Jak NRD sprzedawała ludzi | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 10.08.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

Jak NRD sprzedawała ludzi

RFN wykupywała więźniów z NRD aż do upadku muru berlińskiego w 1989 r. Zachód kierował się względami humanitarnymi, NRD - ekonomicznymi.

Mur omijał łukiem Bramę Brandenburską

Mur omijał łukiem Bramę Brandenburską

Cała sprawa była politycznie bardzo delikatna. Kanclerz Konrad Adenauer musiał osobiście wyrazić na to zgodę. W najściślejszej tajemnicy 2 października 1963 r. ośmiu więźniów z NRD wydostało się na wolność. Autokarem przejechali niemiecko-niemiecką granicę na przejściu Wartha-Herleshausen. Komunistyczny reżim otrzymał za nich dokładnie 205 tys. marek.

DDR evangelischer Priester Günther Hübener

Pastor Günther Hübener trafił do więzienia za popieranie Solidarności

Był to początek procederu, który trwał aż do upadku muru berlińskiego. Obecnie poświęcona jest mu wystawa „Freigekauft - Wege aus der DDR-Haft" ("Wykupieni - drogi z enerdowskiego więzienia"), zorganizowana przez Miejsce Pamięci w dawnym obozie przejściowym Marienfelde, która czynna będzie do marca 2013 r.

Ekspozycja opiera się na losach 6 osób i rodzin, które więzione były z przyczyn politycznych. Między innymi na losie rodziny Kolbe z Drezna, która w październiku 1973 r. okrężną drogą przez Czechosłowację i Austrię chciała przedostać się na wolność. Próba ta się nie powiodła, rodzice trafili do więzienia. W maju 1975 r. zostali wykupieni, lecz dopiero po 4 miesiącach mogli wziąć w ramiona swych dwóch synów, którzy byli już na Zachodzie. Co przeżywali w tym okresie, można dowiedzieć się z filmów wideo nakręconych z członkami rodziny.

Dyskretne zabiegi adwokatów

DDR-Unterhändler Wolfgang Vogel

Adwokat Wolfgang Vogel

Zasadą było, że żadne informacje na temat wykupywania więźniów nie miały przenikać do wiadomości publicznej w obydwu częściach Niemiec. Dlatego wykupieni więźniowie zobowiązani byli do zachowania milczenia. To nie powstrzymało oczywiście spekulacji, lecz nie było w ich sprawie żadnej oficjalnej reakcji władz. Za kulisami pertraktowali dwaj adwokaci: Wolfgang Vogel (na wschodzie) i Juergen Stange (na zachodzie). Na wystawie w Marienfelde można obejrzeć fragmenty korespondencji, jaką prowadzili przez lata, czy posłuchać ich w nagraniach z udziałem profesjonalnych spikerów.

Język tych listów jest suchy jak w korespondencji handlowej. Sprawia to dość dziwne wrażenie, bo wiadomo, że chodziło przecież o ludzkie losy. "Pozostała lista znajduje się obecnie w stadium weryfikacji. Pod względem liczby osób niemożliwa jest jeszcze żadna konkretyzacja", pisał Vogel do swego kolegi Stangego 20 sierpnia 1973 r. Jakby targowano się o zwykły towar, który miał zmienić właściciela.

Ausstellung Freigekauft - Wege aus der DDR-Haft in der Gedenkstätte Notaufnahmelager Marienfelde

Ludwig Rehlinger

- W procederze tym duże znaczenie odgrywały kryteria takie jak sytuacja rodzinna, stan zdrowia czy zawód - informuje kierowniczka Miejsca Pamięci w Marienfelde, Bettina Effner. - Lekarze i inżynierowie byli więcej warci - wskazuje na wyrachowanie enerdowskiego reżimu.

Dwa razy w więzieniu

Z enerdowskiego więzienia trudniej było wyrwać się ludziom, którzy mieli dobry zawód, ponieważ potrzebni byli do pracy w NRD. Na własnej skórze doświadczyła tego lekarka Renate Werwigk z okolic Berlina. W roku 1963 chciała przedostać się na Zachód tunelem, którym już wcześniej uciekł jej brat. Lecz Stasi dowiedziała się o planowanej ucieczce i Renate Werwigk i jej rodzice zostali osadzeni na kilka lat w więzieniu.

Ausstellung Freigekauft - Wege aus der DDR-Haft in der Gedenkstätte Notaufnahmelager Marienfelde

Wystawa w Marienfelde czynna jest do końca marca 2013 r.

Po wyjściu na wolność Renate Werwigk nawiązała kontakt z mecenasem Wolfem, który nie mógł jej dać żadnej nadziei na opuszczenie NRD. Napomknął tylko, że wyjściem byłby kolejny pobyt w więzieniu. Po tym, jak Renate Warwigk nie powiodła się kolejna próba ucieczki przez Bułgarię do Turcji z fałszywym paszportem, w 1967 roku lekarka ponownie trafiła do więzienia. W rok później władze RFN i NRD dokonały wymiany: w zamian za jej wyjazd do Niemiec Zachodnich zwolniony został jeden z enerdowskich szpiegów. Zapłacono dodatkowo 100 tys. marek.

Pomoc Kościoła ewangelickiego

Aby jednak nie powstało wrażenie, że przez niemiecko-niemiecką granicę odbywa się handel ludźmi, rząd RFN zlecił charytatywnej organizacji Kościoła ewangelickiego Diakonisches Werk załatwianie kwestii finansowych związanych z wykupem więźniów. Kościół w Niemczech Zachodnich już od roku 1957 wspierał materialnie parafie w Berlinie Wschodnim.

Na płaszczyźnie politycznej za kontakty w sprawie wykupu więźniów odpowiedzialne było Ministerstwo Spraw Ogólnoniemieckich, które w roku 1969 przemianowano na Ministerstwo Spraw Wewnątrzniemieckich. W tym okresie wielce zasłużył się prawnik Ludwig Rehlinger, który w obszernym wywiadzie opowiada o swojej działalności.

Teraz jesteście obywatelami RFN

Do upadku muru w enerdowskich więzieniach znalazło się 87 tys. obywateli NRD podejmujących próby ucieczki na Zachód, lub będących w oczach enerdowskiego reżimu elementami "niepewnymi" politycznie. Prawie 34 tys. "wrogów socjalizmu", jak ich określano w NRD, zostało wykupionych przez Niemcy Zachodnie. Tylko transport pierwszych ośmiorga uiszczono gotówką, potem rozwinął się handel wymienny: ludzi za towar. W zależności od tego, jakie deficyty wykazywał akurat rynek NRD, dostarczano produkty spożywcze lub ropę naftową. Czasami były to nawet brylanty.

Wykupywanie ludzi było formą pozyskiwania dewiz - uważa kuratorka wystawy Lucia Halder. Przez zachodnią granicę do NRD trafiły bowiem dobra wartości ponad 3 miliardów marek. To była cena wolności, jaką płacono za Niemców z NRD, którzy trafiali najpierw do obozu przejściowego w Giessen. Kierownikiem tej placówki był Heinz Doerr, który przybyszy witał zdaniem: "Drogie Panie, drodzy Panowie! Teraz jesteście obywatelami Republiki Federalnej Niemiec".

Marcel Fuerstenau / Małgorzata Matzke

red.odp.: Iwona D. Metzner