FAZ: ″Kto chce być we Wrocławiu patriotą, musi mieć szerokie horyzonty″ | Echa polskie | DW | 30.03.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

FAZ: "Kto chce być we Wrocławiu patriotą, musi mieć szerokie horyzonty"

Wrocław szuka jeszcze swojego miejsca między niemiecką a polską historią. Jednak różnorodność działa na korzyść tego miasta – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Polen Breslau Altstadt

Wrocławskie Stare Miasto

Wielowarstwowość i różnorodność są nierozłącznie związane z Wrocławiem – zaznacza na wstępie warszawski korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ), Konrad Schuller. Wszędzie widoczny jest „ów podwójny charakter z polskości na zewnątrz i czegoś bardziej skomplikownego w kolejnych warstwach” – czytamy w „FAZ”. Również niedawny skandal we wrocławskim „Teatrze Polskim” z przedstawieniem „Śmierć i dziewczyna” był wyrazem takiej wielowarstwowości: „ojczyzna przeciwko konglomeratowi z czeskiego seksu, austriackiej literatury i polskiej reżyserii”. Wtedy to „między rządem a opozycyjnym multi-europejskim światem rozgorzał kulturkampf” – konstatuje Schuller.

Mieszanina wpływów

Przypominając o polskiej, czeskiej, austriackiej i niemieckiej historii Wrocławia, Schuller stwierdza, że „kto chce być we Wrocławiu patriotą, musi mieć szerokie horyzonty”. Różnorodne wpływy mieszają się w mieście, widoczne w kościołach, zabytkach, parkach i ogrodach. „Nawet największe tabu narodowo-konserwatywnej polityki historycznej, a mianowicie ucieczka i wypędzenie Niemców oraz zastąpienie ich polskimi przesiedleńcami, znalazło swoje miejsce w krajobrazie miasta – w postaci rzeźby Macieja Szankowskiego. Przedstawia ona tobołek, klucze i napis „panta rhei” („wszystko płynie”). „A może raczej wszystko się miesza”, zastanawia się autor „FAZ”, stwierdzając, że to „wielka prowokacja” z perspektywy polskiej prawicy, dla której „zatarcie linii między niemieckimi sprawcami a polskimi ofiarami jest ósmym grzechem głównym”.

Słabszy „refleks obronny”

Publicysta zastanawia się, skąd pochodzi wrocławski duch otwartości, będący kontrastem „twierdzy Polski”, w którą obecny rząd chce jakoby przekształcić kraj. Wyjaśnienie podsuwa Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. W. Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. Powodów dopatruje się on w powojennej historii miasta. Nowi wrocławianie, którzy trafili do miasta ze wszystkich regionów Polski, byli wyrwani ze swojego otoczenia, a w „kulturowym tyglu” doświadczyli różnorodności. Z kolei Kościół katolicki miał we Wrocławiu słabszą pozycję.

Ruchniewicz zwraca jeszcze uwagę na inną cechę szczególną: niektórzy nowi wrocławianie z terenów wschodnich nie doznali okrucieństwa niemieckiej okupacji, ponieważ Stalin od razu po rozpoczęciu wojny deportował ich na Syberię. „Polski refleks obronny przeciwko wszystkiemu co niemieckie był u nich słabszy niż u rodaków z Warszawy”– pisze niemiecki dziennik.

Ciemna strona

„FAZ” nie pomija jednak „drugiej strony”, pisząc iż „narodowo-konserwatywni propagandziści” oczerniają wrocławskich intelektualistów, takich jak Ruchniewicz, jako „instrument niemieckiej propagandy historycznej”. Nieraz też daje o sobie znać „agresywna, skrajnie prawicowa scena”.

To jednak pojedyncze przypadki – pisze „FAZ”, zaznaczając, że duch otwartości jest we Wrocławiu tak silny, że udziela się nawet politykom PiS. I tak na przykład publicysta Krzysztof Grzelczyk nawet nie próbuje potępić wielokulturowego motta „Wrocław – Miasto Spotkań”. O wiele bardziej stara się je pozyskać dla swojego obozu. „Konserwatywna retoryka z ust tego wrocławskiego zwolennika Kaczyńskiego brzmi nagle zaskakująco pojednawczo” – pisze „FAZ”, a „wrogość centrali wobec Niemiec” jest Grzelczykowi obca.

oprac. Katarzyna Domagała