Klan Schleckera przed sądem | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 06.03.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Klan Schleckera przed sądem

W Sądzie Krajowym w Stuttgarcie rozpoczyna się w poniedziałek proces w sprawie jednej z najbardziej spektakularnych plajt w Niemczech: drogeryjnego imperium Schlecker.

Anton Schlecker, były właściciel największej sieci sklepów drogeryjnych Europy, pod jednym względem przypomina założycieli Aldiego, braci Albrechtów – stroni od pokazywania się publicznie, a już jak ognia unika dziennikarzy i kamer telewizyjnych. W poniedziałek (6.03.2017) nie będzie miał raczej szans, by ukryć się przed ciekawskimi. Na 72-letnim byłym przedsiębiorcy ciąży zarzut umyślnego bankructwa, przewlekania złożenia wniosku o upadłości i malwersacji. Przed Sądem Krajowym w Stuttgarcie odpowiada Anton Schlecker, jego żona Christa i dzieci Meike i Lars.

Prokuratura zarzuca oskarżonym fałszowanie sprawozdań finansowych, w 36 przypadkach rodzina miała też przywłaszczyć sobie aktywa należące właściwie do masy upadłościowej. Po trzech latach śledztwa, w kwietniu 2016 prokuratura w Stuttgarcie wniosła akt oskarżenia – liczy on 270 stron. Za dokonanie przestępstw związanych z bankructwem grożą kary pozbawienia wolności do 5 lat, w szczególnie ciężkich przypadkach nawet do 10 lat.

Schlecker reicht Insolvenzantrag ein (dapd)

Rzadkość - rodzinne zdjęcie: Anton Schlecker (2. z l.), obok jego żona Christa i dwoje dzieci Lars i Meike

Zawrotna kariera

Wszystko zaczyna się w 1975 roku w Kirchheim/Teck w Szwabii, gdzie 31-letni wówczas Anton Schlecker otwiera swój pierwszy sklep drogeryjny. Dwa lata później prowadzi już 100 sklepów, po dziewięciu latach 1000. Od 1987 r. rozpoczyna się ekspansja za granicę. W 2003 r. Schlecker zapowiada na stronie internetowej firmy, że w następnych latach zostaną otwarte filie w Danii, Polsce, na Węgrzech, w Czechach i Słowenii. W 2007 r. Schlecker ma sklepy w 13 krajach Europy i zatrudnia ponad 52 tys. osób.

Po drodze jednak na nieskazitelnym wizerunku rodziny szwabskich kupców zaczynają pojawiać się rysy. W 1998 r. Sąd Krajowy w Stuttgarcie skazuje małżeństwo Schlecker na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, ponieważ oszukali swoich pracowników, wmawiając im, że są opłacani zgodnie z umowami taryfowymi. Kilka lat później wybucha afera w związku z nielegalnym instalowaniem w sklepach kamer do nadzorowania pracowników.

W styczniu 2010 coraz głośniejsze stają się krytyczne głosy na temat zatrudniania przez Schleckera pracowników w ramach pracy tymczasowej. Związek zawodowy Ver.di zarzuca koncernowi, że zwolnił ludzi, po czym zatrudnił ich ponownie, ale jako pracowników oddelegowanych przez założoną przez siebie agencję pracy tymczasowej o nazwie „Meniar” („Ludzie w pracy”) z siedzibą w saksońskim Zwickau – już tylko za połowę dotychczasowych pensji.

Nadwyrężony wizerunek

Proteste von Schlecker-Frauen (Picture-Alliance/dpa)

Bankructwu towarzyszyły miesiące protestów - na zdjęciu demonstracja pracowniczek Schleckera w Dreźnie. Tylko w Sakonii, Saksonii-Anhalt i Turyngii pracę straciło 1,5 tys. kobiet

Specjalnie dla ochrony pracowników tymczasowych została przyjęta w Niemczech ustawa o pracy tymczasowej: ten sam wymiar czasu pracy, zarobki i prawo do urlopu jak w przypadku pracowników etatowych. Chyba, że układ zbiorowy dopuszcza odstępstwa od tych reguł. Z tych wyjątków korzysta Schlecker – z podejrzanymi związkami zawodowymi branży pośrednictwa o nazwie „Tarifgemeinschaft Christliche Gewerkschaften Zeitarbeit” negocjuje nowy układ zbiorowy, w którym z pierwotnego wynagrodzenia 12 euro na godzinę zrobiło się 6,50. Federalna Agencja Pracy (BA) nie widzi dla siebie możliwości interwencji.

Jakby reputacja Schleckera ucierpiała jeszcze za mało, politycy zarzucają koncernowi, który w swoich najlepszych czasach osiągał roczne obroty rzędu 4,7 mld euro, systematyczny dumping płacowy „wpędzający w kryzys standardy socjalne” – jak mówi ówczesny minister pracy Nadrenii Północnej-Westfalii Karl Josef Laumann.

Rok później kryzys obejmuje cały koncern. Kończą się klienci i dochody. Filie, i tak już przypominające sklepiki z tandetą, mają zostać zmodernizowane, kampania marketingowa ma wypolerować nadszarpnięty wizerunek firmy.

Bankructwo zamiast „całkowitego zwrotu

Plany takie jednak kosztują. W grudniu 2011 Schlecker zamyka 600 ze swoich blisko 8 tys. filii w Niemczech i na 2012 zapowiada likwidację kolejnych. Mimo to syn Lars Schlecker, który od 2010 roku razem ze swoją siostrą Meike zasiada w zarządzie koncernu, dementuje pogłoski nt. problemów płatniczych firmy, zapewniając , że w 2012 u Schleckera nastąpi „całkowity zwrot”.

Już jednak kilka miesięcy później, w styczniu 2012 bomba wybucha: Schlecker jest niewypłacalny. Firma oświadcza, że sfinansowanie planowanego uzdrowienia firmy spaliło na panewce, pozostaje już tylko „planowana upadłość”. Obok sklepów w Niemczech, zostaje nią dotkniętych około 3 tys. sklepów w Austrii, Czechach, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Polsce i Portugalii.

Nie mamy żadnego majątku"

Meike Schlecker dementuje wówczas doniesienia, że firma dysponuje dużym majątkiem. Jak wyjaśnia, rodzina nie posiada już „żadnego znacznego prywatnego majątku”. W minionych latach Schlecker zainwestował w restrukturyzację koncernu setki milionów euro. Dzieci jego założyciela zamierzają rzekomo dalej prowadzić firmę i uratować możliwe najwięcej miejsc pracy.

Prokurator ze Stuttgartu jest jednak dzisiaj innego zdania. Możliwe, że popłynęły miliony, ale przypuszczalnie przede wszystkim na konta rodziny. Według aktu oskarżenia setki tysięcy poszły na luksusowe podróże dzieci Larsa i Meike, równie grube pieniądze na prezenty dla wnuków i miliony na remonty mieszkań. Wszystko to sumy, które właściwie należą do masy upadłościowej Schleckera.

Rolf Wenkel / Elżbieta Stasik

Reklama