″Gdyby nie Polska, to dzisiaj powiedzielibyśmy: Niemcy to kraj islamski″ | Echa polskie | DW | 09.06.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

"Gdyby nie Polska, to dzisiaj powiedzielibyśmy: Niemcy to kraj islamski"

Wszystkie niemieckie gazety donoszą obszernie o spektaklu otwarcia EURO 2012 w Polsce oraz o przebiegu rozegranych wczoraj meczów. Komentatorzy przyglądają się także sytuacji Polski i Ukrainy, strefy euro oraz historii.

epa03252441 Cars ride on the new section C of A2 motorway between between Konotopa and Strykow, Poland 07 June 2012. The A2 motorway section was opened to traffic early 07 June. The motorway once completed will run from west to east through central Poland. EPA/Grzegorz MichaLowski POLAND OUT +++(c) dpa - Bildfunk+++

Polen Autobahn A2 neues Teilstück eröffnet

„Wreszcie: Polska świętuje swoje ME“ – pod tym tytułem na pierwszej stronie DIE WELT zapowiada rozpoczęcie „barwnym i perfekcyjnym spektaklem” oraz dwoma meczami: Polska – Grecja i Rosja - Czechy mistrzostw Europy w piłce nożnej.

W artykule pod tytułem „Go East” Michael Stuermer donosi o zakończeniu budowy autostrady łączącej Berlin z Warszawą. „Ta odległość w wyobrażeniach była coraz dłuższa od rzeczywistej. Od niedawna Warszawę z Berlinem łączy autostrada, a przez Berlin - z zachodnią Europą. Kilka dni wcześniej oddano do użytku bezpośrednie szybkie połączenie kolejowe między Berlinem a Gdańskiem; pociąg kursuje raz dziennie. Bez UE i jej funduszy strukturalnych i na rozwój regionalny trwałoby to z pewnością dłużej. 500 km z hakiem w podróży to okazja do refleksji nad zmiennymi kolejami polsko-niemieckiej historii... Czy islam jest elementem kultury niemieckiej? Gdyby nie Polska, dzisiaj powiedzielibyśmy: tak. W 1683 roku wojska tureckie dotarły aż do murów Wiednia, cesarz uciekł, Niemcy byli pełni trwogi. Gdyby nie polski król Jan Sobieski, który ze swymi chorągwiami husarii wyruszył na odsiecz Wiednia.(...) Ale położenie geograficzne i wewnętrzne zatargi doprowadziły w XVIII wieku do rozbiorów Polski, która w wieku XIX stała się już tylko pojęciem geograficznym, a Warszawa rezydencją rosyjskiego gubernatora.(...) Zachodni sojusznicy, którzy w 1939 roku zmobilizowali się przeciwko hitlerowskim Niemcom, w 1944/45 roku uznali wszystko inne za ważniejsze od obrony wolności Polski przed Stalinem. Jednakże wolność Polsce w skutek upadku imperium sowieckiego wywalczyli sobie – a także sąsiadom - sami Polacy, począwszy od papieża po działaczy Solidarności. Autostradom nie przypisuje się nazw. Ale mimo wszystko ten nowy odcinek drogi powinien zostać nazwany autostradą Jana Sobieskiego, który uratował Zachód.”

Warszawski korespondent DIE WELT pisze w komentarzu z Warszawy pt. „Nierówne bliźniaki” o Polsce i Ukrainie. „W najbliższym czasie często będzie rozbrzmiewać melodia: Jeszcze Polska nie zginęła, w Niemczech prawie skrzydlata myśl. Oprócz tego rozbrzmiewać będzie mniej znana melodia: Ukraina jeszcze nie umarła. Tak rozpoczynają się hymny narodowe dwu państw, które wspólnie organizują Mistrzostwa Europy.” Gerhard Gnauck udziela w komentarzu odpowiedzi na pytania: jak prezentują się te dwa nierówne sobie bliźniaki? Co łączy te dwa kraje, organizujące po raz pierwszy największy spektakl sportowy w regionie? „Dla obydwu państw, które podniosły się z gruzów socjalizmu, praktycznie z upadłości, po załamaniu gospodarczym, z rachityczną administracją - jak feniks z popiołów, jest to ogromne przedsięwzięcie. „Czy to jest „największe wyzwanie organizacyjne w historii”, jak powiedział szef polskiego rządu Donald Tusk, pozostaje sprawą otwartą. (...) W obu państwach zainwestowano miliardy na rozbudowę lotnisk, ulic i autostrad, hoteli, a na Ukrainie także na tablice z nazwami ulic w dwóch językach: nie ukraińsko-rosyjskie lecz ukraińsko-angielskie, nazwami w łacińskim alfabecie. (...) „Dla Polski Mistrzostwa Europy w piłce nożnej są symbolicznym aktem zakończenia transformacji, Ukraina znajduje się w trakcie tego procesu. Najpierw musi ona cieszyć się z tego, że to święto jest szansą na przełamanie bariery informacyjnej, jak powiedziała pisarka Oksana Sabuszko. Dla wielu młodych wolontariuszy na ulicach Ukrainy będzie to pierwsze spotkanie z cudzoziemcami. Wielu Europejczyków z zachodu po raz pierwszy zawita do kraju zapomnianych sióstr i braci za żelazną kurtyną. To też może kryje w sobie magiczny początek.”

FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG

W obszernym artykule pt. „Drużyna, która pojawiła się z otchłani” Konrad Schuller opisuje mecz polskiej reprezentacji polityków, która w towarzyskim meczu pobiła drużynę włoskich polityków, gospodarzy polsko-włoskich konsultacji rządowych, przypominając, o polskich drogach do wolności. „Bez piłki nożnej rewolucja w Polsce przebiegłaby inaczej. Jeszcze dzisiaj Donald Tusk gra tak agresywnie jak kiedyś, Jan Krzysztof Bielecki osłania go w defensywie, a prawym obrońcom jest liberalny Janusz Lewandowski.”

„Mecz zakończył się 7:2 dla Polski. Tusk strzelił dwa gole. Zamiłowanie szefa rządu do ataku to więcej niż tylko hobby. Piłka nożna odegrała dyskretnie ważną rolę w najnowszej historii Polski, w jej walce przeciwko dyktaturze, a potem w zabiegach o stabilną demokrację. Trzon polskiej drużyny tworzyła mała grupka dojrzałych mężczyzn, których łączą wspólne korzenie antykomunistycznej opozycji z lat osiemdziesiątych. (...)To, że dzisiaj grają razem w piłkę nożną, ma swoje powody. Piłka nożna i opozycja były w tamtym pokoleniu ze sobą blisko związane, a ściślej mówiąc, nawet historyczny strajk w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 roku, który dał początek Solidarności i pogrzebał sowiecki światopogląd, był w pewnym sensie kontynuacją meczu piłki nożnej. Tuż przed rozpoczęciem strajku stoczniowcy rozegrali na gdańskiej łące zasługujący na uwagę mecz. Kilku grających nosiło uszyte chałupniczym sposobem koszulki z tajemniczymi wtedy skrótem WZZW (od Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża) , a na koszulkach przeciwników widniał napis Korniki, od skrótu KOR, nazwy opozycyjnego Komitetu Obrony Robotników. Obie drużyny reprezentowały dwa różne nurty opozycji: robotnicze związki zawodowe, i studencki ruch patriotyczno-konserwatywny (Ruch Młodej Polski). Związkowcy wtedy przegrali, pomimo, że w bramce stała światowa gwiazda: bezrobotny elektryk ze stoczni Lech Wałęsa, który kilka tygodni później stał się sławny na całym świecie jako przywódca strajku. Rozgrywki, takie jak ta, były ważne dla gdańskiego podziemia. (...) Tu rozpoczął swoją walkę Lech Wałęsa, ale także młodzi intelektualiści i dysydenci, jak późniejsi premierzy Jan Krzysztof Bielecki i Donald Tusk czy dzisiejszy komisarz UE Janusz Lewandowski. Ci ludzie kształtują dzisiejszą Polskę, wtedy wszyscy grali ze sobą w piłkę nożną. Nie dla każdego była to sama radość. Wałęsa, jak sam przyznaje, właściwie ma za krótkie nogi. Jednakże nie opuścił żadnego meczu. (...) Ale te spotkania miały też inną funkcję. Na sukces Solidarności składa się to, że w jej łonie współpracowały ze sobą różne nurty. (...) po przełomie politycznym gdańscy piłkarze rozeszli się i poszli swoimi drogami. Nie trzeba było się ukrywać, nieformalne układy traciły na znaczeniu. Drużyna, w której członkowie mieli określone poglądy polityczne, rozpadła się, teraz grają ze sobą wszyscy razem, konserwatyści ze związkowcami i liberałami, spotykają się raz w roku o przed sylwestrem o 11:00.”

W artykule „Gra o miliony” FAZ opisuje obszernie finansowe korzyści z ME.

„UEFA jest zwycięzcą tego spektaklu. Ryzyko ponosi Polska i Ukraina. Wartość piłki nożnej uwidacznia się też na przykładzie naszej reprezentacji narodowej”, pisze FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG: „o 70 procent wzrosły dochody Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, wpływy ze sponsoringu wzrosły o 330 procent, przy każdym meczu międzynarodowym DFB otrzymuje do 9 mln euro. 300 rożnych gadżetów dla fanów przynoszą dochody w wys. 250 mln euro.”

W artykule pt. „Zmiana systemu” FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG zajmuje się przez pryzmat piłki nożnej problemami związanymi z kryzysem euro.

„Gdyby piłka nożna, a nie polityka, rządziła w Europie, wtedy pomoc nadeszłaby dokładnie ze strony tych państw, które obecnie są targane kryzysem. (...) Piłka nożna ma to do siebie, że ułatwia życie; raz się wygrywa, raz się przegrywa, ale po 90 minutach, wszystko się kończy, w przeciwieństwie do dnia zdominowanego sprawami ekonomicznymi. Jak dobrze pójdzie, spojrzymy, jak latem po urlopie, bardziej zrelaksowani na świat. Piłka nożna jako urlop dla Europy od samej siebie. Tak ciężko, jak teraz, dotąd nie było. (...) Być może piłka nożna pozwoli znaleźć na boisku, swoim własnym spotkaniu na szczycie, odpowiedzi, których nie przyniosły dotąd odbywające się co miesiąc staromodne spotkania na szczycie.”

Barbara Cöllen

kor. ap

Reklama