Kiedy lecimy na Marsa? - Wywiad z Jesco von Puttkamerem | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 20.07.2009
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Kiedy lecimy na Marsa? - Wywiad z Jesco von Puttkamerem

Niemiecki inżynier Jesco von Puttkamer uczestniczył w opracowaniu misji Apollo - 11, która pozwoliła Amerykanom 40 lat temu wylądować na Księżycu.

Lot na Marsa jest najważniejszym celem programu kosmicznego NASA

Lot na Marsa jest najważniejszym celem programu kosmicznego NASA

Jesco von Puttkamer wyemigrował w 1963 roku do USA, gdzie pracował u boku Wernhera von Brauna w centrum lotów kosmicznych Marshall Space Center w Alabamie. Od 1972 roku prowadził w głównej kwaterze NASA w Washingtonie grupę roboczą, zajmującą się strategicznym planowaniem opanowania kosmosu. Uczestniczył również w realizacji długofalowego programu Księżyc/ Mars, zainicjowanego przez byłego prezydenta Georga W. Busha. Rozmowę z nim przeprowadziła Christina Bergmann.

Ch.B. Jak wygląda sytuacja z lotami w Kosmos po czterdziestu latach od pierwszego lądowania na Księżycu?

Prof. Jesco Freiherr von Puttkamer (2009)

Prof. Jesco Freiherr von Puttkamer (2009)

J.v.P. Od tego czasu lataliśmy 127 razy wahadłowcem w kosmos i większość lotów kompletnie różniła się od poprzednich. Nie tak jak w przypadku samolotu, gdzie przebieg jest zawsze ten sam: start, serwis, przerwa. Każdy lot promem w kosmos stawiał inne wymagania i wyzwania i odbywał się w innych warunkach, tak, że praktycznie obsługa wahadłowca była o wiele droższa, niż myśleliśmy. Przy tym potrzebowaliśmy go, by stworzyć w kosmosie stację kosmiczną, która stała się wyjściową platformą do dalszego podboju przestrzeni kosmicznej. Jest to dla nas kolejny etap, który mamy przed sobą. Obecnie negocjujemy z nową ekipą rządową prezydenta Obamy czas realizacji naszych planów. Przy tym musimy oczywiście uwzględnić możliwości finansowe. Jednak cele wytyczone przez prezydenta Busha: lądowanie na Księżycu, a następnie dalszy lot w kierunku Marsa, pozostały niezmienione.

Ch.B. W obliczu globalnego kryzysu gospodarczego trudno jest finansować tego typu projekty. Również NASA musi zastanowić się nad priorytetami. Jak one wyglądają?

J.v.P. Nie ma odwrotu. Podbój kosmosu i prom kosmiczny stały się tymczasem częścią amerykańskiej świadomości społecznej, podobnie jak Myszka Miki czy Coca Cola. Czego wahadłowiec jeszcze nie potrafi, to polecieć z orbity okołoziemskiej dalej w Kosmos. Nie możemy nim polecieć na Księżyc. Potrzebujemy zatem nowych rakiet nośnych, podobnych do rakiety "Saturn", którą skonstruował Wernher von Braun. Zarówno skonstruowanie nowego promu kosmicznego, jak również rakiety nośnej będzie bardzo kosztowne. I to jest nasz główny priorytet. Trzeba zapomnieć osiągnięcia z wczoraj i dziś rozpocząć praktycznie wszystko od początku. Coś takiego nie wydarzy się w Rosji, bo Rosjanie wciąż latają rakietami typu "Sojuz", którą skonstruował w 1958 roku Korolow i które tymczasem trochę udoskonalono. My natomiast dawno zezłomowaliśmy nasze rakiety nośne "Saturn" i zbudowaliśmy wahadłowce.

Ch.B. A co wynikło z rozważań, by wciągnąć do współpracy Europejczyków?

