Jak polskie matki integrują imigrantki w Berlinie | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 21.04.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Jak polskie matki integrują imigrantki w Berlinie

Od 15 lat „matki dzielnicy” nawiązują kontakty z kobietami z imigranckich rodzin w berlińskiej dzielnicy Neukölln. O projekcie opowiedziały pracujące w nim Polki.

Danuta Treder z planszą informującą, jak ubierać dzieci

Danuta Treder z planszą informującą, jak ubierać dzieci

Leżąca na południu Berlina dzielnica Neukölln to symbol imigracji do niemieckiej stolicy. To tu w latach sześćdziesiątych meldowano gastarbeiterów z Turcji, a w latach osiemdziesiątych uchodźców z Libanu. Dziś największą grupą migrantów z Unii Europejskiej są Polacy: żyje ich tu prawie sześć tysięcy. Co czwarty z 330 tysięcy mieszkańców jest obcokrajowcem. Jeszcze jedna czwarta, to Niemcy z cudzoziemskimi korzeniami.

To także dzielnica kontrastów. W przeszłości wysokie bezrobocie i przestępczość wśród młodzieży sprawiły, że Neukölln zyskało łatkę „problematycznej dzielnicy”, a politycy debatowali, czy to już imigranckie „społeczeństwo równoległe”. I choć w ostatnich latach okolica ulega gentryfikacji (co widać po wielu modnych barach, młodych turystach i galopujących czynszach), to problemy nie zniknęły. Nadal 54 proc. dzieci jest tu zagrożone ubóstwem (dwa razy więcej niż średnio w Berlinie). To odbija się na złym poziomie tutejszych szkół.

Berlin - Neukölln: Danuta Treder & Maria Małecka (DW/G. Szymanowski)

Danuta Treder (l) i Maria Małecka. Czerwone szaliki to ich znak rozpoznawczy

„Matki dzielnicy” to jeden z projektów mających to zmienić. Celem jest integracja kobiet z imigranckich rodzin, które zajmują się domem i dziećmi, ale pozostają w swoich społecznościach i często niewiele wiedzą o niemieckim systemie szkolnictwa, opieki społecznej czy prawach dziecka.

Terror w centrum Berlina? Podejrzenie pada na NPD

Reakcja łańcuchowa

Pomysł był prosty: zamiast wysyłać do nich niemieckich urzędników, lepiej przekazać część zadań bezrobotnym kobietom, które znają język i kulturę imigrantek, i dzięki temu lepiej je zrozumieją. Po półrocznym przeszkoleniu „matki dzielnicy” nieformalnymi kanałami same docierają do nowych imigrantek, a potem dziesięć razy odwiedzają je w domu, przekazując informacje na temat wychowywania dzieci w Niemczech. Praca jako „matka dzielnicy” to także szansa na aktywizację zawodową bezrobotnych kobiet, które mają utrudnioną pozycję na rynku pracy.

Projekt skierowany jest przede wszystkim do kobiet pochodzących z Turcji i krajów arabskich, ale Danuta Treder i Maria Małecka zajmują się na Neukölln polskimi rodzinami. Spotykamy się w budynku ewangelickiej Diakonii Simeon, która organizuje projekt. Poza mieszkaniem na Neukölln kobiety łączy też to, że są matkami – to jeden z warunków udziału w projekcie. Na szyjach mają czerwone chusty – symbol „matek Neukölln".

– Przede wszystkim dostosowujemy się do tego, czego konkretnie potrzebuje każda z kobiet, które spotykamy – mówi Danuta Treder. Pochodząca z Gdańska 55-latka pracuje w projekcie już od siedmiu lat – Nie jesteśmy Jugendamtem, więc możemy spotykać się nawet w kawiarni albo w kościele – dodaje.

Właśnie ta nieformalna funkcja pośredniczek nawiązujących kontakt z nowo przybyłymi kobietami odróżnia „matki Neukölln” od klasycznej pomocy socjalnej, która często odstrasza swoją biurokracją. – Chodzimy na polskie msze, do polskich kawiarni, zostawiamy ulotki i wizytówki – Danuta Treder opowiada, jak znajduje nowe podopieczne. Maria Małecka jeszcze w dniu naszego spotkania rozdawała ulotki w przedszkolach. – To działa jak reakcja łańcuchowa, informacja z ust do ust – mówi Treder. Co miesiąc każda z nich nawiązuje kontakt średnio z jedną-dwoma nowymi rodzinami.

