Do tej pory Niemcy karali za gwałt, gdy ofiara się broniła. Teraz? „Nie znaczy nie” | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 07.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Do tej pory Niemcy karali za gwałt, gdy ofiara się broniła. Teraz? „Nie znaczy nie”

Do gwałtu dochodzi tylko wtedy, gdy kobieta się broni – tak stanowiło niemieckie prawo. Do dziś.

Demonstrationen nach Übergriffen in Köln

Nie znaczy nie - demonstracja po napaściach w Kolonii

Bundestag uchwalił właśnie – głosami wszystkich (601) posłów koalicji – ustawę zaostrzającą kary za gwałt i wprowadzającą nową definicję gwałtu w prawie niemieckim. Za przestępstwo takie będzie teraz uznany stosunek wbrew woli ofiary – wystarczy odmowa. Sprawcy grozi wtedy do 5 lat więzienia. Do tej pory niemieckie sądy uznawały, że do gwałtu doszło jedynie w przypadku, gdy ofiara się broniła. Zmiany w prawie – choć planowane od dawna – przyspieszyły sylwestrowe ekscesy w Kolonii.

Własność ważniejsza niż prawo do ochrony seksualności

Do Christiny Clemm co rusz zgłaszają się kobiety, od których słyszy, że nie mają szansy wygrać w sądzie. Kobiety molestowane w pociągu, którym mężczyźni wkładali ręce pod bluzki albo chwytali je za pośladki. Albo te, które pozwoliły znajomemu przenocować u siebie na kanapie, bo nie zdążył na ostatnie metro. Rano taka kobieta budzi się, a „on ją obmacuje ” albo mimo jej wielu protestów „wkłada palec do pochwy”.

Takie sprawy były do tej pory umarzane: sąd uznawał, że ofiara nie stawiała oporu.

Köln Übergriffe in der Silvesternacht

Sylwester w Kolonii

Do tej pory w Niemczech ważne było tylko to, że ofiara się broni, odpiera atak gwałciciela lub sama odpowiada atakiem. W takim przypadku wymuszony stosunek seksualny był przez sądy uznawany za gwałt. Nawet gdy kobieta błagała sprawcę, by przestał, albo płakała, nie wystarczało to, by go skazać. Chwytanie za pośladki czy piersi było zupełnie bezkarne. Słowem: prawo do własności było w Niemczech chronione lepiej niż do seksualnej odrębności i bezpieczeństwa. Prawnicy i obrońcy praw kobiet ciągle to podkreślali.

Te doświadczenia były dla napastowanych kobiet naprawdę straszne, podkreśla Clemm: – Nie może być tak, że kobieta wszędzie słyszy: on po prostu ma do tego prawo.

Zmiany po sylwestrze w Kolonii

Obejrzyj wideo 01:41
Teraz
01:41 min

Pół roku po napaściach na kobiety w Kolonii. "Nie boimy się"

O zmianę prawa działaczki walczyły od dawna. Tłumaczyły, że ofiary często się nie bronią, bo są w szoku albo boją się, że opór tylko im zaszkodzi i wywoła większą przemoc ze strony sprawcy. - To było średniowieczne prawo – uważa Kristina Lunz, współtwórczyni kampanii „Nie znaczy nie“ ("Nein heißt Nein"). Jak mówi, sama ma wśród koleżanek takie, które padły ofiarą gwałtu, i nie zgłosiły tego na policję: – Uważają, że to nie ma sensu, bo padłoby pytanie: dlaczego się nie broniłaś?

To wszystko, mimo że Niemcy dawno temu podpisały konwencję antyprzemocową. Choć jeszcze jej nie ratyfikowały. Ministerstwo sprawiedliwości opracowało, co prawda, w zeszłym roku projekt ustawy, który jednak dla wielu posłów był kłopotliwy.

Ich nastawienie zmienił sylwester w Kolonii, podczas którego – wg świadków - grupy imigrantów napastowały kobiety na placu przed katedrą. Właśnie rozpoczął się pierwszy proces w tej sprawie.

I nagle wszystko zaczęło się dziać całkiem szybko: w marcu projekt trafił pod obrady rządu. Wiele grup krytykowało jednak projekt za to, że nie wpisano w nim jasno zasady „Nie znaczy nie”. Po kolejnych debatach ws. projektu porozumiała się koalicja i w czwartek (7.07.16) uchwalił go Bundestag. Zgodnie z życzeniem SPD nad ustawą będzie jeszcze debatował Bundesrat, ale dopiero po wakacyjnej przerwie.

Inny model ścigania, więcej wyroków? Niekoniecznie

To kamień milowy w Niemczech, gdzie aż do lat 90. gwałt w małżeństwie nie był nawet przestępstwem – ocenia Eva Högl, wiceprzewodnicząca frakcji SPD w Bundestagu.

Oznacza to na pewno zmianę modelu działania niemieckiego wymiaru sprawiedliwości - uważa Dagmar Freudenberg, prawniczka, która reprezentuje ofiary przestępstw seksualnych. Ale czy pójdzie za tym automatycznie więcej wyroków skazujących? Freudenberg w to wątpi. – Zależy to teraz przede wszystkim od ofiar, a te często boją się dochodzenia – mówi.

Według danych organizacji Weißer Ring jedynie ok. 6 proc. przestępstw seksualnych w Niemczech jest zgłaszanych organom ścigania. Ofiary często wstydzą się zeznawać. Inne nie chcą na nowo przeżywać traumy. Poza tym przestępstw seksualnych, które zwykle odbywają się bez świadków, trudno dowieść. – To zwykle zeznanie przeciwko zeznaniu – przypomina Freudenberg.

Dana Alexandra Scherle / Monika Margraf

Audio i wideo na ten temat