Cyfrowa rewolucja w niemieckich miastach i gminach | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 11.08.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Cyfrowa rewolucja w niemieckich miastach i gminach

Również lokalni politycy muszą przygotować się na cyfrową transformację, która obejmuje coraz więcej obszarów życia i nie omija nawet wiosek.

Cyfryzacja i sztuczna inteligencja zmienia modele biznesowe

Cyfryzacja i sztuczna inteligencja zmienia modele biznesowe

– Nawet małe słowackie miasteczko informuje tu, że na wielką skalę korzysta z mediów społecznościowych – zdumiewa się w rozmowie z Deutsche Welle Peter Wolfmeyer, przedsiębiorca, nauczyciel uniwersytecki i samorządowiec z niemieckiego Muelheim w Zagłębiu Ruhry. – Z mojej gminy, która liczy 170 tysięcy mieszkańców, tego nie znam. Mamy wprawdzie piękną stronę internetową, stopniowo udostępnia się przez nią usługi dla mieszkańców, ale jest to jeszcze w powijakach – tłumaczy Wolfmeyer. I jak dodaje "miejscowe urzędy prawie nie komunikują się z mieszkańcami za pośrednictwem mediów społecznościowych, a jeśli już, to tylko z młodymi i tylko w pewnych obszarach, takich jak sport".

Tramwaj, który jedzie do góry kołami

– Bergisches Land to region przemysłowy, bardzo ważna lokalizacja dla przemysłu części samochodowych w Niemczech, a także bardzo silny sektor inżynierii mechanicznej – mówi Thomas Laemmer-Gamp z Wuppertalu. Miasto znane jest na świecie dzięki swojej niezwykłej podwieszanej kolei.

– Wuppertal leży w wąskiej dolinie, pośrodku płynie rzeka Wupper. Nie da się tu zbudować ani tramwaju, ani metra. Dlatego w XIX wieku zadecydowano: „Zbudujmy tramwaj jeżdżący nad rzeką do góry kołami!” – wyjaśnia szef zespołu rozwoju gospodarczego w Bergische Struktur- und Wirtschaftsfoerderungsgesellschaft, organizacji wsparcia gospodarczego miast Wuppertal, Remscheid i Solingen, tworzących trójkąt miast regionu Bergisches Land.

Być może to właśnie ten tramwaj jeżdżący do góry kołami przypomina każdego dnia mieszkańcom miasta, co znaczy innowacja. A to jest szczególnie ważne w czasie, gdy – jak twierdzi Laemmer-Gamp – oba filary gospodarcze regionu przeżywają ogromne wstrząsy wywołane boomem technologicznym.

– Mówimy o wykorzystaniu robotyki w inżynierii mechanicznej i o przemyśle motoryzacyjnym oferującym nie tyle więcej samochodów, co nowe technologie związane z jazdą autonomiczną. Mówimy o nowych koncepcjach mobilności. Ludzie kupują mniej aut. Chcą mieć miks składający się z samochodu, transportu publicznego i skutera elektrycznego. Dlatego budujemy cały ekosystem, który zmieni nasz sposób życia i pracy – wyjaśnia ekspert ds. rozwoju gospodarczego w trójkącie miast regionu Bergisches Land.

Szanse i zagrożenia

– Cyfryzacja to także ogromna szansa dla regionów wiejskich – twierdzi z kolei w wywiadzie z Deutsche Welle były wicepremier i minister gospodarki Bawarii Martin Zeil, który w lokalnej polityce spędził 20 lat, zanim przeniósł się do landowego rządu. Był gminnym i powiatowym radnym w okręgu Starnberg, potem burmistrzem Gautingu, leżącego na południe od Monachium.

– Dzisiaj nie ma to już żadnego znaczenia, gdzie pracuję – wyjaśnia. – Oczywiście tylko wtedy, gdy infrastruktura jest w porządku, gdy działają łącza szerokopasmowe, a ja mam łączność ze światem.

Infrastruktura to rzecz niewątpliwie niezbędna, ale nie mniej ważny jest czynnik ludzki.

– To kwestia pokoleniowa i wcale nie pomijam tu siebie – zapewnia Wolfmeyer, który osiągnął już wiek emerytalny, ale nadal pozostaje bardzo aktywny. – W moim wieku nie trzeba już koniecznie myśleć o cyfryzacji. Cieszę się, że radzę sobie ze smartfonem, ale nie ośmieliłbym się forsować tego tematu ani w magistracie, ani w mojej firmie. Ja sam przecież tego nie zrobię – dodaje.

W Niemczech jest to wąskie gardło. – Nie ma dość ludzi, którzy potrafiliby wprowadzić cyfryzację w firmie. Z pewnością podobnie jest w administracji publicznej – mówi partner firmy konsultingowej N3 (N do potęgi 3, gdzie N oznacza zrównoważony rozwój).

Recepty z XIX wieku

Nie wszyscy jednak są przekonani, że nowe technologie to dla nich coś dobrego. – Wielu ludzi się boi: „O, dziś przyjdą roboty, a ja jutro stracę pracę!” Tak nie będzie – zapewnia Laemmer-Gamp. – Tak jak kiedyś stracili pracę woźnice, ale pojawiły się nowe miejsca pracy na stacjach benzynowych, czy w warsztatach samochodowych, tak samo dzieje się dziś. Musimy to ludziom wyjaśniać na przykładzie konkretnych działań i projektów - dodaje.

