„Hajduczki”. Śpiewające telefonistki z polsko-niemieckiego pogranicza | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 11.07.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

„Hajduczki”. Śpiewające telefonistki z polsko-niemieckiego pogranicza

Polsko-niemieckie kontakty kulturalne rozwijane były już w czasach PRL i NRD. Tam na pograniczu popularny był swego czasu zapomniany dziś zespół „Hajduczki” ze Szczecina.

Zespół Hajduczki na scenie

Występ zespołu "Hajduczki" w klubie "Pocztylion" (Szczecin, ok. 1970)

Jesienią 2019 roku minęło pół wieku od powstania zespołu „Hajduczki”. Jego historia to opowieść o sukcesie, który przyszedł sam, nieproszony. Była jesień 1969 roku. Odbywał się kurs przygotowujący przyszłe telefonistki do pracy w Centrali Międzymiastowej „911”. Kilka dziewcząt w wolnych chwilach podchodziło do fortepianu i przy akompaniamencie śpiewały znane przeboje. Zwróciły na siebie uwagę kierownictwa Okręgowego Urzędu Telekomunikacji Międzymiastowej. Wkrótce – łączyły ludzi nie tylko telefonicznie, ale też – muzycznie.

W Szczecinie działał wtedy Klub Pracowników Łączności „Pocztylion”, którego kierownikiem był Piotr Dudek. Do niego trafiły utalentowane telefonistki i to on ochrzcił zespół. – To na cześć Basieńki,  bohaterki powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”, którą pan Zagłoba nazywał hajduczkiem – opowiada Piotr Dudek. –  Naszym patronom sprawy trochę się wymknęły spod kontroli. Miałyśmy jedynie uświetniać zakładowe imprezy, co też oczywiście było, a pofrunęłyśmy w świat! – wspomina Danuta Krużyńska, jedna z pierwszych „Hajduczek”.

Podczas pierwszego, dużego występu z okazji Święta Łączności dziewczęta miały wystąpić w nowiutkich mundurkach pań listonoszek. – Spódniczki były sporo za długie jak na panującą wtedy modę mini. Musiałyśmy je kilkakrotnie podwinąć w pasie. Ale mini było! – opowiada Danuta Krużyńska.  Z kreacjami scenicznymi wiąże się wiele anegdotek. Kiedy młode telefonistki zostały wciągnięte przez wielką scenę, zetknęły się z gwiazdami z najwyższej półki. Do ZSRR zespół pojechał z wybitną aktorką, Krystyną Sienkiewicz.  – Było bardzo gorące lato. Miałyśmy kolorowe sukienki mini. Chciałyśmy wyjść na scenę bez rajstop. Podczas próby zauważyła to Krystyna Sienkiewicz i zareagowała zdecydowanie: Co to za amatorszczyzna! Scena ma swoje wymogi! Noga artystki musi się prezentować! – powiedziała dobitnie. Zrobiłyśmy, jak chciała – wspomina „Hajduczka” Barbara Falkowska.

Hajduczki na scenie

"Hajduczki" na festiwalu w Kołobrzegu (1971)

Kariera w bloku wschodnim

W Związku Radzieckim nie mogły jednak chwalić się zgrabnymi nogami. W krótkich spodenkach czy spódniczkach nie wpuszczali do lokali gastronomicznych, a sowieckie „babuszki” widząc mini pluły im pod nogi. Przez całe tournée miały radziecką „opiekunkę”. – Pilnowała, żebyśmy nie nawiązywały kontaktów z nieznajomymi, z osobami niepożądanymi. W Kijowie miałyśmy koncert  na arenie cyrkowej. Zaciekawione zapleczem i zwierzętami rozmawiałyśmy z różnymi osobami, treserami, także z obsługą cyrku. Zostałyśmy poinformowane, że nie uchodzi. „Wy artisty, iz etimi liudmi nielzja goworit” – mówi „Hajduczka” Basia.

