Ekspert w TAZ: ″Wrodzona wada Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie″ | Echa polskie | DW | 11.12.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Ekspert w TAZ: "Wrodzona wada Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie"

TAZ zamieszcza rozmowę z prof. Krzysztofem Ruchniewiczem, do niedawna członkiem rady naukowej Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie o strukturalnych wadach instytucji, która przygotowuje wystawę o wypędzeniach.

Powołana w 2008 roku Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie ma za zadanie przygotowanie w Berlinie ośrodka upamiętniającego wysiedlenia w Europie. Od samego początku pracy Fundacji towarzyszą poważne problemy. Pierwszym było ustąpienie pierwszego jej szefa prof. Manfreda Kittela, któremu członkowie międzynarodowego gremium naukowego zarzucili jednostronność w przedstawianiu sprawy niemieckich wypędzonych. Głośno wokół Fundacji zrobiło się ponownie w związku z wyborem nowego dyrektora, prof. Winfrieda Haldera krytykowanego za brak kompetencji. Kandydat sam zrezygnował, a Fundacją kieruje dyrektor komisaryczny. W proteście wobec nieliczenia się z opiniami rady naukowej opuściła ją większość jej członków, m.in. dwóch Polaków prof. Krzysztof Ruchniewicz*, dyr. Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich UW oraz prof. Piotr Madajczyk niemcoznawca z ISP PAN.

Prof. Ruchniewicz zapytany przez „Tageszeitung” o wybór prof. Haldera, który to wywołał kontrowersje w radzie naukowej, zaznaczył, że nie było to powodem jego ustąpienia z rady. Przyczyną zasadniczą był „sposób, w jaki potraktowano nasze eksperckie gremium przy tej ważnej decyzji personalnej”, powiedział polski naukowiec zaznaczając, że Winfried Halder nie był mu znany dotychczas jako ekspert od spraw, jakimi zajmuje się Fundacja.

Polen Prof. Krzysztof Ruchniewicz

Prof. Krzysztof Ruchniewicz dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego

Dziennikarz TAZ wskazuje na „robaka, który wydaje się toczyć Fundację” i prosi polskiego niemcoznawcę, aby z polskiej perspektywy ocenił, dlaczego nie udaje się Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie działać „w dobrym demokratycznym i europejskim” duchu. W opinii prof. Ruchniewicza, Fundacja ta „ma wadę wrodzoną, która towarzyszy jej od samego początku i do dzisiaj nie została usunięta”. Najbardziej widać ją w obsadzie rady Fundacji, w której „zbyt wielkie wpływy ma Związek Wypędzonych (BdV) jak i CDU/CSU, przy czym ta ostatnia (blok partii chadeckich, przyp. DW) w różny sposób jest powiązany z BdV", wyjaśnia polski naukowiec. W rozmowie z TAZ wskazuje jeszcze na „inny dylemat” – rzucające się w oczy nikłe zaangażowanie innych partii, Kościołów czy podmiotów społecznych. W radzie Fundacji większość ma raczej opcja narodowo-konserwatywna, mówi prof. Ruchniewicz. Zwraca uwagę także na to, że „z tego powodu ta państwowa fundacja jest mylnie nazywana w mediach fundacją wypędzonych. „Tymczasem aktualny kryzys uchodźczy pokazuje, że kwestie, którymi zajmuje się Fundacja, dotyczą nas wszystkich”, podkreśla polski historyk.

Europejska narracja wystawy o wygnaniach

TAZ pyta polskiego rozmówcę, czy nie odnosi wrażenia, że przygotowywana przez Fundację wystawa nie ma europejskiej narracji, pomimo, że w tym celu została powołana. Prof. Ruchniewicz przypomina, że rada naukowa próbowała „stosować narrację europejską dla różnych ruchów migracyjnych”, a także kładła nacisk, „co dla historyków jest oczywiste“, na „schemat przyczynowo-skutkowy”.

Redakcja poleca

Ale, jak zaznacza polski historyk, „niestety doświadczyliśmy w Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie sytuacji, że niektórzy politycy uzurpowali sobie prawo do ingerowania w naszą pracę naukową. To uważam za bardzo podejrzane i niebezpieczne”, podkreśla polski rozmówca TAZ.

W Polsce nie mieliśmy tylko przyjaciół

Prof. Krzysztof Ruchniewicz zapytany, czy wyobraża sobie, że polscy naukowcy zechcą się angażować jeszcze w prace Fundacji, odpowiada, że takie zaangażowanie nie jest w Polsce sprawą oczywistą. W w ciągu pięciu lat, które zainwestował w pracę w radzie naukowej Fundacji nie miał w kraju tylko przyjaciół. Ale „dzięki kolegialnej współpracy w radzie naukowej razem z kolegą Piotrem Madajczykiem udało się przyczynić w znacznym stopniu do ostudzenia emocji i sprowadzenia do poziomu merytorycznego debaty o tym ważnym aspekcie europejskiej historii. Po pięciu latach naszej pracy ucichły zarzuty, jakie nam stawiano w Polsce”, mówi historyk.

Konieczna nowelizacja ustawy o Fundacji

Życzeniem polskiego naukowca byłoby usunięcie „wrodzonej wady” z ustawy o powołaniu Fundacji. „Nie może być tak, że praca 15 zaangażowanych profesorów zostaje zdegradowana do nic nieznaczącego doradczego gremium”. Prof. Ruchniewicz uważa, że pilnie musi zostać dokonana nowelizacja ustawy i najważniejsze zadania rady naukowej i rady Fundacji muszą zostać na nowo zdefiniowane. Wzmocnione powinny zostać kompetencje rady naukowej, a rada Fundacji winna być reprezentacją całej bazy społecznej. „Nie może być, że jedna organizacja, jak Związek Wypędzonych, trzyma wszystko w swoich rękach i może przegłosować każdą decyzję Fundacji”.

Polski historyk zapytany, czy po zmianie rządu w Polsce współpraca z Fundacją będzie możliwa, podkreślił, że nie jest ona instytucją związków wypędzonych, lecz fundacją rządową zajmującą się przymusowymi migracjami w XX wieku, przy czym wysiedlenia Niemców stanowią jeden z ważnych aspektów. „Zagraniczni członkowie fundacji nie mogą być przedmiotem rozgrywki politycznej, niezależnie od opcji politycznej”, zaznacza na koniec rozmowy z TAZ polski naukowiec.

Opr. Barbara Cöllen

*Prof. Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego