polityczne interesy z prywatnymi. Jeżeli nie bezpośrednio, to pośrednio, bo będzie dysponował informacjami, o których jego konkurenci mogą tylko marzyć.

Poważne zarzuty w przeddzień konferencji

Bomba wybuchła wieczorem, dzień przed konferencją, kiedy szereg mediów, w tym CNN, doniosło, że rosyjski wywiad dysponuje materiałami, które wkrótce skompromitują najpotężniejszego człowieka świata, zarówno prywatnie jak i gospodarczo. Informacje te miały zostać przekazane amerykańskiemu wywiadowi i teraz, zaledwie kilka dni przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta, trafiły do opinii publicznej. Trump zareagował błyskawicznie. Dziennikarzy posądził o kłamstwa, a rzekome postępowanie amerykańskich służb porównał do machlojek w nazistowskich Niemczech. Jak zawsze posłużył się Twitterem.

Ines Pohl, Korrespondentin Washington, ab März 2017 Chefredakteurin der Deutschen Welle im Newsroom der DW in Berlin (DW/R. Oberhammer)

Ines Pohl jest korespondentką Deutsche Welle w Waszyngtonie

Mocna rzecz. Odzwierciedla też niebezpieczny rozdźwięk, jaki cechuje w międzyczasie amerykańskie społeczeństwo.

Stosunek czołowych polityków do prasy jest z natury rzeczy skomplikowany. Zbyt rozbieżne są często ich interesy. Nie inaczej było też w przypadku Baracka Obamy. W najnowszej historii nie było prezydenta, który rzadziej od niego stawał do dyspozycji prasy. W minionej kampanii wyborczej stosunek ten został zatruty do tego stopnia, że kraj drży w posadach. Wiele ma to wspólnego z agresywnym stylem Trumpa. I z okolicznością, że korzystał z nowych mediów, by bez sprawdzenia rozpowszechniać najzwyklejsze kłamstwa. Na przykład na temat swojego obciążenia podatkowego lub rzekomo obłożnie chorej gospodarki USA.

Jeszcze bardziej niebezpieczna jest posiana przez Trumpa zasadnicza nieufność do pracy dziennikarzy. Wszystko jedno, jak solidne są krytyczne doniesienia, zostają zbywane jako kłamstwa.

Nie dotyczy to tylko obozu Trumpa. Także druga strona jest aż nadto gotowa do tego, by bez sprawdzania wierzyć lub rozpowszechniać wszystko, co krytyczne wobec Trumpa. Zarzut zniekształconych doniesień liberalnych mediów nie zawsze jest błędny!

Krytyczne pytania bez odpowiedzi

Donald Trump nie pozostawił w środę wątpliwości, jak zamierza obchodzić się w przyszłości z krytycznymi dziennikarzami. Reporterowi CNN odmówił odpowiedzi, bo jego telewizja oznacza „oszukańcze wiadomości”. Ostre pytania innych dziennikarzy kwitował szyderstwem, odpowiedzi na rzeczywiście ważne pytania, nie udzielił żadnych, składając za to kolejne, niczym niepoparte obietnice, choćby tę, że wkrótce będzie całkowicie nowy program ubezpieczenia zdrowotnego, Obamacare zostanie zniesione i zbudowany mur, za który kiedyś tam zapłaci Meksyk.

W oświadczeniu odczytanym przez jedną z adwokatek Trumpa wyjaśnił, jak zamierza w przyszłości dzielić prywatne interesy i politykę. Cedując mianowicie na synów wszystkie swoje interesy, o których nie chce słyszeć do końca swojej kadencji. Szczegółowych pytań na ten temat nie dopuścił. W typowej dla siebie manierze szeroko mówił natomiast o swoich zaletach pozwalając sobie wręcz na stwierdzenie, że jest największym twórcą miejsc pracy, jakiego kiedykolwiek stworzył Bóg.

W rzeczywistości impreza ta nie była żadną konferencją prasową. Była raczej przedsmakiem sposobu, w jaki przyszły prezydent zamierza się obchodzić z krytycznymi dziennikarzami. „Idziecie na odstrzał” – głosiło jego ostatnie zdanie. Miało być żartem w stronę jego synów, jeżeli nie poprowadzą z sukcesem jego interesów. Z obecnych dziennikarzy nie śmiał się żaden.

Ines Pohl

tł. Elżbieta Stasik

 

Reklama