Historyk: wywiad NRD szpiegował władze PRL | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 26.11.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polska i Niemcy

Historyk: wywiad NRD szpiegował władze PRL

Współpraca specłużb PRL i NRD była w dużym stopniu grą pozorów. W rzeczywistości oba państwa konkurowały w obozie komunistycznym o pierwszą pozycję po ZSRR - twierdzi Tytus Jaskułowski*.

DW: Przez pięć lat przygotowywał Pan książkę pt. "Stasi a Polska". Co nowego wynika z Pana badań?

Tytus Jaskułowski: Starałem się podważyć tezy i stereotypy, jakie znajdujemy dotychczas w literaturze naukowej i publicystyce. Po pierwsze, że Stasi miała niesamowicie rozwinięte możliwości operacyjne w Polsce, jak było to opisywane. Wskazuję też na inne dotąd nieznane fakty odnośnie działalności wywiadu PRL w NRD.

Tytus Jaskulowski ist ein polnischer Historiker. Foto: Rosalia Romaniec Ort: Berlin Datum: 15.06.2011

Tytus Jaskułowski - historyk badający związki Stasi z PRL

DW: To brzmi, jak obalanie mitów.

TJ: Owszem, pierwszy mit dotyczył rzekomej siły Stasi w Polsce. Uważano, że była doskonale uplasowana, mowa jest o 1500 agentach na terenie PRL. Drugi mit polegał na tym, że peerelowskie MSW miało nie prowadzić działalności przeciwko Stasi i przeciwko NRD. Trzeci mit dotyczy tzw. współpracy. Często powielana opinia brzmi, że obie służby miały wspólne interesy i dlatego istniała między nimi daleko rozwinięta współpraca. Moim zdaniem tak nie było. Miałem możliwość porównywania odtworzonych akt wschodnioniemieckich oraz materiałów służb PRL, które temu zaprzeczają: Stasi nie była taka silna, MSW prowadziło działalność ofensywną w NRD a pomiędzy służbami specjalnymi obydwu krajów nie było przyjaźni, lecz raczej puste deklaracje.

DW: Ale czy to naprawdę taka niespodzianka?

TJ: Pierwsze opinie na ten temat formułowano na początku lat 90-tych i pochodziły one od pracowników MSW. Tymczasem w skromnej literaturze naukowej na ten temat, autorzy, bez pełnej znajomości akt, odrzucali takie stanowisko byłych oficerów MSW, twierdząc, że celowo dezinformują. Teraz jednak, gdy miałem dostęp do archiwów w Niemczech i Polsce, okazało się, że ta współpraca naprawdę była w dalekim stopniu pozorna.

DW: A co z aktami, które zniszczono? Być może o tej współpracy było więcej właśnie w tych dokumentach.

Posłuchaj audio 02:41

Tytus Jaskułowski o współpracy stasi i bezpieki PRL

TJ: Sporą część zniszczonych akt w międzyczasie odtworzono. Przez ostatnie 15 lat w Urzędzie ds. Akt Stasi w Niemczech oraz w IPN dokonano tytanicznej pracy polegającej na mozolnym składaniu puzli, skrawków papierów, zniszczonych dokumentów. W latach 90-tych nie mieliśmy wglądu do tych akt. Teraz pomagają jednak sprawdzić i odtworzyć wiele faktów.

DW: A jak więc wyglądała współpraca między Stasi a peerelowskim MSW?

TJ: Współpraca istniała tylko tam, gdzie dana służba nie mogła przeprowadzić operacji samodzielnie. Takim przykładem było np. umieszczanie w Polsce na zlecenie służb NRD tajnych nadajników. Dzięki korzystnemu położeniu geograficznemu PRL można było dzięki tym nadajnikom bezpiecznie odbierać informacje od wschodnioniemieckich agentów.

Rekonstruktion zerrissener Stasi-Akten aus der ehemaligen DDR mit Hilfe eines Scanners und eines speziellen Computerprogramms. Zulieferer: Angelika Tannhof Beschreibung: Arm legt Schnipsel auf den Scanner - Querformat Copyright: Fraunhofer IPK/Gerold Baumhauer

Rekonstrukcja akt Stasi

DW: A ile takich projektów konkretnie było? Czy mówimy o wyjątkach, czy częstych przypadkach?

