Komentarz: Niebezpieczna taktyka skrajnej prawicy | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 31.08.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Komentarz: Niebezpieczna taktyka skrajnej prawicy

Prawicowi ekstremiści próbowali w sobotę, w ramach protestów przeciwko restrykcjom narzuconym pandemią, wtargnąć do Reichstagu. Konkretne zagrożenie było minimalne, na dłuższą metę jest jednak ogromne.KOMENTARZ

Protestujący w Berlinie przeciwnicy restrykcji narzuconch pandemią

Protestujący w Berlinie przeciwnicy restrykcji narzuconch pandemią

Akcja, przeprowadzona w ramach protestów przeciwko restrykcjom narzuconym pandemią, wydaje się spontaniczna i prawie nieskoordynowana: grupa ludzi przedostaje się przez barierki chroniące dostęp do Reichstagu, wpada na schody do parlamentu i prze w kierunku oszklonego portalu wejściowego. Powiewa przy tym czarno-biało-czerwonymi flagami Cesarstwa Niemieckiego – flagami antydemokratów i wykrzykuje swoje hasła.

Krótko później „szturm” na Reichstag jest już tylko epizodem. Kilku policjantów bez problemu przyhamowuje demonstrantów. Czyli: nic wielkiego? Bynajmniej! Bo też ekstremalna prawica w Niemczech od dawna realizuje swój plan.

Wiele współczesnych prawicowych ekstremistów nauczyło się korzystać z ważnego instrumentu politycznego: cierpliwości. Nie próbują za wszelką cenę zdobyć Reichstagu. Wystarczą im już symboliczne zdjęcia z połowicznie podjętej próby i powiewających flag ich sympatyków.

Redaktor DW Hans Pfeifer

Redaktor DW Hans Pfeifer

Motywuje to „swoich” a reszta społeczeństwa szybko dochodzi do wniosku: „Przecież nic się nie stało”. Wrażenie to pokazuje, jak bardzo niebezpieczne są plany ultraprawicowców: unikają „błędów”, które w minionych dziesięcioleciach raz po raz hamowały ich na drodze do zdobycia znaczenia i władzy.

Wkalkulowane oburzenie

Najważniejszym celem kobiet i mężczyzn przed Reichstagiem nie było rzeczywiste zdobycie budynku parlamentu. Nie, chcieli właśnie tego, co wywołał ich czyn: ogromnej fali oburzenia. Członkowie rządu, posłowie do parlamentu a nawet przewodniczący Bundestagu ostro potępili akcję.

Oczywiście potępienie jest słuszne. Problemem jest jednak to, że replika ta nie jest w stanie odzwierciedlić tego, jak bardzo to wkalkulowane oburzenie stało się elementem skrajnie prawicowej strategii: prowokatorzy wielokrotnie praktykowali w minionych latach tę taktykę wbijania szpilek – podejmowania małych, dokuczliwych akcji służących do osiągnięcia wielkiego celu. W efekcie opinia publiczna przyzwyczaja się do incydentów, a szybka krytyka ze strony polityków degeneruje się do mało znaczącego rytuału.

I tak narracja prawicowej ekstremy z sukcesem coraz głębiej przenika do społeczeństwa. Jej motto: „Niech politycy troszczą się lepiej o prawdziwe problemy ludzi”.

Ta taktyka kamuflażu stosowana jest przez prawicowych głosicieli nienawiści z takim powodzeniem, że nie podpadając, mogą uczestniczyć w odbywających się w Niemczech protestach przeciwko ograniczeniom narzuconym w związku z pandemią COVID-19. Nawet, jeżeli większość protestujących nie ma z nimi nic wspólnego, dzięki temu skalkulowanemu bagatelizowaniu swojej roli, przesuwają na swoją korzyść granice dopuszczalnego.

Groźne lekceważenie niebezpieczeństwa

Dokąd ma zaprowadzić wrogów demokracji ich plan? Ich celem jest etnonacjonalistyczne, rasistowskie społeczeństwo, w którym nie ma miejsca na demokrację a tym samym na wolność prasy. Liczy się wyłącznie jego zdanie. Imigranci, dziennikarze i ludzie reprezentujący inne poglądy polityczne muszą się obawiać o swoją integralność i swoje prawa – świadczą o tym liczne plakaty z groźbami pojawiające się na protestach związanych z koronawirusem – kanclerz Merkel i inne wiodące postaci widnieją na nich w więziennych ubraniach. Wzory tych autorytarnych i antydemokratycznych zachowań mamy już od dawna w Europie: w Polsce i na Węgrzech od lat rządzą wrogowie otwartego społeczeństwa.

Także w Niemczech wrogowie otwartego społeczeństwa daleko zaszli w ostatnich latach. W sobotę u wejścia do niemieckiego parlamentu zatrzymała ich wprawdzie policja – ale najbardziej wpływowe głosy ich wrogiej ludziom polityki dawno już zdołały przedostać się na drugą stronę.

Bo też w Bundestagu od 2017 roku zasiada i prowokuje częściowo skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) – jako największa partia opozycyjna. Permanentną krytyką muzułmanów, imigrantów, przeciwników politycznych, Kościołów i instytucji społecznych posłowie AfD stopniowo podkopują wartości wolnościowego demokratycznego porządku.

To jest rzeczywistym niebezpieczeństwem akcji takiej jak ta przed Reichstagiem: że obywatelki i obywatele nie docenią, jak fatalne mogą być jej skutki dla demokracji. Nie dziś czy jutro. Ale pojutrze.

 

Redakcja poleca