Komentarz: Ostrożnie z różowymi prognozami gospodarczymi! | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 28.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Komentarz: Ostrożnie z różowymi prognozami gospodarczymi!

Niemieccy ekonomiści kreślą perspektywy niemieckiej gospodarki w różowych kolorach. Kiedyś już to robili, a potem przyszedł kryzys. Trzeba być ostrożnym - ostrzega Henrik Boehme.

Deutschland Börse Parkett Frankfurt (picture alliance/dpa/U. Baumgarten)

Jeszcze jesdt dobrze, ale trzeba być czujnym

Rzućmy okiem wstecz na rok 2007: niemiecka gospodarka od dwóch lat kwitnie jak nigdy dotąd – stwierdzają ekonomiści w swojej ówczesnej ekspertyzie. Nawet jeżeli turbulencje na rynkach finansowych przytłumiły nieco koniunkturę niemieckiej gospodarki, to i tak wiele jej to nie zaszkodziło. Gospodarka rosła dalej, napięcia, które kiedyś być może spowodowałoby spadek czy nawet jakąś recesję, nie rysowały się na horyzoncie jako większy problem.

Nic nie zapowiadało problemów

Problemem było jednak to, że rysy, jakie już wtedy miał światowy rynek finansowy, były błędnie interpretowane. Jak potoczyła się historia dalej, wszyscy doskonale wiedzą: rok później nastąpiło bankructwo amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, które doprowadziło do totalnego załamania się światowego systemu finansowego. Rok później, 2009, niemiecka gospodarka skurczyła się o niespotykane jak dotąd 5 proc.

Boehme Henrik Kommentarbild App

Henrik Boehme z redakcji ekonomicznej DW

Ta mała wycieczka w niedawne dzieje ma pokazać, jak wąska jest grań, po której poruszają się ekonomiści wydając znowu swoją ekspertyzę. Trąbi się o niepowstrzymanym wzroście i o tym, że niemieckiej gospodarki nic nie jest w stanie wyhamować. Nikt nie mówi natomiast o jakimkolwiek ryzyku. Gdzie niegdzie przebąkuje się tylko o braku fachowców, ale generalnie wszystko jest super i nowy niemiecki rząd, obojętnie w jakiej konstelacji, może po prostu pozwolić toczyć się sprawom dalej.

Lecz przyszły rząd powinien tę ekspertyzę odstawić na półkę. Taka ekspertyza działa bowiem jak narkotyk: zesłania trzeźwe spojrzenie na mnóstwo problemów, których nie rozwiązano w okresie ośmiu lat wielkiej koalicji. Pomija ona też ryzyka tkwiące w gospodarce światowej.

Zgubny zrównoważony budżet

Rzućmy najpierw okiem na Niemcy. Kurczowe obstawanie ministra finansów Wolfganga Schaeublego przy zbilansowanym budżecie doprowadziło do gigantycznego zatoru inwestycyjnego. Obojętnie czy autostrady, mosty czy kolejowe wiadukty: wszystko się sypie. Jeżeli chodzi o opiewaną przez wszystkich cyfryzację, Niemcy w najlepszym przypadku plasują się w środku pola. Nie dużo lepiej sprawa ma się z edukacją. Brakuje naprawdę dobrze wykształconych nauczycieli, super wyposażonych szkól, uniwersytetów, które mogłyby naprawdę stanąć w szranki z międzynarodową konkurencją.

Ryzyko bańki zadłużenia

Do tego dochodzą jeszcze ryzyka tkwiące w gospodarce światowej. W analizie ubezpieczyciela Allianz, opublikowanej w środę (27.09.2017), można było przeczytać, że aktywa finansowe populacji ziemskiej znów się zwiększyły, do tymczasem prawie 170 bilionów euro. Nie jest to żadną niespodzianką, że będą rosły dalej, dzieje się tak już nawet za sprawą samej inflacji. O tym, że rozdział tego bogactwa jest niesprawiedliwy, też wiedzą wszyscy. Ale naprawdę ciekawe dane znaleźć można nieco poniżej. 40 bilionów euro to wysokość zadłużenia prywatnych domostw –  wzrost o ponad 5 proc. w stosunku do roku poprzedniego.

Oznacza to, że zadłużenie ludzi na świecie od czasu kryzysu finansowego znów bardziej wzrosło niż światowa gospodarka. Długi mają wszyscy, ale prawdziwym problemem jest kilka krajów azjatyckich, które w aktualnej fazie niskich odsetek maksymalnie się zadłużyły. W Chinach są to przede wszystkim przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo, które ledwo zipią pod ciężarem gigantyczny długów. Do tego dochodzi jeszcze grożąca ogromna bańka nieruchomości i cała rzesza posiadaczy papierów wartościowych, którzy akcje zakupili na krechę. Jest to bardzo niezdrowy koktajl. Jeżeli ta bańka pęknie, a jest to dość prawdopodobne, wtedy wstrząsy tego trzęsienia ziemi dotrą aż do Niemiec.

Do dzieła!

 Oczywiście, że koalicjanci przyszłego rządu niewiele mogą w tym względzie zrobić, ale muszą spełnić obietnice wyborcze. Na pewno nie będzie to chadeckie hasło „Tak trzymamy dalej!”. Lecz raczej to, czego domagają się Zieloni i liberałowie: zmasowanych inwestycji w oświatę i cyfryzację, zwrot energetyczny z prawdziwego zdarzenia, pojednanie ekonomii i ekologii. Są to ogromne zadania, ale tylko kiedy Niemcy się za nie wezmą, będą mogli mówić o pomyślnych widokach na przyszłość. Należałoby wykorzystać obecną okres gospodarczej prosperity, inaczej całą ekspertyzę ekonomistów będzie można oddać na makulaturę.

Henrik Boehme/ tł.: Małgorzata Matzke