Start promu kosmicznego Endeavour 11 marca 2008 na Przylądku Canaveral

Start promu kosmicznego Endeavour 11 marca 2008 na Przylądku Canaveral

J.v.P. Europejska Agencja Kosmiczna ESA stara się skupić pod jednym dachem Niemców, Włochów i Brytyjczyków. Niestety do dziś się to nie udało. Podobnie zresztą, jak w innych dziedzinach. Na początku pokładaliśmy z NASA wielkie nadzieje w Europie. Uważaliśmy, że mamy w niej solidnego partnera, z którym razem moglibyśmy opracować bazę na Księżycu czy wspólne na niego loty. Kiedy więc zwróciliśmy się do Europejczyków z pytaniem: czy chcą wraz z nami pracować nad rozwojem nowego systemu transportu kosmicznego, którym można byłoby latać na Księżyc, odpowiedzieli nam, że jesteśmy szaleńcami. "Musimy najpierw prosić o zgodę nasze rządy, a to potrwa. Następnie decyzje też muszą być ratyfikowane"- tłumaczyli nam koledzy z Europy. "Przyjdźcie za rok, albo za dwa lata". Dlatego zmuszeni zostaliśmy do tego, by samodzielnie opracować i sfinansować w całości nowy system transportu kosmicznego. Zaproponowaliśmy im więc, by pomogli później w tworzeniu całej infrastruktury na Księżycu. ESA odpowiedziała na to: "że chętnie pod warunkiem, że gremia polityczne oraz Europa przekonane będą o słuszności takiego kroku".

Ch.B. W 2015 roku zaplanowany jest lot na Księżyc, a co potem?

Centrum kontrolne Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w Darmstadt

Centrum kontrolne Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w Darmstadt

J.V.P. Moim zdaniem plany, które powstały za rządów Georga W. Busha, a które dotyczyły zbudowania stałej bazy na Księżycu, nie zostaną zrealizowane ponieważ nie ma adekwatnego zainteresowania tym tematem w Kongresie. Również przeciętny Amerykanin stwierdza: " Na Księżycu już byliśmy, więc po co lecieć tam znowu?". Tymczasem Księżyc jest nam potrzebny jako pośrednia stacja do rozwoju nowych technologii, innowacji, by dać inżynierom świadomość tego, że coś potrafią. Nie możemy też natychmiast lecieć na Marsa, ponieważ proces przygotowań byłby zbyt długi. Wtedy podatnicy oraz media byliby zniechęceni brakiem postępów. Dlatego tak ważny jest właśnie Księżyc. Zamierzamy na niego wrócić i założyć tam czasowo stację kosmiczną, która nie zawsze byłaby obsadzona załogą. Jej zaopatrywanie z Ziemi byłoby zbyt kosztowne. Loty byłyby podobne do lotów rakiet "Apollo", z tym, że pobyt załogi na Księżycu byłby z lotu na lot dłuższy. Pozwoliłoby to zdobyć nową wiedzę, niezbędną dla dalszego lotu na Marsa, który jest właściwie naszym głównym celem.

Ch.B. Z jakiego powodu ludzie mieliby zamieszkać na Marsie?

2001 Odyssee im Weltraum

Ludzkość sięga do gwiazd...

J.v.P. Nie mieliby, tylko będą! Dzisiejsi ludzie nie są w stanie przewidzieć odpowiedzi, bo potrzebna jest do tego nie tylko dojrzałość techniczna, lecz również mentalna. Wśród nas są jednak już ludzie, którzy chcą się udać na Marsa i którzy nie pytają, czy nie jest to zbyt niebezpieczne, lub zbyt drogie. Oni dopiero dorastają, ale dla nich pobyt na Marsie będzie czymś naturalnym. W Ameryce prowadzi się bardzo świadomie przygotowania do tego. W każdej szkole wiszą zdjęcia z Marsa, prowadzone są też zajęcia, które informują o locie w przestrzeń kosmiczną, o samym Marsie, czyli powoli wyrasta pokolenie, dla którego Mars będzie czymś zupełnie oczywistym. Aż któregoś dnia nadejdzie przełomowy moment i ktoś powie: " Dość gadania! Kiedy lecimy?".

Autor: Christina Bergmann/ Aleksandra Jarecka

Red.: Andrzej Krause, Bartosz Dudek

  • Data 20.07.2009
  • Drukuj Drukuj stronę
  • Permalink https://p.dw.com/p/Isaf
  • Data 20.07.2009
  • Drukuj Drukuj stronę
  • Permalink https://p.dw.com/p/Isaf
Reklama