Bruksela bierze pod lupę praworządność w Polsce | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 13.01.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Bruksela bierze pod lupę praworządność w Polsce

KE debatuje na temat praworządności w Polsce. W Brukseli kolegium komisarzy ma ocenić, czy zmiany w ustawach o TK i mediach publicznych godzą w europejskie prawo i wartości. Polsce grozi procedura o łamanie prawa.

Po ogromnej fali krytyki wobec kursu narodowo-konserwatywnego rządu w Warszawie, Komisja Europejska zamierza na cotygodniowym, zamkniętym posiedzeniu przeprowadzić debatę na temat zmian zaprowadzanych w Polsce. Debata będzie miała charakter orientacyjny. Powodem są kontrowersje wokół ustaw o Trybunale Konstytucyjnym oraz radiofonii i telewizji. Zdaniem krytyków ustawa o TK prowadzi do sparaliżowania gremium, a kontrowersyjna ustawa medialna doprowadziła do politycznego uzależnienia publicznych mediów od rządu.

Zapowiedziana debata orientacyjna w kolegium komisarzy może być pierwszym krokiem do uruchomienia procedury kontroli praworządności. Według unijnych źródeł, jest jednak mało prawdopodobne, aby już dzisiaj KE wszczęła jakiekolwiek postępowanie przeciwko Polsce.

Groźba sankcji istnieje

Na spotkaniu w Brukseli kolegium unijnych komisarzy pod przewodnictwem Jeana-Clauda Junckera chce ocenić, czy według dostępnych informacji na temat kontrowersyjnych ustaw istnieją przesłanki, aby uruchomić wobec Polski ustanowiony przez KE w marcu 2014 mechanizm wspierający przestrzeganie praw podstawowych. Celem procedury jest zapobieganie systemowym zagrożeniom dla państwa prawa krajów członkowskich UE.

Polen Warschau Parlament Jaroslaw Kaczynski

Nowy rząd realizuje kontrowersyjny program reform Jarosława Kaczyńskiego i ryzykuje konsekwencje dla Polski

Zastosowanie tej procedury oznaczałoby groźbę sankcji, np. odebranie Polsce prawa głosu w Radzie UE. Do wprowadzenia takiej procedury doszło przed dwoma laty m.in. w wyniku rozwoju sytuacji politycznej na Węgrzech oraz w Rumunii, jak również po deportacji grupy Romów z Francji.

Trzy etapy przed odpaleniem "bomby atomowej"

Uruchomienie nadzoru w ramach reagowania na zagrożenia dla państwa prawa jest żmudne i długotrwałe. Proces ten składa się z trzech etapów. Ostatni to odebranie prawa głosu w Radzie UE w unijnym żargonie nazywane jest uruchomieniem bomby atomowej.

Najpierw KE ocenia, czy istnieją "wyraźne oznaki wskazujące na systemowe zagrożenie praworządności w państwie". W takim przypadku Bruksela rozpoczęłaby dialog z Polską. Na tym etapie przewidziane jest m.in. wysłanie do Warszawy "uzasadnionej opinii", która jest ostrzeżeniem ze strony Brukseli. Polski rząd będzie mógł ustosunkować się do niej i przedstawić swoje uwagi.

Jeżeli to nie rozwiałoby wątpliwości KE odnośnie zagrożeń dla państwa prawa w kolejnym kroku Komisja publikuje "zalecenia ws. państwa prawa" oraz wyznacza termin do rozwiązania wskazanych problemów.

W trzecim etapie Bruksela monitoruje, czy kraj zastosował się do zaleceń i podjął działania w wyznaczonym terminie. Jeśli tak się nie stało, wówczas może zostać oficjalnie uruchomiony mechanizm przewidziany w art. 7 Traktatu o UE. KE może zwrócić się do Rady Europejskiej o stwierdzenie "ciężkiego i trwałego naruszania fundamentalnych wartości europejskich" i ograniczyć podstawowe prawa kraju członkowskiego, jak np. prawo głosu. w RE. Poza Komisją Europejską z takim wnioskiem może też wystąpić niezależnie PE lub jedna trzecia państw członkowskich.

Strachy na lachy?

W przeszłości Bruksela groziła już takimi konsekwencjami Węgrom oraz Rumunii, po tym jak ich rządy próbowały ograniczać niezawisłość sądów. Jak na razie skończyło się jednak na groźbach. Mechanizm nigdy nie został ostatecznie uruchomiony.

Jednym z powodów utrudniających jego zastosowanie, jest konieczna jednomyślność komisarzy państw członkowskich. W przypadku Polski Węgry już sygnalizowały, że nie zamierzają wspierać sankcji wobec polskiego rządu. Gdyby KE udało się jednak podjąć działania w tym celu, Polska byłaby pierwszym w historii państwem objętym nową procedurą w obronie praworządności.

Nie tylko KE zaniepokojona

Za najbardziej kontrowersyjne punkty uchodzi reforma Trybunału Konstytucyjnego oraz nowelizacja ustawy o mediach publicznych w Polsce. W pierwszym przypadku krytycy zarzucają rządowi RP, że narusza trójpodział władzy w państwie. Jeżeli chodzi o zmiany w ustawie medialnej, zarzut dotyczy ograniczenia wolności mediów poprzez obsadzenie kierowniczych stanowisk PR i TVP ludźmi powiązanymi z rządem.

Kontrowersjami wokół polskich ustaw ma się zająć nie tylko Komisja Europejska, lecz również Rada Europy. O to poprosił kilka tygodni temu polski MSZ, który zwrócił się o ocenę przez tzw. Komisję Wenecką ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Również Parlament Europejski zamierza w najbliższym czasie (19.01.2016) poświęcić Polsce debatę plenarną.

Szef KE Jean-Claude Juncker zapowiedział, że nie chciałby, aby w przypadku Polski konieczne były konsekwencje i podkreślił, że "Unii zależy na przyjaznych i dobrych relacjach z Polską". - Nie sądzę, abyśmy zaszli tak daleko - powiedział w odniesieniu do Art. 7 Traktatu UE.

Polen Demonstration vor dem Parlament in Warschau

Demonstracje ruchu KOD

Reporterzy bez Granic apelują do Brukseli

Tymczasem w przededniu debaty do KE zwrócili się w otwartym liście Reporterzy bez Granic. Międzynarodowa organizacja dziennikarska zaapelowała do UE o "zdecydowane potępienie ograniczeń wolności mediów w Polsce i zobowiązanie rządu do zachowania europejskich standardów". - Gdyby w Niemczech obowiązywały takie ustawy, jak obecnie w Polsce, wówczas minister finansów Schaeuble mógłby w każdej chwili zwalniać prezesów rozgłośni publicznych i mianować na ich miejsce własnych ludzi - skomentował sprawę w poniedziałek w Berlinie kierownik organizacji Christian Mihr. Zdaniem Reporterów bez Granic nowa ustawa medialna "godzi w europejskie wartości".

Róża Romaniec, Berlin