Komentarz: To nie był pojedynek! | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 04.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: To nie był pojedynek!

Po jedynym telewizyjnym pojedynku Merkel i Schulza jedno jest pewne: już dosyć wielkiej koalicji! - uważa Christoph Strack.

Tak zwany telewizyjny pojedynek, zorganizowany już po raz piąty przez największe niemieckie stacje telewizyjne, był najsłabszym od czasu swojej premiery w 2002 roku. W zasadzie nie był to pojedynek, wymiana ciosów była rzadkością. Wiele mówi to o niemieckiej polityce, ale i o niemieckiej telewizji.

Lepiej wspólnie niż przeciwko sobie

Angela Merkel przeciwko lub raczej „z” Martinem Schulzem. Telewizyjna debata tych tworzących rządową koalicję rywali z czwórką dziennikarzy pozostała rozmową bez publiczności. Nie tylko w studiu telewizyjnym.

Sytuacja społeczna w Niemczech, która jest napięta mimo boomu gospodarczego, niemalże nie była przedmiotem rozmowy: coraz trudniejsze położenie wielu rodzin, wyzwania (ale i szanse), jakie niosą ze sobą cyfryzacja i globalizacja dla rynku pracy i oświaty. Zamiast tego zbyt długo (i na początku z powtarzającymi się odniesieniami do roku 2015) dyskutowano o przyjęciu i integracji uchodźców. Pewnie, w tej kwestii politycy muszą uporać się ze złością, która tam i ówdzie nagromadziła się w kraju. Ale w ten sposób populizm po raz kolejny uderzył w akrybię politycznej codzienności.

 Kommentarbild App

Christoph Strack: pominięto wiele ważnych tematów

Turcja, Korea Północna, Katar

Przy tym godne uwagi były niektóre dyplomatyczne aspekty. Po pierwsze: polityka wobec Turcji. Oboje, zarówno szefowa CDU, jak i szef SPD, zapowiedzieli zmianę kursu. Żadnych negocjacji dotyczących unii celnej, żadnych negocjacji na temat akcesji Turcji do UE. SPD chciała długo utrzymać opcję przystąpienia do UE jako otwartą, CDU chciała jej jakoś uniknąć. I teraz w obliczu autokraty w Ankarze, który trzyma Niemców jako zakładników, niemiecka polityka wobec Turcji ulega wyraźnej zmianie.

Po drugie: obecna eskalacja w Korei Północnej, która w najgorszym wypadku może prowadzić do wielkiej wojny. Tam mogła Merkel po prostu suwerennie zagrać swoim doświadczeniem, zwrócić uwagę na czekające ją rozmowy telefoniczne z Moskwą, Pekinem, Tokio, Seulem i Waszyngtonem.

Po trzecie: Merkel i Schulzowi nie podoba się to, że się że mistrzostwa świata w piłce nożnej w roku 2022 odbędą się w Katarze. Rzadko słyszymy to tak wyraźnie. Powinno się o tym pamiętać, kiedy politycy wyruszą w kolejną podróż do Kataru z przedstawicielami gospodarki.

Gdzieś w nieznane

Jeśli tych 97 minut tego wieczoru pokazało jedno to to, że Niemcy nie potrzebują już wielkiej koalicji. Tylko nie to! Już zbyt długo dwie partie zamieszkują w domu bliźniaku. Już od dawna nie mogą siebie znieść. Również ten wieczór pokazał, że każdy zna błędy drugiej strony i krzywo wymurowane ściany. Tak, demokracja potrzebuje mocnego rządu, ale potrzebuje też silnej opozycji. A pojedynek bez opozycji kończy się gdzieś w nieznanym. I tak było w niedzielny wieczór.

Od 2005 Niemcy mają tylko jeden jedyny telewizyjny pojedynek największych partii. I dobrze, bo niemiecki system to sprawdzona parlamentarna demokracja, żadna prezydencka (Trump wypłynął także dzięki licznym pojedynkom telewizyjnym). Niemiecki system przewiduje wybór partii, a nie szefów rządów. I do parlamentarnej demokracji należy praca programowa i prawo opozycji do współdecydowania. Obydwie kwiestie zostały nieco zaniedbane w ten wieczór, który przyciągnął przed telewizory milionową publiczność.

Christoph Strack / tł. Katarzyna Domagała

 

Reklama