Facebook i nienawistne posty – usunięcie wcale nie jest takie proste | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 01.09.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Facebook i nienawistne posty – usunięcie wcale nie jest takie proste

Ostatnio, minister sprawiedliwođci Heiko Maas (SPD) nawet zwrócił się do koncernu z apelem, by internet nie był „przestrzenią całkowicie wolną od kontroli prawnej"

Polityk odnosił się w ten sposób do niechętnych cudzoziemcom oraz nawołujących do przemocy wpisów, które – często w związku z kryzysem wokół uchodźców – codziennie pojawiają się na nowo.

Coraz głośniej słychać opinie krytykujące politykę usuwania postów przez administrację Facebooka. Sceptycy odwołują się bowiem do wpisów o charakterze erotycznym, które z portalu wycinane są niezwykle konsekwentnie, rasistowskie zaś już nie tak bardzo. Ich zdaniem, to podwójna moralność koncernu.

Kontrowersyjne „zasady społecznościowe”

Krytycy podkreślają, że posty zgłoszone do usunięcia jako nienawistne są sprawdzane przez Facebook, ale pozostają na stronie. Niedawno na portalu wielokrotnie udostępniany był screenshot obraźliwego postu użytkownika z Austrii, który zamieścił zdjęcie ciężarówki z martwymi uchodźcami, podpisane „syryjska zgnilizna”.

Jeden z użytkowników twierdzi, że zgłosił post do usunięcia, ale jego wniosek został odrzucony. Facebook uzasadnił to tak, że wpis nie łamał „zasad społecznościowych”. By to dokładnie zrozumieć, trzeba poznać obowiązujące na Facebooku zasady.

Bundesjustizminister Heiko Maas

Minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD) ma dość bezkarności hejterów

Jak Facebook opracowuje wnioski o usunięcie postu

W kwestii wykrywania niewłaściwych wpisów, Facebook polega na swoich użytkownikach. Ci mogą zgłaszać obraźliwe treści, które według nich wykraczają poza wolność słowa, ale muszą to uzasadnić. Taki wniosek trafia do jednego z czterech działających 24 godziny na dobę zespołów operacyjnych w Stanach Zjednoczonych, Indiach oraz Irlandii. Tam w ciągu 72 godzin zgłoszenie jest opracowywane przez któregoś z kilkuset pracowników. O tym, czy post zostanie usunięty, decyduje zastosowanie standardów społecznościowych.

I tu właśni epojawia się problem. Każda decyzja to wypośrodkowanie między ochroną wolności słowa a ochroną dobrego imienia. Facebook zaleca by „mowa nienawiści” była natychmiast usuwana. Czym jednak jest mowa nienawiści, to za każdym razem trzeba definiować na nowo. Obecnie dotyczy to treści, których autorzy atakują innych użytkowników na podstawie „rasy, przynależności etnicznej, narodowości, wyznania, orientacji seksualnej, płci oraz tożsamości płciowej, ułomności lub choroby”.

Uchodźcy – wedłud tej definicji – nie są więc objęci żadnym z tych określeń, nie należą do żadnej z wymienionych mniejszości.

Tak więc, usuwanie komentarzy na ich temat może być interpretowane jako naruszenie wolności wypowiedzi. - Tu niestety został popełniony błąd – powiedzial w rozmowie z Deutsche Welle rzecznik Facebooka.

Utopia globalnej etykiety

Można powiedzieć, że Facebook nie za bardzo przejmuje się całą sprawą. By zadowolić wszystkich użytkowników na całym świecie, koncern stara się opracować globalny sposób postępowania. Z jednej strony, reguły powinny być jak najbardziej jasne, z drugiej zaś – koncern stara się dopasować do każdego rynku. To bardzo trudne, ponieważ w każdym kraju i w każdym kręgu kulturowym panuje inna wrażliwość, przyjęty jest odmienny światopogląd oraz dyskurs polityczny. A kwestia wolności wypowiedzi, to już zupełnie inna sprawa.

Problem jest koncernowi znany, ponieważ Facebook poinformował w oświadczeniu: „Ustalenie zasad wypowiedzi dla więcej niż miliiarda osób, uszanowanie ich odmienności i uczuć, to nieustające wyzwanie. Czasem spotykamy się z wypowiedziami nowej jakości, czasem na granicy, które wystawiają nas na próbę”.

Mentalność „bierzesz albo odchodzisz”

Facebook bierze obecną dyskusję w Niemczech bardzo na poważnie, biorąc pod uwagę możliwość poniesienia szkód wizerunkowych. Koloński ekspert od mediów społecznościowych, Hendrik Unger przestrzega przez zbyt wielkimi nadziejami: „Oczywiście, że presja polityczna i społeczna odgrywa dużą rolę, jednak tamtejsze młyny mielą powoli, ponieważ koncern jest po prostu tak wielki. Podjęcie jakiejkolwiek decyzji zajmuje nawet tydzień”.

Użytkownicy Facebooka na razie mają w sumie i tak dwie możliwości: zaakceptować zasady społeczności lub opuścić portal.

Deutsche Welle/Dagmara Jakubczak