Mieszkańcy Sonnenallee na Neukölln

Mieszkańcy Sonnenallee na Neukölln

Postawić na nogi

– W pierwszej kolejności kierujemy kobiety na kurs języka niemieckiego i doradzamy, do jakiej szkoły posłać dzieci – opowiada Danuta Treder. – Zdarza się na przykład, że mężczyzna pracuje w polskiej firmie budowlanej, w domu mówi się po polsku, a dzieci muszą iść do szkoły i nie znają języka. Wtedy doradzamy klasy integracyjne – mówi.

– Po przeprowadzce z Polski dużym problemem jest właśnie język i wizyty w urzędach bez tłumacza. Teraz o wiele trudniej jest też znaleźć mieszkanie – wspomina Maria Małecka, która w 2006 roku przyjechała do Berlina z rodzinnego Gryfina, a „matką Neukölln” jest od dwóch lat. – Po kontakcie z nami kobiety nie są już takie zagubione. Czasami nawet zwykłe podtrzymanie na duchu i wskazanie, dokąd udać się dalej, to już duża pomoc – dodaje.

Tym bardziej, że w większości trafiają do nich samotne matki, często w kryzysowych momentach. Danuta Treder wspomina kobietę, którą z dnia na dzień opuścił polski mąż. – Dziewczyna została z dziećmi i nie wiedziała nawet, jak zapłacić czynsz, a w Polsce nie miała dokąd wracać. Ale odwiedzałyśmy ją w domu, wysłałyśmy na kurs niemieckiego i teraz stanęła na nogi, pięknie mówi po niemiecku i pracuje w zakładzie kosmetycznym – opowiada dumnie Treder.

Muslimisches Leben in Berlin (Getty Images/C. Koall)

Na targu przy Karl-Marx-Platz

Także po naszym spotkaniu Danuta Treder wybiera się do Polki z dwójką dzieci na południu Neukölln, która chce się rozwieść, ale mąż zabiera jej całą pomoc socjalną. – Trzeba będzie jej założyć osobne konto w banku i załatwić w urzędzie, żeby oddzielnie przelewali jej część pieniędzy. Zobaczę też, jak jej idzie z szukaniem mieszkania – mówi Treder. Jeśli sytuacja staje się zbyt dramatyczna, wtedy przekazuje sprawę swoim przełożonym.

„Należymy do tego miasta”

Od 2004 roku wyszkolono już prawie 500 „matek dzielnicy”, w tym 15 Polek. Dotąd odwiedziły ponad 12 tysięcy rodzin. Większość uczestniczek i odwiedzanych kobiet pochodzi z Turcji i krajów arabskich, ale tutaj, na Neukölln, ich problemy i potrzeby są podobne tym u polskich matek, mówi kierowniczka projektu Maria Macher i dodaje: – Co odróżnia polskie uczestniczki od wielu arabskich kobiet to fakt, że pochodzą z rodzin, gdzie matki i babcie już pracowały, więc mają modele do naśladowania i wiedzą jak łączyć pracę z rodzicielstwem.

Rodzinne pikniki w parku, to berlińska tradycja

Rodzinne pikniki w parku, to berlińska tradycja

Porównując swoje doświadczenia z koleżankami, polskie „matki” opowiadają, że w arabskich rodzinach kobietom o wiele ciężej jest odejść od mężczyzn w kryzysowych sytuacjach. Zdarza się też, że mąż jest przeciwko spotkaniom żony z „matkami Neukölln”. Chociaż, jak wspomina Maria Małecka, zdarzyło jej się to także w jednej z polskich rodzin. Wtedy zamiast odwiedzin zaprosiła kobietę do własnego domu.

Poza edukacją kobiet, „matki Neukölln” organizują wspólne projekty, na przykład na temat historii nazistowskiego terroru czy sytuacji politycznej w krajach ich pochodzenia. Jak się okazało, skutecznie zbierały podpisy w sprawie ustanowienia Dnia Kobiet świętem wolnym od pracy w Berlinie. Wspólne wizyty w meczetach czy imprezy kulturalne pomagają zbliżyć do siebie matki z różnych regionów świata, które spotykają się na Neukölln.

Mówiąc o sąsiadach pochodzących z Turcji i Bliskiego Wschodu, Danuta Treder podsumowuje krótko: - Oni po prostu już tu są. I należą do tego miasta, tak samo jak my, Polacy.

Z zepołem „matek dzielnicy” można skontaktować się pod adresem stadtteilmuetter@diakoniewerk-simeon.de

 

Redakcja poleca

Reklama