Komentarz: Lekcja europejskiej demokracji | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 15.05.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Komentarz: Lekcja europejskiej demokracji

Czy to problem, kiedy niemiecki TK przywołuje do porządku Trybunał Sprawiedliwości UE? Nie, bo podstawowe przesłanie wyroku jest często błędnie rozumiane. KOMENTARZ

Sędziowie niemieckiego TK (FTK) nie mogli sobie znaleźć gorszej chwili na rozpętanie sporu z Trybunałem Sprawiedliwości UE (TSUE). Akurat teraz, kiedy Europa pilnie potrzebuje autorytetów, a Komisja Europejska mozolnie walczy z naruszaniem prawa przez Polskę i Węgry, Federalny Trybunał Konstytucyjny zarzuca TSUE przekroczenie swoich kompetencji. Dla całej UE to bolesny cios.

Ledwo wiadomość z Karlsruhe poszła w świat, populiści w Europie Wschodniej poczuli się utwierdzeni w swoim przekonaniu: zbliżone do rządu media natychmiast zaczęły mówić o „przełomie”. Zaraz potem członkowie rządu w Warszawie insynuowali, że Komisja Europejska na pewno nie obejdzie się z Niemcami tak twardo, jak robi to z Polską czy Węgrami. Tym bardziej więc słusznie postąpiła (niemiecka) szefowa KE robiąc coś wręcz przeciwnego i natychmiast grożąc Niemcom postępowaniem przeciwnaruszeniowym.

Niezależność sądownictwa jest nienaruszalna

Osobliwe jednak, że w reakcjach na wyrok z Karlsruhe także w Niemczech przeoczono najważniejsze: niemieccy sędziowie wezwali TSUE, by zrobił większy użytek ze swojej władzy i lepiej kontrolował instytucje takie jak Europejski Bank Centralny (EBC). Tak patrząc na sprawę Niemcy po prostu przypomnieli tylko Trybunałowi w Luksemburgu o jego obowiązkach: pozycja TSUE zobowiązuje!

Autorka komentarza, Róża Romaniec

Autorka komentarza, Róża Romaniec, jest szefową stołecznego studia DW w Berlinie

Tym bardziej tragiczne, że wyrok FTK wyrządził potężne szkody polityczne. Osłupienie i oburzenie na najwyższy sąd w Niemczech są mimo to nie na miejscu. Sędziowie słusznie kierowali się nie politycznymi konsekwencjami swojego wyroku, tylko wymogami prawa. I teraz domagają się egzekwowania tego prawa. Spór jest właściwie typowy dla Europy: pokazuje granice integracji europejskiej.

UE nie jest mianowicie żadnym jednolitym organizmem państwowym, tylko sojuszem wielu pojedynczych krajów. Uznają one wprawdzie TSUE za najwyższy organ sądowy w Europie, ale jednocześnie uważają się za stróżów narodowych konstytucji. To ambiwalencja, z którą trzeba żyć, dopóki nie powstaną Stany Zjednoczone Europy.

Grozi instrumentalizacja

Domaganie się przez sąd narodowy dotrzymania przez TSUE w swoich wyrokach standardów obowiązujących także w narodowych orzecznictwach, odpowiada oczekiwaniom obywateli w Europie. Wydawaniem wyroków, które nie spełniają tych kryteriów, niepotrzebnie daje się pole do popisu populistom.

Europejskie sądownictwo czeka teraz następne wyzwanie: także TSUE uznał właśnie, że obchodzenie się Węgier z uchodźcami jest niezgodne z prawem. Jeżeli Budapeszt będzie chciał zignorować ten wyrok, przypuszczalnie będzie pokazywał palcem na Karlsruhe jako „wzór do naśladowania”. Niezależnie od tego, że Niemcy domagają się silniejszego, a nie słabszego TSUE.

Unia Europejska nie może teraz stracić nerwów. Musi się dobrze zastanowić nad każdym następnym krokiem i słowem. Najpóźniej teraz staje się jasne: ten obecny spór prawników przejdzie do historii jako lekcja europejskiej demokracji. Wszystko inne byłoby katastrofą.

 

Reklama