Historyk Stephan Lehnstaedt: niemiecka kultura pamięci pomija wiele kategorii ofiar, w tym etnicznych Polaków | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 13.03.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Historyk Stephan Lehnstaedt: niemiecka kultura pamięci pomija wiele kategorii ofiar, w tym etnicznych Polaków

Niemcy są dumni ze swojej kultury pamięci, ale w rzeczywistości pamięć o nazistowskich zbrodniach jest powierzchowna i niepełna – uważa niemiecki historyk Stephan Lehnstaedt.

Walki podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku

Walki podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku

W materiale opublikowanym we wtorkowym wydaniu dziennika „Tagesspiegel” Lehnstaedt pisze,  że niemieccy politycy okazują dumę z niemieckiej kultury pamięci i krytycznego podejścia do własnej historii, lecz przy bliższym przyjrzeniu nasuwa się podejrzenie, że ich postawa „niewiele kosztuje i pozwala na zbijanie politycznego kapitału”.  

Za mało pieniędzy, luki w programach nauczania

„Niemieckie miejsca pamięci odnotowują kolejne rekordowe liczby zwiedzających, a równocześnie finansowanie tych miejsc pozostawia sporo do życzenia” – podkreśla historyk. 

Lehnstaedt ocenia krytycznie dokonywane w ostatnim czasie zmiany w programach szkolnych, w których jest coraz mniej miejsca na naukę o III Rzeszy i niemieckich zbrodniach. „Uczniowie zwiedzają historyczne miejsca bez przygotowania i mylą na przykład służbę bezpieczeństwa państwa (w NRD) z SS (w Niemczech nazistowskich).  

Historyk zwraca uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie uczniów. Programy kształcenia nauczycieli zawierają też zbyt mało ofert dotyczących lat 1933-1945. 

Nieostre granice między ofiarami a sprawcami

Wśród negatywnych zjawisk nasilających się w ostatnim czasie historyk wymienia zacieranie się granic pomiędzy ofiarami a sprawcami. Powołuje się na opublikowany kilka tygodni temu raport naukowców z uniwersytetu w Bielefeld, z którego wynika, że 18 proc. Niemców uważa, iż w czasach III Rzeszy ich przodkowie pomagali ofiarom.  W rzeczywistości odsetek pomagających był 1000 razy mniejszy – zauważa Lehnstaedt.

Jeszcze bardziej groteskowe jest jego zdaniem wyrażone przez 54 proc. uczestników ankiety przekonanie, że wśród ich krewnych znajdowały się ofiary drugiej wojny światowej. „Taki wynik możliwy jest tylko w przypadku, gdy do ofiar zaliczy się poległych niemieckich żołnierzy” – tłumaczy historyk.  Takie podejście „zaciera granicę między ofiarami i sprawcami” i oznacza powrót do teorii o niechcianej wojnie i uwiedzeniu Niemców przez Hitlera obowiązujących w latach 50.

Za mało wiedzy o etnicznych Polakach jako ofiarach

Niemiecka „narracja pamięci" ogranicza się do Holokaustu – twierdzi autor. „Niektóre grupy (ofiar) odgrywają rolę marginalną, inne są zupełnie nieobecne. Niemal nikt nie mówi o etnicznych Polakach, o sowieckich jeńcach wojennych czy nieżydowskich cywilach z niektórych republik sowieckich, których zamordowali Niemcy” – czytamy w Tagesspieglu. 

Zbyt mało mówi się o tym, że w okupowanej Europie jedynie etniczni Niemcy, który nie sprzeciwiali się narodowemu socjalizmowi,  nie musieli obawiać się represji – pisze Lehnstaedt.  Jak zaznacza, w przypadku tych „zapomnianych ofiar” chodzi o miliony ludzi.  Miejsca ich śmierci znajdują się niemal wyłącznie w Europie wschodniej, co oznacza, że są one „poza polem widzenia Niemców”.

Niemcy skąpią na dotacje do miejsc pamięci

Lehnstaedt zwraca uwagę, że tylko muzeum Auschwitz i Yad Vashem otrzymują regularnie środki z niemieckiego budżetu. Leżące obecnie na terenie Polski niemieckie obozy zagłady Bełżec, Sobibór i Treblinka, związane z Akcją Reinhardt, w których niemieccy sprawcy zamordowali 1,8 mln Żydów, dotowane są natomiast „tylko po złożeniu wniosku, w trybie wyjątkowym i minimalnymi kwotami” – pisze historyk.  

Jak dodaje, niedawno władze nie wydały zezwolenia na utworzenie biblioteki w Domu Konferencji Wannsee (gdzie w styczniu 1942 odbyła się narada, na której zapadły decyzje dotyczące Holokaustu) argumentując, że do zadań tej placówki nie należą badania naukowe, w związku z czym nie są jej potrzebne książki.   

„Oczywiście podejmowane są liczne poważne działania, których celem jest upamiętnienie (ofiar) i edukacja. Ale od dawna już nie wszystko złoto, co się świeci” – konkluduje Lehnstaedt. 

Lehnstaedt jest obecnie profesorem studiów nad Holokaustem w Touro College w Berlinie. W latach 2010 -2016 był współpracownikiem Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. W zeszłym roku opublikował monografię „Centrum Holokaustu. Bełżec, Sobibór, Treblinka i Akcja Reinhardt”.

Jacek Lepiarz, Berlin

 

Redakcja poleca

Reklama