Czechy: Atom nawet wbrew Unii | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 17.10.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Czechy: Atom nawet wbrew Unii

Bezpieczeństwo energetyczne jest dla nas priorytetem – mówi czeski premier Andrej Babisz i obiecuje rozbudowę obu czeskich elektrownii jądrowych, a atomowy prąd nazywa „czystą energią”.

Premier Czech Andrej Babisz

Premier Czech Andrej Babisz

– My to musimy przeforsować. Nawet gdybyśmy mieli naruszyć prawo europejskie – powiedział szef czeskiego rządu podczas środowego posiedzenia parlamentarnej komisji spraw europejskich. Jakie konkretne postanowienia europejskiej legislatywy mogłyby zostać naruszone, tego Andrej Babisz nie wyjaśnił. Według czeskich mediów mogłoby chodzić o zakazane wsparcie ze strony państwa, jak to było w wypadku innych elektrowni atomowych w Europie.

Wówczas chodziło o budowaną przez francuski koncern EdF brytyjską elektrownię Hinkley Point oraz o węgierską elektrownię Paks, którą wznosi Rosatom z Rosji. Komisja Europejska uznała jednak, że w obu wypadkach nie doszło do zakazanej pomocy.

Obie te decyzje podważyła przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej Austria, która sama nie produkuje atomowego prądu i od lat usiłuje powstrzymać budowę nowych elektrownii jądrowych, zwłaszcza u sąsiadów. Trybunał potwierdził już decyzję Komisji w sprawie elektrowni brytyjskiej, ale nie wypowiedział się jak dotąd na temat węgierskiej, w wypadku której Austrię wsparł Luksemburg. Taką skargą Austria grozi teraz Czechom.

Dwie elektrownie, sześć reaktorów

Jak zapowiedział premier Babisz, nowe reaktory mają powstać w obu czeskich elektrowniach jądrowych, w Dukovanach na Wyżynie Czesko-Morawskiej i w Temelinie w Czechach Południowych. Ich budowa zaczęła się jeszcze w czasach komunistycznych. W Dukovanach prace ruszyły w 1978 roku, w Temelinie siedem lat później.

W latach 1985-87 zostały kolejno włączone do sieci cztery bloki dukowańskiej elektrownii o łącznej mocy 2040 megawatów. Ponieważ ich żywotność wynosi 50 lat, wszystkie powinny zostać wyłączone z eksploatacji za kilkanaście lat. 

Elektrownia atomowa w Temelinie

Elektrownia atomowa w Temelinie

Budowę siłowni w Temelinie przerwał upadek komunizmu w Czechosłowacji, protesty Austrii oraz organizacji pozarządowych z Greenpeace na czele, a w końcu zalecenie przepracowania projektu wydane przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. W rezultacie dwa reaktory w nowej, zachodniej technologii o łącznej 2164 megawatów zostały podłączone do sieci dopiero po roku 2000.

Zabraknie prądu?

Teraz Czesi obawiają się, że po wyłączeniu w latach 2035-37 wszystkich czterech bloków elektrowni Dukovany w ich kraju może zabraknąć prądu. Jednocześnie bowiem ma zostać zamknięta większość elektrownii węglowych. Według ekspertów takiego ubytku mocy nie uda się zrekompensować z odnawialnych źródeł energii. W Czechach zaczęły się więc gorączkowe poszukiwania wyjścia z tej sytuacji.

Jedną z pierwszy propozycji rozwiązania tego problemu był pomysł premiera Babisza z ubiegłego roku, żeby przedłużyć żywotność reaktorów w Dukovanach o kolejnych dziesięć lat. Ten koncept, dziesięć, a może nawet kilkanaście razy tańszy od budowy nowego reaktora, został przychylnie przyjęty przez czeski koncern energetyczny CEZ, do którego należą zarówno Dukovany, jak i Temelin.

Rzecz w tym, że koszty budowy powstających obecnie elektrownii atomowych w Europie rosną w sposób niemalże niekontrolowany. Dwie z nich, w Wielkiej Brytanii i Francji, podrożały już ponad trzykrotnie; kolejna, w Finlandii, niemal trzykrotnie, a słowackie Mochovce – ponad dwukrotnie.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>

Jednak zapowiedziane przez premiera przedłużanie życia bloków jądrowych spotkało się z krytyką prezes czeskiego Urzędu Bezpieczeństwa Jądrowego Dany Drabovej. Zwróciła ona uwagę nie tylko na to, że nikt nie jest dziś w stanie powiedzieć, jakie będą za dziesięć lat wymagania bezpieczeństwa, ale i że nie ma doświadczeń z eksploatacją tak starych elektrownii atomowych.

Obejrzyj wideo 03:37

Czechy. 30 lat po upadku żelaznej kurtyny

Austriacy zaskarżą?

W tej sytuacji pomysł wydłużania życia sowieckich reaktorów w Dukovanach najwyraźniej upadł. W każdy razie 7 lipca rząd Andreja Babisza postanowił, że nowe reaktory zbuduje należący w niemal 70 procentach do skarbu państwa CEZ i zapłaci za nie z własnych źródeł. Minister przemysłu i handlu Karel Havlíczek zapowiadał, że priorytetem będzie budowa nowego reaktora o mocy 1200 MW w Dukovanach.

Gabinet, który długo bronił się przed zgłaszanym przez CEZ żądaniem zagwarantowania wyższych cen prądu, uchwalił wtedy koncept, że w razie, gdyby koncernowi powinęła się noga, wówczas wszelkie straty wyrówna państwo. 

Być może właśnie ta obietnica stała się argumentem dla przeciwników inwestycji. We wrześniu austriaccy politycy oznajmili, że w razie decyzji o rozbudowie Dukovan rozważą zaskarżenie Czech właśnie z powodu niedozwolonego finansowania przez państwo. Na razie czekają na wyjaśnienia Pragi, jak inwestycja będzie finansowana, potem zamierzają zadecydować o krokach prawnych.

Czyste źródło?

Teraz Andrej Babisz mówi, że trzeba zbudować bloki w obu elektrowniach, nie tylko w Dukovanach, ale i w Temelinie. A jednocześnie podkreśla konieczność argumentowania w europejskich negocjacjach związanych z polityką klimatyczną Unii, że energia atomowa jest czystym – czyli bezemisyjnym – źródłem energii.

Tymczasem eksperci ostrzegają. Analityk spółki ENA i dyrektor Stowarzyszenia Niezależnych Dostawców Energii ANDE Jirzí Gavor krytykuje zapowiadanie naruszania prawa europejskiego jako przedwczesne. – Jestem przekonany, że ministerstwo przemysłu i handlu oraz czeski rząd zrobią wszystko, żeby do takiej sytuacji nie doszło – powiedział w rozmowie z publiczną Telewizją Czeską.

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat