Hot spoty dla uchodźców to zamki na lodzie | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 26.09.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Hot spoty dla uchodźców to zamki na lodzie

UE planuje urządzenie tzw. hot spotów, czyli centrów recepcyjnych dla uchodźców. Realizacja tego pomysłu będzie twardym orzechem do zgryzienia, bo nikt nie wie, co się właściwie kryje za tym zgrabnym pojęciem.

Kanclerz Angela Merkel na nadzwyczajnym szczycie Unii Europejskiej w Brukseli (24.09.2015) zapowiedziała, że UE do końca listopada br. UE urządzi ośrodki recepcyjne dla uchodźców w Grecji i Włoszech i być może także w Bułgarii. Te ośrodki dostały zgrabną nazwę hot spotów. Idei przyklasnęli szefowie innych europejskich rządów. Bardzo różne są jednak wyobrażenia, jak miałyby one wyglądać i czemu służyć.

Prezydent Francji Francois Hollande twierdził, że z takich hot spotów można byłoby deportować imigrantów. Premier Włoch Matteo Renzi mówił, że będą to obozy dla uchodźców, działające pod flagą Unii Europejskiej i przez nią utrzymywane, skąd rozdzielałoby się na inne europejskie kraje 160 tys. uchodźców. Decyzję o relokacji imigrantów podjęli ministrowie spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej wbrew woli czterech krajów Europy wschodniej na czwartkowym posiedzeniu w Brukseli (23.09.2015).

Italien Catania Flüchtlingsheim

Do Katanii docierają przede wszyscy uchodźcy z Afryki

Wiele jest niejasne

Problem polega jednak na tym, że nikt w Brukseli dokładnie nie wie, kto ma zbudować takie hot spoty i kto ma nimi zarządzać. „Hot spot to nie jakieś miejsce, tylko koncepcja”, wyjaśnił w rozmowie z Deutsche Welle dobrze poinformowany urzędnik UE z Brukseli, który chce pozostać anonimowy.

Do tej pory komisarz Unii Europejskiej ds. migracji Dimitris Avramopoulos twierdził, że już teraz działa taki hot spot w Katanii na Sycylii. W Grecji miałby powstać ośrodek w porcie w Pireusie.

Faktycznie w Katanii działa biuro z 10 stanowiskami pracy, gdzie następuje wymiana informacji unijnych agencji ochrony granic, procedur azylowych i współpracy policji z włoskimi władzami, wyjaśnia urzędnik, dodając: „I na tym to się kończy”.

EU Kommissar Dimitris Avramopoulos

Komisarz Avramopoulos nie lubi określenia hot spot, ponieważ - jego zdaniem - nie wiadomo, co się za nim kryje

Konkretna funkcja hot spotu polega na tym że małe czteroosobowe zespoły wspomagają władze w porcie na Sycylii przy rejestracji uchodźców i w tropieniu przemytników ludzi. Podobna grupa operacyjna działa także na włoskiej wyspie Lampedusa. O tym, że takie hot spoty mają obecnie troszczyć się o zakwaterowanie, rozdział i ewentualną deportacje tysięcy uchodźców, do tej pory nie było mowy. Oznaczałoby to de facto, że Włochy zmieniłyby się w swego rodzaju obóz jeniecki, obawia się wysoki rangą włoski urzędnik w Brukseli. „Uchodźcy siedzieliby we Włoszech jak w pułapce, pomimo że chcą przedostać się na północ Europy”

W Grecji wszystko jest jeszcze w sferze fantazji

Jak poinformowała unijna agencja ds. azylowych EASO, z Grecją prowadzi się obecnie rozmowy na temat urządzenia podobnego hot spotu w Pireusie; nie ma jednak jeszcze żadnych ustaleń z tamtejszym rządem. Odnośnie konkretnych zadań takiej placówki dotychczasowy plan przewiduje, że z bazy w Pireusie na greckich wyspach, dokąd codziennie przybywa 2000 do 3000 nowych uchodźców, działałyby małe grupy funkcjonariuszy pomagające w rejestracji nowoprzybyłych.

Do tej pory Grecja rejestrowała tylko około 10 proc. imigrantów. Jest jeszcze kwestią całkowicie otwartą, czy dla przybywających ludzi zbudowanoby ogromne centra recepcyjne. Jak twierdzą unijni insiderzy, pewne jest tylko, że nie da się tego zrobić do końca listopada, jak planują to politycy.

O hot spotach już od miesięcy mówi się w Komisji Europejskiej w Brukseli, sugerując, że jest to panaceum na kryzys uchodźczy. Konkretów jednak nie ma: ile będzie potrzeba ludzi, ile środków. Unijny komisarz ds. uchodźców czuje się wyraźnie nieswojo, gdy ma wyjaśnić kompetencje i zadania takich hot spotów. Jak powiedział w Brukseli, nie wie w ogóle, kto wpadł na pomysł, by nazwać te ośrodki hot spotami; teraz ciągle miesza się pojęcia i nazwy różnych ośrodków dla uchodźców, i jak zaznaczył, z tego względu nie będzie się już posługiwał tym pojęciem.

Bezradni Lekarze bez Granic

Organizacja pomocy medycznej Lekarze bez Granic jak najbardziej popiera urządzenie tego rodzaju placówek w Grecji.

- Hot spot byłby dla nas jak magiczny różdżka - powiedziała Aurelie Ponthieu w rozmowie z agencją AP. Od miesięcy greckie władze zakłócają pracę wolontariuszy z Lekarzy bez Granic, przez co organizacja niewiele mogła tam zdziałać. Liczy na to, że przez nowe ośrodki recepcyjne sytuacja ta by się zmieniła.

Bernd Riegert, Bruksela / Małgorzata Matzke

Reklama