K-GB, czyli poezja tablic (rejestracyjnych) | Felieton | DW | 15.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

K-GB, czyli poezja tablic (rejestracyjnych)

Samochodowe tablice rejestracyjne - w USA, w Polsce, w Niemczech. Z pozoru przypadkowa kombinacja kilku liter (i cyfr). Jednak przy odrobinie wyobraźni i inwencji można z nich uczynić prawdziwe dzieła literackie...

Wszyscy, którzy mieli kiedyś okazję przeczytać błyskotliwy esej Stanisława Barańczaka „Tablica z Macondo“, w książce pod tym samym tytułem, zapewne innym patrzą już okiem na samochodowe tablice rejestracyjne. We wspomnianym eseju jednak sprawa owych tablic, tzw. personalized license plates, które w USA każdy może sam sobie zaprojektować, stanowi jedynie punkt wyjścia do przenikliwych rozważań na temat poezji. Ta zaś - zdaniem znakomitego poety i tłumacza, profesora slawistyki na uniwersytecie Harvarda - „zaczyna się tam, gdzie chęć wypowiedzi zderza się z ograniczeniem (...) Przez swoją zwięzłość tablica rejestracyjna jest emblematem wiersza lirycznego: chodzi w niej o to samo, o sztukę zmieszczenia maksimum znaczeń w ograniczonej liczbie znaków“.

W stanie Massachusetts, gdzie znajduje się Harvard, opłata za szansę stania się artystą jednego lub dwóch słów wynosi 40 dolarów rocznie, a wymogi, jakie należy spełnić, są praktycznie trzy: napis nie może liczyć więcej niż sześć liter i zawierać wyrazów powszechnie uważanych za nieprzyzwoite. Może być natomiast w dowolnym języku, byle alfabet był łaciński, i nie stosować znaków diakrytycznych (czyli odpadają niestety wszelkie ą, ę, ń, ż itp.). Może być nawet sprzeczny z regułami ortografii. Autor, po odrzuceniu pomysłów takich jak AS SZOS i PRECZ Z, wybiera w końcu ON JEST. „Są w nim - pisze - wszystkie zalety PRECZ Z, a dodatkowo parę innych bezcennych rzeczy. Przede wszystkim jest to oznajmienie, a nie eksklamacja: dobra poezja woli stwierdzać niż wykrzykiwać. Po drugie: jest to stwierdzenie zapewne najważniejsze, jakie można wygłosić w poezji: stwierdzenie czyjegoś istnienia, afirmacja czyjegoś bytu“. Czyjego? Ano właśnie! Mamy tu przykład tej ekscytującej, charakterystycznej dla prawdziwej poezji wieloznaczności, z którą musi już sobie poradzić sam czytelnik.

Również w Polsce od kilku lat, po wprowadzeniu białych, tzw. europejskich tablic, można je sobie indywidualnie zaaranżować, dzięki czemu byłem świadkiem, jak ulicami mojego rodzinnego Olsztyna szpanersko mknął szykowny kabriolet opatrzony namiętnym lirycznym wyznaniem: BEATA...

Das Kennzeichen ROW für Rotenburg (Wümme) ergibt mit den Buchstaben DY das Wort Rowdy, aufgenommen am Montag (20.08.2012) in Visselhövede. Städte und Gemeinden sollen ihre Kfz-Kennzeichen künftig frei wählen dürfen. Das Bundesverkehrsministerium will neben der Wiedereinführung von Altkennzeichen auch die Einführung völlig neuer Kennzeichen ermöglichen. Die entsprechende Verordnung soll der Bundesrat im September billigen. Foto: Daniel Reinhardt dpa/lni

Brzmi jak skrucha: Rowdy to łobuz.

A jak to wygląda w Niemczech? Także i tu, za niewielką dodatkową opłatą, możemy zabawić się w poetów. Z tym że ograniczenia, jak to w tym uporządkowanym kraju bywa, są dużo bardziej rygorystyczne (ale za to pole dla twórczej inwencji większe), ponieważ jedna, dwie, a nawet trzy pierwsze litery, oznaczające miasto bądź powiat, są obowiązkowe, i tylko dwie kolejne sami możemy skomponować. Dlatego w niekłamany zachwyt wprawił mnie opel z Duisburga, którego właścicielem bez wątpienia był Polak, opatrzony napisem DU-PA. Cóż za urocza wieloznaczność płynącego zeń przesłania! Zwykły żart, oko puszczone do rodaków, czy też ewentualnie wybitnie samokrytyczne wyznanie wiary kierowcy we własne umiejętności? W Kolonii, gdzie przez dłuższy czas mieszkałem, miłośnicy czarnego humoru, zapomniawszy najwidoczniej o niedawnej historii, jeżdżą oznaczeni literami K-GB, i spotyka się ich zastanawiająco wielu.

ILLUSTRATION - Ein Kunde holt am 04.04.2012 an einer Prägestelle für Kfz-Kennzeichen in Bad Oldesloe ein Kennzeichen ab.

Po mowie kwiatów nadszedł czas na mowę blach...

Natomiast posiadacze K-UH (po niemiecku: krowa) uważają się prawdopodobnie za kowbojów ulic i autostrad... Z polskiego punktu widzenia interesująco brzmią jeszcze: K-IJ, K-IT, K-OT, K-AT oraz szczególnie K-AC. Ciekawie w tym kontekście prezentują się też np. warianty berlińskie: rzeczownikowe B-UT, B-AT, B-YK, filozofujący B-YT tudzież rozkazujące B-IJ. Ale gdzie im tam do owej wspaniałej, przeuroczej DU-PA...

Zazdroszczę więc trochę mieszkańcom Duisburga. Gdybym się tam przeprowadził, wybrałbym jednak wersję nieco inną, a mianowicie: DU-CH. DU-CH jest bowiem bardziej znaczeniowo pojemny i, podobnie jak ON JEST, nacechowany metafizycznie. A za kogoś takiego chętnie mógłbym uchodzić. I jako autor, i jako kierowca...

Piotr Piaszczyński

red.odp.: Małgorzata Matzke

  • Data 15.02.2013
  • Autor Malgorzata Matzke
  • Słowa kluczowe nuj
  • Drukuj Drukuj stronę
  • Permalink https://p.dw.com/p/17f6c
  • Data 15.02.2013
  • Autor Malgorzata Matzke
  • Słowa kluczowe nuj
  • Drukuj Drukuj stronę
  • Permalink https://p.dw.com/p/17f6c