Jest ugoda ws. brexitu, ale co stanie się w Izbie Gmin? | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 17.10.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Jest ugoda ws. brexitu, ale co stanie się w Izbie Gmin?

Premier Boris Johnson ogłosił, że sfinalizował projekt ugody brexitowej z UE. Jednak ani w Londynie, ani w Brukseli nie ma żadnej pewności, czy zgodzi się na nią Izba Gmin. Dziś wieczorem szczyt UE zdecyduje, co dalej.

Brytyjski premier dziś krótko przed południem zapowiedział, że ugoda powinna być głosowana już w tę sobotę w Izbie Gmin, ale irlandzka unionistyczna partia DUP (potrzebna Johnsonowi do utrzymania większości rządowej) nadal deklaruje sprzeciw, a co najmniej wielki sceptycyzm wobec kompromisu wykutego w Brukseli. A na opinie DUP w kontekście brexitowym zwykle powoływała się także twardogłowa część torysów niechętna ustępstwom wobec Unii. Johnson stoi zatem przed ryzykiem powtórki z dramatu swej poprzedniczki premier Theresy May, której „sukces negocjacyjny” w Brukseli przełożył się na trzykrotne odrzucenie ugody brexitowej przez brytyjski parlament.

Unijni przywódcy dziś wieczorem na szczycie UE prawie na pewno dadzą – na poziomie politycznym – światło do umowy wynegocjowanej przez Komisję Europejską. Ale czy zatwierdzą ją w sposób wiążący prawnie? Bardzo prawdopodobne, że wielu premierów zażąda czasu na przetłumaczenie umowy na swe języki, by na spokojnie skonsultować ją w własnymi parlamentami (taki jest wymóg konstytucyjny w części krajów Unii) oraz ze swymi prawnikami rządowymi. Niewykluczone, że na szczycie pojawią się żądania krótkiego „technicznego” odroczenia brexitu (poza 31 października), by dać sobie czas na ratyfikację. Ta po stronie unijnej ruszyłaby dopiero po ewentualnym przeforsowaniu umowy brexitowej przez premiera Johnsona w jego własnym parlamencie.

Boris Johnson i Jean-Claude Juncker

Boris Johnson i Jean-Claude Juncker

Wypracowanie nowego projektu umowy brexitowej stało się możliwe dzięki wielkiemu ustępstwu Johnsona w kwestii granicy irlandzkiej (a konkretnie uniknięcia odbudowy pobrexitowych kontroli granicznych między Irlandią i Irlandią Płn.), czego wyłącznie dotyczyły rokowania w ostatnich miesiącach. Johnson przystał na pomysł bardzo zbliżony do projektu proponowanego przez Brukselę już w 2017 r. , czyli na zaprowadzenie wszelkich kontroli celnych i regulacyjnych towarów „na Morzu Irlandzkim”, czyli między główną wyspą brytyjską a Irlandią Płn. W rezultacie np. kontener z chińską odzieżą podlegałby kontroli celnej oraz kontroli pod kątem unijnych norm towarowych przy przeprawie przez morze, a następnie mógłby już bez żadnych nowych kontroli być przewożony po całej wyspie irlandzkiej, a stamtąd – dzięki unijnemu wspólnemu rynkowi – nawet do Niemiec, Polski, Estonii.

Takie rozwiązanie wyodrębnia Irlandię Płn. pod względem prawno-gospodarczym z reszty Wlk. Brytanii i dlatego jako „uderzające w brytyjską suwerenność” było wcześniej zwalczane m.in. przez Johnsona, część torysów i przez irlandzkich unionistów, ale brytyjski premier przystał na to w obliczu zbliżającego się kosztownego brexitu bez żadnej umowy. Ale DUP nie jest zadowolony, bo w dzisiejszym kompromisie Belfast nie dostał – obiecywanego mu wcześniej – twardego prawa weta wobec szczególnych rozwiązań granicznych, lecz tylko znacznie bardziej miękki – i raczej skazany z góry na porażkę - mechanizm ewentualnego przywracania twardej granicy za parę lat.

Redakcja poleca

Reklama