Dlaczego w ubojniach koronawirus czuje się jak pączek w maśle | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 24.06.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Dlaczego w ubojniach koronawirus czuje się jak pączek w maśle

Ponadprzeciętnie wielu pracowników rzeźni Toennies zarażonych koronawirusem pracuje w halach rozbioru mięsa. Wirus SARS-CoV-2 zdaje się czuć w nich znakomicie. Pytanie, dlaczego?

Testy przeprowadzone w największej niemieckiej rzeźni Toennies w Guetersloh wykazały u ponad 1550 pracowników obecność koronawirusa. Szukając przyczyn, niemal natychmiast wskazano palcem na często katastrofalne warunki, w jakich żyją tani pracownicy koncernu ściągani z krajów Europy Wschodniej – na ciasnotę, niedostateczne warunki sanitarne.

Szybko jednak okazało się też, że ponadprzeciętnie wielu zarażonych pracuje w tzw. halach rozbioru mięsa – czyli pomieszczeniach do rozbioru tusz zwierząt rzeźnych, w których temperatura nie przekracza +12°C. Najwyraźniej właśnie w tych chłodnych halach wirus SARS-CoV-2 czuje się nadzwyczaj dobrze. Tylko dlaczego?

Przestrzeganie nakazu dystansu prawie niemożliwe

W zimnych halach pracuje, jedna obok drugiej, bardzo wiele osób. Przestrzeganie dystansu jest praktycznie niemożliwe. W halach jest też głośno. Hałas jest tak duży, że pracownicy muszą mówić albo bardzo głośno, albo wręcz krzyczeć, jeżeli chcą się porozumieć. Dla rozprzestrzeniania się wirusa są to optymalne warunki, powiedział rozgłośni WDR wirusolog prof. Friedemann Weber z Uniwersytetu Justusa Liebiga w Giessen: „Powietrze jest chłodne, ludzie pracują w stresie i blisko siebie, czasami trzeba do siebie krzyczeć”.

Żołnierze Bundeswehry zostali ściągnięci do pomocy przy przeprowadzania testów wśród pracowników koncernu Toennis (picture-alliance/dpa/D. Interlied)

Żołnierze Bundeswehry zostali ściągnięci do pomocy przy przeprowadzania testów wśród pracowników koncernu Toennis

Dzięki temu do powietrza przedostaje się szczególnie dużo kropelek z wirusem. Tworzące się w powietrzu aerozole mogą się utrzymywać w zamkniętych pomieszczeniach dłużej niż na świeżym powietrzu. Tak przynajmniej utrzymuje obecnie Instytut Roberta Kocha (RKI), a chłodzone hale rozbioru mięsa są oczywiście bardzo szczelne. . 

W zimnie SARS-CoV-2 czuje się znakomicie

Ponadto niskie temperatury są korzystne dla żywotności wirusa. Badania wykazały, że w pomieszczeniach wychłodzonych do temperatury prawie takiej, jaka panuje w lodówkach, ma większe szanse przetrwania niż w wyższych temperaturach.

Wirusolodzy już ostrzegają przed drugą falą epidemii

Fachowe czasopismo „Emerging Infectious Diseases” wskazało, że koronawirus znajdujący się w wydzielinie wydostającej się z nosa lub gardła, jest najdłużej wykrywalny w temperaturach poniżej +10°C. Już wcześnie wirusolodzy ostrzegali przed drugą falą epidemii, kiedy temperatura powietrza zacznie spadać i znowu zaczniemy dłużej przebywać w zamkniętych pomieszczeniach. Wydarzenia w rzeźniach zdają się potwierdzać to założenie. Czyli tam, gdzie chłód ma zapobiec zanieczyszczeniu mięsa drobnoustrojami, Sars-CoV-2 czuje się jak pączek w maśle.

W największej w Europie fabryce mięsa pracuje kilkuset Polaków (picture-alliance/dpa/D. Interlied)

W największej w Europie fabryce mięsa pracuje kilkuset Polaków

Minister zdrowia Nadrenii Północnej-Westfalii Karl-Josef Laumann powiedział we wtorek (23.06.2020), że chce dogłębnie poznać sytuację w chłodzonych halach i zlecić zbadanie, czy hale rozbioru mięsa rzeczywiście mogą być ogniskiem infekcji. Prof. Weber ma nadzieję, że w Guetersloh koronawirus nie rozprzestrzenił się na jeszcze większą skalę.

„Z punktu widzenia wirusologii mamy do czynienia z przypadkiem tzw. super-roznosicieli (super-spreaders event), co zawsze wiąże się ze zwłoką czasową. Być może zainfekowani zarazili już kolejne osoby. Są też przecież dostawcy, pracownicy biur, słowem rozmaite kontakty”, argumentuje prof. Weber.

(ARD/stas)

Reklama