Ignorancja nowicjuszy. Skąd wzięła się niska frekwencja na eurowyborach w „nowych” państwach UE? | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 29.05.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Ignorancja nowicjuszy. Skąd wzięła się niska frekwencja na eurowyborach w „nowych” państwach UE?

Niemieckie gazety z troską odnotowywały niską frekwencję w krajach, które 10 lat temu przystąpiły do UE. Dlaczego w takiej sytuacji zachodnie państwa UE mają się właściwie dalej troszczyć o "nowych"?

Komentatorzy niemieckiej prasy ze zdumieniem odnotowali, że większość Polaków nie wzięła udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wskazywano przy tym na 90-procentowe poparcie dla UE w sondażach, lecz zastraszająco niską 23-procentową frekwencję w wyborach do PE. Polityczno-kulturalny magazyn „Cicero” nazwał to po imieniu „ignorancją nowicjuszy”, niebezpieczną dla młodych demokracji, szczególnie dlatego, że „pasywność obywateli stanowi podatny grunt dla zręcznych populistów”.

Tak niskiej frekwencji Europa nie przeżyła jeszcze od chwili, kiedy PE działa na obecnych zasadach, pisze autor artykułu. W większości państw członkowskich EU jest ona zawsze prawie taka sama jak w wyborach powszechnych do narodowych parlamentów. „Lecz nie na dawnym komunistycznym Wschodzie, skąd grupa kilku państw przystąpiła 10 lat temu do Wspólnoty. Zainteresowanie Unią widocznie ulotniło się i dlatego należy zadać sobie pytanie o następstwa. Dlaczego na przykład zachodnie kraje UE mają się właściwie dalej troszczyć o „nowych?”, pyta.

Autor artykułu zastanawia się nad przyczynami „tej ignorancji wyborczej nowicjuszy”. Nie znajduje ich na Słowacji (13-proc. frekwencja), która jest w strefie euro, nie jest zadłużona, przyciąga inwestorów z Zachodu, gdzie w sondażach społeczeństwo wyraża raczej pozytywne niż negatywne opinie o UE. Nie znajduje on wytłumaczenia niskiej frekwencji wyborczej także w Polsce, „pomimo, że kraj ten pod przewodnictwem gwiazd retoryki jak Donald Tusk czy Radosław Sikorski próbuje swych proeuropejskich sił”. Po czym stwierdza z pewnym rozczarowaniem: „Teraz można by powiedzieć, że to wszystko było tylko złudzeniem. Lecz wydaje się to być wyłącznie życzeniem intelektualnej elity w tym czterdziestomilionowym kraju”.

Niska frekwencja w najmłodszych stażem krajach członkowskich UE, szczególnie w krajach nadbałtyckich zaskakuje autora artykułu w magazynie „Cicero” jeszcze z innego powodu: Rosji i zapowiedzi Moskwy, że będzie bronić rosyjskich mniejszości narodowych. Lecz magazyn znajduje w końcu wytłumaczenie dla „katastrofalnej dyscypliny wyborczej wschodnioeuropejskich wyborców”, którzy, jak wskazują socjologowie i psychologowie, są nieufni, gdyż „ciągle mają w pamięci okres komunizmu, kiedy głosowanie w wyborach było spektaklem organizowanym dla wszechwładnych polityków”.

W analizie niskiej frekwencji wyborczej wśród „nowych krajów członkowskich UE” jako przyczyny podaje on również nieudolność proeuropejskich partii w mobilizowaniu elektoratu, pasywność i słabe kampanie wyborcze. Autor artykułu wskazuje też na „prawdziwą dezorientację wyborców”, którzy „widocznie nie wiedzą, czemu służą wybory” do Parlamentu Europejskiego.

Autor powołuje się na sondaż przeprowadzony przez agencję badań społecznych Focus, z którego wynika, że np. w Czechach i na Słowacji połowa społeczeństwa krytycznie odnosi się do pracy europosłów, co da się wytłumaczyć niewiedzą o ich pracy ze względu na prawie całkowity brak informacji na ten temat w mediach. „New York Times” napisał niedawno, zaznacza autor, że zarówno we wschodniej jak i pozostałej części UE polityka ma charakter przeważnie lokalny, dlatego apele, aby myśleć kategoriami europejskimi są mało skuteczne, jeśli horyzonty obywateli sięgają do granic państwowych.

Postępy nowicjusze uczynili w sferze ekonomicznej. Autor artykułu w „Cicero” pisze, że różnice w poziomach rozwoju gospodarczego „nowych” i „starych” krajów członkowskich UE zniwelowały się o jedną trzecią „dzięki bilionom z funduszy strukturalnych”, zaznacza. Lecz jak długo Niemcy i inne kraje unijne będą skłonne wpłacać do budżetu składki, jeśli nie spotyka się to z niczyim uznaniem, zastanawia się „Cicero” i stwierdza, że we wschodniej Europie nie mają znaczenia już takie zdobycze jak swoboda przemieszczania się, wyrażania opinii czy wyższy standard życia.

Jedyne, co w opinii autora artykułu usprawiedliwia niską frekwencję w Polsce i w innych „nowych” państwach UE jest brak zainteresowania społeczeństw, poza Węgrami, populistycznymi i antyeuropejskimi partiami. „Ale to może się szybko zmienić”, zaznacza, gdyż nie trudno sobie wyobrazić, co się stanie, gdy pasywność i populizm na siebie natrafią, a idea państw narodowych zdominuje ideę współżycia we wspólnocie europejskiej... przy wsparciu Moskwy.

Barbara Cöllen

Red.odp.: Małgorzata Matzke

Reklama