„Flysharing”, czyli wspólne latanie | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 04.10.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

„Flysharing”, czyli wspólne latanie

System wspólnego użytkowania zawitał nawet do lotnictwa. Platformy internetowe pomagają wynająć pilota.

Jesienny, ciepły wieczór w Moguncji, ale taka scena mogłaby się rozegrać na niemal każdym małym pasie startowym w Niemczech. Przy wieży kontrolnej pilot wita się z pasażerem, którego poznał za pośrednictwem Internetu. Wsiadają do niewielkiego samolotu, zakładają słuchawki, zamykają drzwi i wzbijają się w powietrze.

Pilot Michael Marny musi „wylatać“ godziny, by zachować swoją licencję – dlatego chętnie dzieli się kosztami ze swymi pasażerami. Udo Frey z kolei chciał zobaczyć Moguncję z lotu ptaka. Marny i Frey spotkali się na platformie internetowej Wingly – jednej z wielu powstałych w ostatnim czasie centrali wspólnego latania. Kto chce, może polecieć z Moguncji nawet do Pragi, albo zamówić wypad w inne interesujące miejsce. – Do Koblencji na przykład na burgera za 100 dolarów – mówi Marny, bo tyle kosztuje wyczarterowanie samolotu, lądowanie i zjedzenie burgera w restauracji. Z Frankfurtu można polecieć nad Bałtyk lub Morze Północne. W Bonn pilot zabiera gości na belgijski tor wyścigowy Spa.

Mitflugzentrale (picture-alliance/D. Fiedler)

Michael Marny (z prawej) i Udo Frey - umówieni na wspólny lot

To nie taksówka

Niemiecko-francuska platforma Wingly pośredniczyła już w ciągu półtora roku w ponad 5 tys. lotów. Jej konkurent Flyt Club z Lipska odnotował w tym samym czasie ok.1700 lotów. Platformy stawiają jeden warunek: piloci nie mogą latać komercyjnie. Kosztami przelotów dzielą się z pasażerami. Platforma zatrzymuje ok. 10-15 proc. tej sumy. Piloci startują w Niemczech z wielu miejsc – od Landsberg w Bawarii po Rugię. – W promieniu 30 km zawsze mamy jakieś lotnisko – mówi współzałożyciel Wingly Lars Klein.

Platformy pośredniczące w lotach wskazują jeszcze na wiele możliwości rozwoju. Jak mówi Marcus Loffhagen, współtwórca Flyt Club, prywatni piloci wykonują w Niemczech co roku ok. 1,3 mln lotów. Przelot nie jest jednak tak pewny jak przejazd autem czy podróż pociągiem, bo może się odbyć tylko przy dobrej pogodzie. – Wingly orientuje się na czas wolny. To nie jest powietrzna taksówka – mówi Klein. Najwięcej lotów ma charakter krajoznawczy.

Blick aus einem Kleinflugzeug (picture-alliance/dpa/F. Hörhager)

Tegernsee w Bawarii z lotu ptaka

Loffhagen dodaje, że istnieją już regularne loty na określonych odcinkach, ale w porównaniu do przejazdów koleją są jeszcze stosunkowo drogie.

Dom z lotu ptaka

Piloci zaś są niezawodni, nawet jeśli nie mają jeszcze na swoim koncie sporej liczby godzin – podkreśla Klein. – Tylko raz pilot musiał u nas wylądować, bo pasażerowi zrobiło się niedobrze – mówi. Kto zabiera ze sobą ludzi, zwraca szczególną uwagę na przepisy bezpieczeństwa. Wielu pilotów lata z zamiłowania i okazuje swoją pasję – jak zaznacza Michael Marny.

Piloci opowiadają, że wiele przelotów to prezenty urodzinowe. Wielu pasażerów chce zobaczyć swój dom z lotu ptaka. – A jeśli stoi tam ktoś i pozdrawia ich, to szczęście jest przeogromne – mówi Stefan Weiss, właściciel wiatrakowca -  krzyżówki helikoptera i samolotu.

Udo Frey otrzymał lot w prezencie od swojego syna. Po wylądowaniu samolotu Diamond DV-20 "Katana" Frey opowiada z zachwytem: – Z góry wszystko wygląda bardziej estetycznie. Krajobraz jak makieta. Te niewiarygodne winnice! Nawet autostrady są piękne.

dpa/Katarzyna Domagała