KOMENTARZ: Czy wschodni Niemcy naprawdę wybierają inaczej? | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 02.09.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

KOMENTARZ: Czy wschodni Niemcy naprawdę wybierają inaczej?

To pytanie brzmi jak zarzut: wschodni Niemcy wybierają nie tak jak trzeba, przede wszystkim głosując na AfD. No i co z tego? – pyta komentator Deutsche Welle.

Historia powtarza przy każdych wyborach we wschodnich Niemczech i to już od prawie 30 lat, od chwili zjednoczenia Niemiec. Wynik wyborów na obszarze byłej NRD wywołuje na zachodzie Niemiec zdziwienie czy wręcz oburzenie. Tam popularne są inne partie niż w dobrej starej Bundesrepublice.

W zachodnich Niemczech przez dziesięciolecia najważniejszymi graczami na politycznym parkiecie byli chadecy (CDU i CSU) oraz socjaldemokraci (SPD). Języczkiem u wagi stawali się czasami Wolni Demokraci (FDP). Rolę tę od lat 80-tych przyjmuje także niegdyś bulwersująca „porządnych Niemców” partia Zielonych.

Trzeba przyznać, że czasy się nieco zmieniły. CDU, CSU, SPD, FDP i Zielonym coraz trudniej jest bronić swoich politycznych poletek. Pomimo tego na zachodzie Niemiec to te partie prawie wszędzie dzierżą stery władzy, pomimo że także Lewica i Alternatywa dla Niemiec chciałyby uszczknąć coś z tego tortu.

Kto wyjątkowo negatywnie nastawiony jest do tych partii, mówi o komunistach albo nazistach. Bezsprzecznie w szeregach tych partii jest grono osób zasługujących na takie określenia, ale wciskanie Lewicy czy prawicowej, populistycznej AfD do takiej ekstremalnej szuflady jest bardzo uproszczone i tchórzliwe, a przede wszystkim wygodne.

Autor komentarza Marcel Fürstenau

Autor komentarza Marcel Fürstenau

Turyngia wcale nie wróciła do gospodarki planowej

Bowiem kto unika sporów, ten bezwzględnie odmawia podjęcia jakiegokolwiek dialogu. Cierpiała już na skutek tego Lewica, kiedy nazywała się jeszcze Partią Demokratycznego Socjalizmu (PDS), która na zachodzie kraju, ze względu na swoją przeszłość w NRD, przez konserwatystów pogardliwie określana była „czerwonymi skarpetkami”. Za to na wschodzie PDS - dziś jako Lewica, była i jest masową partią, która w Turyngii od 2014 r. wystawia nawet premiera rządu krajowego w osobie Bodo Ramelowa. Malowane w ciemnych kolorach widmo komunizmu okazało się zupełnie nieszkodliwe. Pochodzący z zachodnich Niemiec Ramelow ani nie chciał wskrzesić enerdowskiej gospodarki planowej, ani nie potępiał przedsiębiorstw, takich jak Opel w Eisenach, które inwestowały tam dużo pieniędzy. Elektorat Turyngii, spośród którego 28 proc. zdecydowało się głosować na Lewicę, dokonał dobrego wyboru. Innego zdania był wtedy i jest pewnie jeszcze dziś centralny organ niemieckich malkontentów. „Skandaliczny wybór w Turyngii” – pisał wtedy „Bild-Zeitung”.

„Ossi” wybierają „wessi”

Podobne nastroje panowały przed wyborami do parlamentów krajowych Brandenburgii i Saksonii (1.09.2019), i Turyngii (27.10.2019). Histeryczne reakcje odnoszą się jednak mniej do Lewicy, co do Alternatywy dla Niemiec, na którą głosowało 23,8 proc. wyborców w Brandenburgii i 27,5 w Saksonii. Nie są to piękne perspektywy, ale czy trzeba z tego powodu od razu wpadać w panikę? Albo – z uzasadnionej troski albo z przyzwyczajenia – od razu reanimować wyświechtany stereotyp grubiańskiego, niewdzięcznego i głupkowatego "ossi". Nie jest to ani dobrym pomysłem ani niczym nowym. W ten sposób cementuje się, chcąc nie chcąc, rowy, które nigdy nie były zasypane. Ironiczna uwaga na marginesie: liderzy prawicowych populistów na wschodzie są czystej krwi zachodniakami. Czołowy kandydat AfD w Brandenburgii Andreas Kalbitz pochodzi z Bawarii, frontman AfD w Turyngii Bjoern Hoecke z Nadrenii Północnej-Westfalii. Obydwaj należą do nacjonalistycznego skrzydła wewnątrz AfD i mają skrajnie prawicowe poglądy.

„Wschodniak jako taki”

Zachodniacy dominujący wschód, to schemat znany także poza polityką. Jest tak w gospodarce, w administracji, na wyższych uczelniach, w mediach – nie dziwi więc, że wielu wschodnich Niemców czuje się obywatelami drugiej kategorii. Dlatego nie trzeba wcale głosować na AfD albo powinno się tego wręcz unikać. Ale ponieważ Lewica utraciła już swój image partii protestu, teraz co piąty „ossi” wybiera prawicowych populistów albo w ogóle nie idzie na wybory. Świadoma swojej wartości demokracja musi coś takiego wytrzymać i zacząć się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje.

Enerdowscy opozycjoniści kontra AfD. „Nie dla demagogów szliśmy na ulicę“

Na tydzień przed wyborami w Saksonii „Spiegel” w artykule wstępnym szkicował nastroje we wschodnich Niemczech, tytułując swój materiał „Ossi jako taki”. ("So isser, der Ossi") Na 11 stronach szczególnie mieszkańcom zachodu Niemiec starano się wytłumaczyć mentalność ich wschodnich pobratymców. Może należałoby zacząć ludziom na wschodzie RFN wyjaśniać mentalność mieszkańców zachodniej części kraju? Okazji ku temu jest dużo, bo także na obszarze dawnej RFN jest przykładowo sporo wyborców AfD. Głosuje na nią ponad 10 proc. w mocnych gospodarczo krajach związkowych jak Bawaria, Hesja i Nadrenia-Palatynat, gdzie wyniki wyborcze wyniosły od 10,3 do 13,1 proc. Przoduje w tym gospodarczy prymus Badenia-Wirtembergia: 15,1 proc. To chyba dość materiału na interesujący artykuł o tym, jak myślą zachodniacy. Ale o tym nikt nie chce ani rozmawiać, ani pisać. Bo to mogłoby zdemontować wizerunek zachodnioniemieckiego mądrali. Czy się mylę?
 

 

Redakcja poleca