Kanclerz Merkel po raz pierwszy otwarcie poparła Junckera | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 31.05.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Kanclerz Merkel po raz pierwszy otwarcie poparła Junckera

Gdyby Merkel nie była człowiekiem, tylko maszyną matematyczną, byłaby systemem uczącym się - twierdzi jeden z komentatorów prasowych.

Angela Merkel na Zjeździe Katolików w Ratyzbonie

Angela Merkel na Zjeździe Katolików w Ratyzbonie

"Wywoławszy najpierw ogólne oburzenie, Angela Merkel zapewnia teraz na Zjeździe Katolików w Ratyzbonie, a któż by jej tam nie uwierzył, że opowie się za Junckerem. Jest to właściwie czymś oczywistym" - zaznacza "Mannheimer Morgen". "Co prawda szefowie państw i rządów muszą jedynie 'uwzględnić' wynik eurowyborów podejmując decyzje personalne. Ale, po pierwsze, nie powinni byli tego zapisywać w Traktacie Lizbońskim, jeśli tak jak do tej pory chcieliby sami mianować kandydata, a po drugie taki wybór przez normatywną siłę faktów stałby się plebiscytem w sprawie nowego szefa KE. W takim przypadku Merkel musiałaby na dobrą sprawę udaremnić jego kandydaturę, jeśli naprawdę nie chce go widzieć na najważniejszym stanowisku w UE".

"Przepychanki w sprawie szefa KE nie są dobrze widziane przez obywateli UE" - zaznacza "Koelner Stadt-Anzeiger". "Dla nich wszystko jest tak, jak zawsze: Bruksela się kłóci. Tym razem o stanowiska i pieniądze. A przecież wybór przewodniczącego KE przez parlament jest pomyślany właśnie po to, by do Europy wnieść więcej demokracji. Teraz powraca wrażenie, że prowadzi się tam walkę o stołki. To, że Angela Merkel tak długo czekała z publicznym poparciem dla Junckera, nie wzmocniło bynajmniej zaufania. Jest to tym bardziej smutne, bo wygląda na to, że politycy w Brukseli nie pojęli przesłania tych wyborów".

"Volksstimme" z Magdeburga uważa, że "Polityczne salta nie należą do repertuaru Angeli Merkel. Ale w przypadku nowego przewodniczącego KE nie widziała chyba innej możliwości. W ciągu zaledwie kilku dni debata w sprawie obsadzenia stanowiska szefa KE wywołała niezłą zawieruchę, która groziła wciągnięciem w nią także panią kanclerz. Stąd jej jasne poparcie dla Junckera. Na nic zdało się wodzenie za nos wyborców i Parlamentu Europejskiego i próby rozdania kart w gronie szefów państw i rządów UE. Konflikt z brytyjskim premierem Cameronem kanclerz Merkel będzie teraz musiała rozegrać publicznie. Cameron, zdrowo nadszarpnięty przez sukces antyeuropejczyków z UKIP, chce zapobiec temu, by Juncker stanął na czele KE. A ten Luksemburczyk jak rzadko kto jest zwolennikiem europejskiej polityki integracji, której Brytyjczycy boją się jak diabeł święconej wody. Coraz bardziej prawdopodobne staje się referendum na Wyspie i to już w niedługim czasie".

"Braunschweiger Zeitung" pisze: "Angela Merkel wykorzystała wczoraj Zjazd Katolików w Ratyzbonie do obwieszczenia swojej woli. Ale nic poza tym. Ponieważ jej opowiedzenie się za Junckerem jest czystą, polityczną kalkulacją. Zmusiła ją do tego sytuacja, bo stwierdziła, że naładowana emocjami dyskusja w Niemczech na ten temat grozi jej postawieniem zarzutu o 'oszukanie wyborców' i wrze już tak bardzo, że trzeba ją zdjąć z ognia. A więc wyraziła swe poparcie dla Junckera. A gdyby miało się okazać, że nie udało się go usadowić na stołku szefa KE, to będzie mogła oskarżyć o to innych".

"Badische Zeitung" zaznacza: "Gdyby Merkel była nie człowiekiem, tylko maszyną, byłaby systemem uczącym się. A ponieważ jest takim systemem, rozważyła sytuację, w jaką się sama wmanewrowała lawirowaniem w sprawie przewodniczącego KE. Wynik tego procesu myślowego jest typowy dla Angeli Merkel: błąd, czyli zajęcie stanowiska, która może być dla niej ryzykiem, został natychmiast skorygowany. Problemem dla Merkel było i jest to, że europejska polityka personalna była do tej pory prowadzona w zaciszu gabinetów na drodze osobistych konszachtów. Co prawda pani kanclerz pojęła, że to się zmieniło. Ale Cameron i paru innych europejskich krzykaczy będą się opierać wyborowi Junckera. Za przekonanie ich Angela Merkel zapłaci jeszcze wysoką cenę polityczną".

Małgorzata Matzke

red. odp.: Andrzej Pawlak

Reklama