Występowały w Polsce, m.in. na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu i na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Szczeciński oddział TVP nagrywał z nimi teledyski.  Występowały za granicą: w ZSRR, Bułgarii, Czechosłowacji. – Weszliśmy do knajpy i poprosiliśmy o herbatę. Czeski kelner powiedział ze zdziwieniem: po raz pierwszy widzę, że klient nie zamawia piwa – opowiadał Ludwik Zdanowski, kierownik artystyczny Zespołu „Hajduczki”. W 1974 roku wyjechały na pierwsze tournée po Niemieckiej Republice Demokratycznej. 

Pan Ludwik w październiku 2019 r. skończył 90 lat. „Hajduczki” zrobiły mu niespodziankę i zorganizowały uroczystość jubileuszową w dawnym „Pocztylionie”. Dziś jest już tam prywatny lokal. Wspomnieniom i wzruszeniom nie było końca. – Do „Pocztyliona” przychodziły takie tłumy, że dziewczęta mdlały w ścisku. Gościliśmy tu absolutną czołówkę polskiego kina i teatru – opowiada Piotr Dudek. 

Szczecin, Rostock, Neubrandenburg

Pierwszą umowę o partnerstwie miast Szczecin podpisał w 1957 roku, z niemieckim Rostockiem. Zespół „Hajduczki” nie miał więc większego problemu z nawiązaniem współpracy artystycznej po niemieckiej stronie. Ale nie skończyło się na paru koncertach. Śpiewające telefonistki tak bardzo spodobały się niemieckiej publiczności, że ośrodek telewizyjny w Rostocku zaprosił je do nagrania teledysków w studiu. – Śpiewały po niemiecku, ale to nie było byle jakie śpiewanie. Musiały śpiewać tak, jakby były Niemkami. Realizatorzy przykładali bardzo dużo wagi do poprawności językowej – wspominał zmarły w lipcu 2020 roku Ludwik Zdanowski. Tematem piosenek było głównie morze.

Wycinek z prasy lokalnej w NRD nt. występu Hajduczek w Neubrandenburgu

Wycinek z prasy lokalnej w NRD nt. występu "Hajduczek" w Neubrandenburgu

Koncertów w Niemczech miały bardzo dużo. – Zaczęłyśmy współpracować z zespołem „Quintet 67”, który reprezentował niemieckich łącznościowców z Neubrandenburga. Po koncertach były bankiety oraz spotkania w prywatnych domach naszych niemieckich kolegów, muzyków. Oni również odwiedzali nas w moim domu. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po zniesieniu stanu wojennego w Polsce, odwiedzili nas Peter i Ula Bauer, którzy przywieźli paczkę żywnościową, przejęci sytuacją w naszym kraju. Odwdzięczyliśmy się słoikiem bigosu, który bardzo im smakował oraz miodem z pasieki mojego taty. Otrzymali również zapas herbaty.  Spotykaliśmy się potem jeszcze wielokrotnie – wspomina Barbara Falkowska.

„Hajduczka” Elli Wiechowski Kolajonis mieszka w Niemczech, w Kornwestheim. Jej mąż ma niemieckie pochodzenie i dlatego mogli się przenieść. Mają podwójne obywatelstwa. Hajduczkowa kariera pomogła jej ułożyć sobie życie po zachodniej stronie Odry. Dziś nadal śpiewa, w miejscowym chórze.

– Mieszkamy na obszarze Szwabii, więc bardzo dobrze poznałam dialekt szwabski. Znam też inne dialekty niemieckie. Pomaga mi to w nawiązywaniu relacji z Niemcami. Moi sąsiedzi i znajomi to wspaniali ludzie: są absolutnie uczciwi, niezwykle uporządkowani. Jedyne, co mi trochę przeszkadza, to ich nieufność. Mogliby mieć trochę więcej zaufania do ludzi – opowiada „Hajduczka” Elli.

Linki

Reklama