TJ: W porównaniu z liczbą operacji przeprowadzanych samodzielnie, było ich bardzo niewiele. Stasi i MSW przeprowadzały co dwa lata przeciwko wywiadom państw NATO trzy do pięciu wspólnych projektów. Tymczasem kontrwywiad NRD samodzielnie wobec RFN inicjował 250 operacji rocznie. To pokazuje, że współpraca nie była zbyt rozbudowana. Powodem były negatywne doświadczenia.
Zanim zawarto umowę o współpracy służb NRD i PRL w 1974 roku, Niemcy zwrócili się o pomoc do Polski, aby wyszukiwać wśród mniejszości niemieckiej osoby, które nadawałyby się na potencjalnych agentów i które mogłyby zostać przerzucone na Zachód, by pracować na rzecz bloku wschodniego. Kiedy przyjrzeć się, kogo PRL polecał dalej, to można śmiało powiedzieć, że nie byli to najlepsi, lecz raczej ci, których uważano w MSW za niepewnych i których chciano się pozbyć.

DW: Mówił Pan również o operacjach wręcz przeciwko sobie. Na jakim polu konkurowano?

TJ: W latach 80-tych miała miejsce operacja "Chmura", której celem było podsłuchiwanie ambasady amerykańskiej w Warszawie. Kryptonim był opatrzony cyferką "2" lub "3". Bez tego dodatku za operacją kryło się coś innego, a mianowicie podsłuchiwanie i włamywanie się przez stronę wschodnioniemiecką do polskich rządowych radiolinii. Oficjalnie obie strony deklarowały podsłuchiwanie ambasady. W praktyce Niemcy zatrzymywali najważniejsze informacje dla siebie, a dopiero po ich opracowaniu udzielali przefiltrowanych informacji Polakom. Strona polska także nie wykładała przed NRD wszystkich kart, lecz zatrzymywała informacje dla siebie.

A worker checks files at the National Rememberance Institute archive in Warsaw, taken on Tuesday, Jan. 25, 2005. The Institute keeps files of the communist era secret police informers and their targets. (AP Photo/Alik Keplicz)

Zbiory akt bezpieki w IPN

RR: A kto wiedział o sobie więcej? Czy to Polska bardziej korzystała na NRD, czy odwrotnie?

TJ: Z pewnością Niemcy gromadzili więcej informacji, ale często nie potrafili ich analitycznie przerobić. Od połowy lat 80-tych było wiadomo, że w Polsce dokonywać się będzie transformacja ustrojowa, czego nie chciano jednak przyjąć do wiadomości. Większość informacji NRD przekazywała dalej do Moskwy. Polski wywiad ograniczał się natomiast do wąskich zagadnień, które wydawały się ważne. Chciano np. wiedzieć, na ile możliwe było zjednoczenie Niemiec. Uznawano, że NRD jest buforem, który ma do tego nie dopuścić, więc np. każdy sygnał o nieoficjalnych rozmowach niemiecko-niemieckich był dzwonkiem alarmowym w Warszawie.

DW: A dlaczego właściwie ze sobą konkurowano?

Posłuchaj audio 01:58

Tytus Jaskulowski o pozorach współpracy

TJ: Przede wszystkim z powodu sprzecznych interesów. Po pierwsze, do 1989 był konflikt graniczny między obydwoma krajami w Zatoce Pomorskiej, a więc chodziło o sprawę bezpośredniej suwerenności terytorium i przesunięcia granicy. Po drugie, obydwa państwa potrzebowały wsparcia politycznego i finansowego z RFN i konkurowały o to wsparcie. Poza tym walczyły też o pierwszą pozycję po ZSRR w Układzie Warszawskim. Było wiele, o co można było między sobą konkurować.

Rozmawiała Róża Romaniec

*Tytus Jaskułowski (ur. 1978) jest politologiem i pracownikiem Instytutu Badań nad Totalitaryzmem im. Hanny Arendt w na Uniwersytecie w Dreźnie. Pochodzi z Gdańska. Jest autorem publikacji nt. stosunków NRD i PRL.

red. odp. Bartosz Dudek

Redakcja poleca