Na przykład wspierając się bardzo starą historią z początków ery przemysłowej, kiedy industrializacja z regionu Bergisches Land wychodziła na cały kontynent europejski. – Pewien przedsiębiorca z Wuppertalu ukradł w Anglii podręcznik budowy krosien i zbudował je we własnej fabryce w Wuppertalu – mówi Laemmer-Gamp. – To sprawiło, że mógł produkować więcej i stał się bardziej konkurencyjny niż jego rywale. Od tego zaczęła się u nas industrializacja.

Przemysł tekstylny w regionie już nie istnieje. Miejsce zakładów włókienniczych zajęły fabryki samochodów i firmy inżynieryjne. A teraz one znajdują się „pod niesamowitą presją zmian”.

– Cyfryzacja, sztuczna inteligencja zmienią modele biznesowe i wprowadzą na rynek zupełnie nowe produkty – mówi Laemmer-Gamp. Jego zdaniem te procesy są porównywalne z XIX-wieczną industrializacją. – To nie jest to samo, ale dzięki wiedzy z XIX wieku możemy kształtować przyszłość. W trójkącie miast regionu Bergisches Land robimy to już dziś w ramach projektów cyfrowego przemysłu medycznego, autonomicznej jazdy w transporcie publicznym, czy robotyki w przemyśle maszynowym.

System wczesnego ostrzegania dla Europy

Jest i druga strona medalu. Rewolucja cyfrowa rozgrywa się w ramach prawnych, które muszą być stale dostosowywane do zmieniających się warunków. Co jednak nie jest pozbawione ryzyka.

Przykład? W Unii Europejskiej obowiązuje reguła znana jako zasada pomocniczości, która mówi, że problemy należy rozwiązywać na możliwie najniższym poziomie - w społeczności, mieście, regionie.

– Nauczyłem się, że wiele spraw można dużo lepiej załatwić właśnie tam, ponieważ jest się po prostu bliżej ludzi i ich problemów – mówi Martin Zeil, ale jednocześnie przyznaje, że nie zawsze się to udaje. – Dlatego jestem głęboko przekonany, że instytucje europejskie muszą się zreformować. Na szczeblu europejskim regulowanych jest dziś bowiem zbyt wiele drobnych spraw, które można by równie dobrze uregulować regionalnie, czy lokalnie – dodaje były minister gospodarki.

I niekoniecznie ma na myśli osławioną krzywiznę bananów, ale raczej przepisy naruszające zasadę pomocniczości. – Kiedyś istniała dyrektywa europejska mająca na celu ochronę spedytorów przewożących towary np. z Sycylii do Skandynawii. Jej autorzy przeoczyli, że skutkiem stało się obciążenie drobnych przedsiębiorców wykonywaniem niepotrzebnych zapisów, gdy na przykład będą musieli podróżować więcej niż 50 km na swój plac budowy – wyjaśnia Zeil.

Usunięcie tej biurokratycznej przeszkody zajęło kilka lat. – To przywiodło mnie na myśl, że potrzebujemy systemu wczesnego ostrzegania. Zanim wydana zostanie jakaś kolejna regulacja w Europie, należy najpierw sprawdzić, czy jest ona niezbędna i czy nie ma alternatywnego, pomocniczego rozwiązania - mówi bawarski polityk.

Optymizm, otwartość, odwaga

Zeil i inni politycy od lat przyjeżdżają na Europejski Kongres Samorządów do Krakowa. Po pierwsze, aby pokazać siebie i swoje gminy, miasta czy regiony. Ale także, by nawiązać kontakty i nauczyć się czegoś nowego. Oczywiście większość uczestników pochodzi z Polski i sąsiadujących z nią państw.

– To dla mnie coś wyjątkowego, bo nie spotykam tu tych przedstawicieli Europy Zachodniej, na których ciągle natrafiam w Brukseli lub we Frankfurcie. Tutaj jest most na Wschód – zachwyca się Wolfmeyer.

– Mosty są ważne, by się nawzajem rozumieć – mówi Zeil, w którym entuzjazm dla lokalnej polityki pozostał do dziś. – Myślę, że to cudowne być blisko swoich obywateli.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >> 

– Przede wszystkim trzeba być otwartym, inaczej postrzegać rzeczy, odważniej patrzeć w przyszłość – dodaje Laemmer-Gamp. – To jest coś takiego, czego doświadczam dużo bardziej w Europie Wschodniej, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Optymizm, otwartość, odwaga. W Niemczech…, oh! W Niemczech wszystko jest zawsze tak problematyczne. My, Niemcy, skłaniamy się, by we wszystkim upatrywać koniec świata. A tutaj wcale tego nie wiedzę. Wręcz przeciwnie. Uważam to za niezwykle inspirujące.

– Muszę powiedzieć, że jestem trochę zaskoczony, jak mało tu Niemców – mówi jeszcze Wolfmeyer – Nie wiem, dlaczego. Czy nie są zapraszani, czy nie przyjeżdżają? Myślę, że byłoby to interesujące dla obu stron, gdyby ten ich udział mógł się zwiększyć – mówi.

 

 

Redakcja poleca

Reklama