FAZ: „Hiszpanka“ – historia znakomitego filmu, którego nikt nie zna | Echa polskie | DW | 10.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

FAZ: „Hiszpanka“ – historia znakomitego filmu, którego nikt nie zna

Felietonista FAZ z entuzjazmem rozkłada na czynniki pierwsze perełkę kinematografii - film Łukasza Barczyka „Hiszpanka“.

„Polski film szuka publiczności. Dlaczego granicząca z farsą przewrotna opowieść nie znajduje dystrybutora?” – zastanawia się Ulf Erdmann Ziegler w felietonie „Niewiarygodna historia”. Jeszcze większą farsą jest według niego historia tego filmu, którego prawie nikt nie zna. Niepowetowana szkoda, bo „Hiszpanka” jest sensacją. Do tego znakomicie wpisuje się w obecne zawirowania polityczne w Polsce. Bo też, jak pisze felietonista FAZ: „Kto koniecznie chce być autentyczny, musi się całkowicie wypaczyć – to niepokojące doświadczenie robi obecnie Rzeczpospolita Polska. Narodowi przesuwanemu na europejskiej mapie w tę i wewtę niełatwo znaleźć swoje korzenie: powinno się je wyrwać, żeby udowodnić, że się je ma? W tej konstelacji nowego narodowego odnajdywania się, forsowanego za wszelką cenę, powstał wielki polski film – Hiszpanka”.

W tym samym stopniu jak zmiażdżyła „Hiszpankę” większość polskich recenzentów, nie może się jej nachwalić Ziegler, tym bardziej, że „lepiej nie można pokazać na tle europejskiego krajobrazu politycznego, w prowokacyjne odideologizowany sposób, paradoksów współczesnej Polski. Ale Europa ma właśnie grypę”.

Satyra na mentalną ciasnotę

„Obecny polski rząd oznajmił, że oczekuje od kultury, by służyła sprawie narodowej” – stwierdza felietonista FAZ dodając, że nie jest to jednak nic nowego, bo akurat filmy w narodowym duchu są wspierane w Polsce od lat. Jak twierdzi, „Hiszpanka” jeszcze za poprzedniego rządu wygrała konkurs na najlepszy patriotyczny scenariusz filmowy; „Barczyk zrobił z niego satyrę na mentalną ciasnotę. Dla widza, który nie pojmuje jego błazeństwa, film musi być nie do zniesienia”.

Ziegler szczegółowo zagłębia się w fabułę, która jest historią i zarazem antyhistorią Powstania Wielkopolskiego rozgrywającą się w środowisku telepatów, którzy przy pomocy czarnej magii chcą ściągnąć do Polski z amerykańskiego wygnania Ignacego Jana Paderewskiego. Ale jest też zagrażający mistrzowi prusko-niemiecki doktor Abuse... „Bajeczny scenariusz, znakomita obsada, doświadczony reżyser, który nie miał jeszcze (w chwili kręcenia filmu – DW) czterdziestki, do tego jest dyrektorem dużej firmy produkcyjnej: coś takiego nie mogło się nie powieść. (...) Zleceniodawcy w obozie rządowym trochę byli zaskoczeni. Dystrybutor zaoferował umowę. I nagle wszystko przestało się kleić. Polska firma dystrybucyjna została sprzedana zagranicznemu konsorcjum, premiera wyznaczona na zimowe ferie 2015, plakatów nie wydrukowano. Chociaż reżyser usilnie to odradzał, film reklamowano jako bohaterski epos i „arcydzieło” – dla polskiej publiczności strefa no-go. Po dwóch tygodniach film został zdjęty z ekranów. Jesienią tego samego roku Polacy wybrali prawicowo-narodowy rząd. Koniec historii”.

FAZ przypomina, że „Hiszpanka“ była pokazywana w kwietniu na festiwalu filmPOLSKA w Berlinie, gdzie była jednym z wielu obrazów. „Reżyser zgłosił swój spektakularny film na pięć najważniejszych festiwali. Nie przyjął go żaden. Także nie Berlinale, które na Europę Wschodnią jest czy tak czy owak ślepe”. I tak, o ile nie znajdzie się jednak jakiś dystrybutor, „Hiszpanka” pozostanie „filmem w duchu godziny, której godzina jeszcze nie nadeszła”.

opr. Elżbieta Stasik