″Kościół katolicki w Polsce nie reprezentuje już niepodzielnie całego narodu″ | Echa polskie | DW | 15.08.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

"Kościół katolicki w Polsce nie reprezentuje już niepodzielnie całego narodu"

Niemiecka prasa uwypukla wysiłki abp Józefa Michalika w dążeniu do pojednania Polaków z Rosjanami i przedstawia młodą pisarkę, która po Günterze Grassie odważyła się napisać powieść o Gdańsku.

default

W artykule Frankfurter Allgemeine Zeitung zatytułowanym "Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" podkreśla się, że Kościół katolicki w Polsce nie reprezentuje już niepodzielnie całego narodu, ponieważ i tam postępuje laicyzacja, i że ze swym zbliżeniem do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego arcybiskup Józef Michalik pragnie nawiązać do dawnej, pełnej blasku, roli Kościoła jako pojednawcy.

"Józefa Michalika od dawna uważa się za prototyp duchownego ze wschodniej Polski" - zauważa FAZ i dodaje, że "warszawscy publicyści określają go jako osobę arcykonserwatywną".

"Teraz jednak Michalik uczynił coś niezwykłego", bo bezpośrednio przed wizytą patriarchy Moskwy Cyryla I w Warszawie z naciskiem opowiedział się za pojednaniem z Rosją, "wywołując tym podskórny, ale trwały wstrząs w polskiej prawicy".

FAZ pisze dalej, że "wrogość wobec Rosji jest dla Kaczyńskiego i jego zwolenników tym, czym jeszcze do niedawna był strach przed Niemcami".

"Michalik nawołuje jednak do czegoś więcej niż pojednania z Moskwą" - zaznacza autor artykułu. W wywiadzie zaatakował bowiem główną tezę prawicy; "od lat niezmiennie powtarzane przypuszczenie", że katastrofa pod Smoleńskiem była "w rzeczywistości morderstwem ze strony Rosji", a polscy liberałowie byli jej wspólnikami.

Autor artykułu Konrad Schuller jest przekonany, że zdystansowanie się Michalika od tej tezy grozi trwałym zerwaniem związku między polityczną prawicą a konserwatywnym klerem w Polsce.

Nowa książka o Gdańsku

W dziale kultury Frankfurter Allgemeine Zeitung ukazał się obszerny artykuł "Za fasadami Gdańska", zaopatrzony w duże zdjęcie fragmentu gdańskiej Starówki z Fontanną Neptuna przed Dworem Artusa.

"To nie jest Gdańsk jaki znamy", pisze Andreas Platthaus w FAZ, nawiązując do nowej książki Sabrina Janesch "Ambra".

"To nie Gdańsk z przewodników turystycznych, relacji, filmów, zdjęć i oczywiście z "Blaszanego bębenka" Güntera Grassa, który w 1959 roku raz na zawsze utrwalił na papierze, co my, Niemcy, wiemy o Gdańsku".

"O powojennym Gdańsku nic nie napisano. Ponieważ po zburzeniu miasta w marcu 1945 roku, gdy po krótkim oblężeniu przez Armię Czerwoną spłonęło ponad 90 procent śródmieścia, i gdy prawie wszystko zostało wiernie zrekonstruowane, wydaje się, że to co człowiek dziś odnajduje w Gdańsku, znów przypomina to, o czym opowiadał Grass". "Ale to już nie jest Danzig" - podkreśla po raz któryś z rzędu FAZ.

Sabrina Janesch przybyła do Gdańska w 2009 roku jako stypendystka Niemieckiego Forum Kulturalnego Wschodniej Europy. W staraniach pomogło jej, że jako córka polskiej matki i niemieckiego ojca władała obu językami i właśnie spodziewała się ukazania swej pierwszej powieści "Katzenberge"; historii niemiecko-polskiej rodziny na Śląsku i w Galicji.

Z artykułu dowiadujemy się ponadto, że ubiegając się o stypendium Janesch złożyła expose swojej drugiej powieści; znów o niemiecko-polskiej rodzinie, której "akcja tym razem akcja rozgrywa się w Gdańsku". "To było odważne, bo od czasu "Blaszanego bębenka" żaden niemiecki pisarz, z wyjątkiem Grassa, nie odważył się pisać o tym mieście".

Z projektu powieści Sabriny Janesch powstała "Ambra" (bursztyn); która w najbliższą sobotę ukaże się w Niemczech nakładem wydawnictwa Aufbau Verlag.

"Ale zanim ukończyła tę książkę" - pisze FAZ - "jej pierwotny plan uległ istotnej zmianie, tak samo jak obraz Gdańska w oczach młodej pisarki".

Iwona D. Metzner

red. odp.: Małgorzata Matzke

Reklama