1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Brexit. Unia czeka na sobotnie głosowanie Izby Gmin

17 października 2019

Jedno wielkie i dwa mniejsze ustępstwa Borisa Johnsona umożliwiły brexitowy kompromis z Brukselą. Szczyt UE, po myśli brytyjskiego premiera, wstrzymał się od rozmów o odraczaniu rozwodu, by zwiększyć presję na Izbę Gmin.

https://p.dw.com/p/3RTJ8
Premier Wlk. Brytanii Boris Johnson podczas szczytu UE w Brukseli
Premier Wlk. Brytanii Boris Johnson podczas szczytu UE w BrukseliZdjęcie: Getty Images/AFP/K. Tribouillard

Unijni przywódcy na szczycie UE zatwierdzili w czwartek wieczorem kompromis nt. umowy o wyjściu Brytyjczyków z UE, który przed południem ogłosił Boris Johnson i szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Szkopuł w tym, że partia północnoirlandzkich unionistów (DUP), która w parlamencie wspiera rząd Johnsona, jest przeciw jego najnowszym ustępstwom wobec Brukseli. - Nie jestem ekspertem od Izby Gmin. Nikt na świecie nie wie, jakie będą ostateczne decyzje. Ale Boris Johnson daje głowę, że przeprowadzi tę umowę przez swój parlament. To jego zadanie – powiedział Donald Tusk, szef Rady Europejskiej. Werdykt nadejdzie już w tę sobotę, kiedy brytyjski parlament ma głosować nad umową brexitową.

- Chcę wierzyć, że premier Johnson uzyska większość parlamentarną na rzecz tej umowy – tak ze sporą ostrożnością mówił dziś tuż przed szczytem prezydent Francji Emmanuel Macron. Mateusz Morawiecki uznał ugodę za „ogromny sukces polskiej dyplomacji”. A Angela Merkel wymigiwała się od pytań, co będzie, jeśli Izba Gmin odrzuci umowę (a jest spore ryzyko). – To dobra umowa. Na szczycie na tym się skupialiśmy – przekonywała.

„Bezpiecznik” na zawsze?

Nowa ugoda nie zmienia nic w kwestii – wynegocjowanych już przed rokiem – gwarancji pobrexitowych praw Polaków (i innych obywateli UE) mieszkających i pracujących w Wlk. Brytanii, a także stopniowych – obejmujących około 40-50 mld euro - rozliczeń Londynu wobec budżetu UE. Negocjacje od początku roku dotyczyły bowiem tylko pytania, jak uniknąć pobrexitowego odtworzenia kontroli granicznych między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. To z tego powodu Izba Gmin trzy razy odrzucała umowę brexitową, a Unia na prośbę Londynu dwa razy odraczała brexit, do którego miało dojść już w marcu.

Negocjatorzy Johnsona zgodzili się dziś na rozwiązania bardzo podobne do proponowanych przez Unię już w 2017 r., lecz odrzucone wówczas przez rząd May. Bruksela zaproponowała potem Brytyjczykom nową – i gorszą dla Unii - formę irlandzkiego „bezpiecznika” z unią celną między Londynem i UE. Ale okazało się, że Johnson wojujący wcześniej z „bezpiecznikiem” pod hasłami obrony suwerenności, zgodził się na jego pierwotną formę. Tyle, że dziś zrezygnowano z nazwy „bezpiecznik” (a zatem i z jego teoretycznej tymczasowości) i dodano parę trików prawnych, które brytyjski premier nazywa teraz wielkim sukcesem.

Pobrexitowa Irlandia Płn. będzie - w myśl dzisiejszej ugody – wyodrębniona pod względem prawnym z reszty Wlk. Brytanii, bo kontrole celne i dotyczące standardów towarów będą przeprowadzane nie na granicy międzyirlandzkiej, lecz „na Morzu Irlandzkim”, czyli w brytyjskich portach przy przeprawie na wyspę irlandzką z głównej izby brytyjskiej. Cała wyspa irlandzka będzie objęta zasadami unijnego rynku wewnętrznego pod względem swobody przepływu ludzi i towarów, czyli Irlandia Płn. będzie w niektórych kwestiach gospodarczych podporządkowana jurysdykcji unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Pomimo granicy celnej na morzu Irlandia Płn. – to osłoda dla Johnsona - pozostanie teoretycznie we wspólnym obszarze celnym z resztą kraju m.in. dzięki refundacjom ceł unijnych dla przedsiębiorców północnoirlandzkich.

Do powyższego ustępstwa Johnson – ku oburzeniu DUP – dorzucił kolejne mniejsze kosztem Belfastu. Politycy DUP liczyli na prawo twardego weta władz Irlandii Płn. wobec granicy na Morzu Irlandzkim, ale w dzisiejszej ugodzie dostali tylko bardzo rozwodniony mechanizm sprzeciwu, który może być uruchomiony około 2024 r. To wprowadza swego rodzaju niepewność co do ustaleń granicznych, ale ryzyko ich przekreślenia jest znikome.

Co z Singapurem nad Tamizą?

Boris Johnson kusił Brytyjczyków – sprzeczną z planami Theresy May – wizją bardzo poluzowanych relacji z Unią, z którą Londyn mógłby konkurować gospodarczo za sprawą osłabionych (i bliższych USA) regulacji m.in. co do warunków pracy, podatków, wymogów środowiskowych. Takie plany „Singapuru nad Tamizą”, których dość mocno obawiała się Bruksela, przeszkadzałyby w gładkim działaniu rozwiązań granicznych dla Irlandii. Ale Johnson – to dziś jego trzecie ustępstwo – zgodził się na zapisy w „deklaracji politycznej” nieco w duchu Teresy May. Londyn i Unia mają dążyć do zawarcia pobrexitowej umowy o wolnym handlu bez ceł, bez limitów eksportowych i z zachowaniem „równych zasad gry” konkurencyjnej.

Dołączona do umowy brexitowej „deklaracja polityczna” nie ma mocy prawnej, ale po stronie brytyjskiej – tak już dawno zdecydowała Izba Gmin – podlega zatwierdzeniu przez parlament. Unia nie będzie mogła powstrzymać Brytyjczyków od wycofania się z „równych zasad gry”, ale być może będzie je chronić brytyjski parlament, a w nim m.in. lewica wcześniej zaniepokojona ryzykiem odchodzenia od unijnego poziomu ochrony pracowniczej. Umowa o wolnym handlu ma być wynegocjowana w pobrexitowym „okresie przejściowym” (do 2020 r. z możliwością przedłużenie do 2022 r.), podczas którego Brytyjczycy funkcjonowaliby w Unii na obecnych zasadach ale bez prawa głosu w instytucjach UE.

Johnson prosił dziś innych przywódców Unii, by nie zaczynali rozmów o odraczaniu brexitu, które mogłyby dać posłom w Izbie Gmin pretekst do uchylenia się od decyzji już w tę sobotę. Jednak jeśli będzie zgoda brytyjskiego parlamentu, to być może okaże się potrzebne krótkie odroczenie brexitu na dokończenie ratyfikacji. A jeśli Johnson przegra głosowanie, to groźba kosztownego brexitu bez umowy otworzy temat większego odroczenia rozwodu.