Bliski Wschód: Nowa wojna trzydziestoletnia? [KOMENTARZ] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 15.06.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Bliski Wschód: Nowa wojna trzydziestoletnia? [KOMENTARZ]

Przywódcy ISIS mogą zamienić cały Bliski Wschód w arenę wieloletniej wojny religijnej , twierdzi redaktor naczelny DW Alexander Kudascheff. Bezpieczeństwo Izraela jest bardziej niepewne niż kiedykolwiek przedtem

Alexander Kudascheff

Alexander Kudascheff

Fakty i liczby są w najwyższym stopniu niepokojące: 10 000 ludzi, 10 000 uzbrojonych i zdeterminowanych dżihadystów z sunnickiej organizacji terrorystycznej Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (ISIS) posuwa się w kierunku Bagdadu. Chcą opanować stolicę Iraku, przepędzić z niej prezydenta Nuriego al-Malikiego i położyć w ten sposób kres szyickim rządom w tym kraju. Chcą zmienić cały porządek polityczny na Bliskim Wschodzie, zlikwidować państwa narodowe w tym regionie i ustanowić na ich miejscu "ummę", czyli wspólnotę islamską, w której jedynym prawem będą przepisy szariatu.

Czy Bliskiemu Wschodowi grozi wojna trzydziestoletnia?

Dżihad, utożsamiany w tradycji europejskiej ze "świętą wojną", ma wielu zwolenników. Zarówno w Syrii jak i samym Iraku, gdzie bojownicy ISIS opanowali już całe połacie kraju. Lider ISIS, Abu Bakr al-Baghdadi, stanowi wyzwanie nie tylko dla prezydenta Nuriego al-Malikiego w Bagdadzie. To człowiek gorowy podpalić cały Bliski Wschód i zamienić go w arenę wieloletniej wojny religijnej między sunnitami i szyitami.

W tej sytuacji nie dziwi, że Iran gotowy jest przyjść z pomocą szyickim braciom w wierze w Iraku i, wbrew swej całej dotychczasowej polityce zagranicznej, przynajmniej retorycznie, zawrzeć sojusz z USA. Ale prezydent Barack Obama wciąż się waha i ociąga i, na razie przynajmniej, nie powiedział ani nie uczynił niczego, co świadczyłoby o jego woli udzielenia wsparcia zagrożonemu prezydentowi Iraku.

Szyicka oś, czyli wiele pytań i niewiadomych

Dla Iranu pomoc dla szyickich władz w Bagdadzie jest sprawą oczywistą. Dotyczy bowiem najważniejszych interesów politycznych tego państwa. Z tego samego powodu Iran wspierał i wspiera nadal syryjskiego prezydenta Baszszara al-Asada, nie mówiąc o poparciu dla szyickiej milicji Hezbollah w Libanie. Iran jest żywotnie zainteresowany utrzymaniem silnej, szyickiej osi, na którą - obok niego - składa się organizacja Hezbollah, Syria i Irak. W ten sposób może być bowiem pewny utrzymania swych wpływów. Pytanie: w jakim stopniu Iran jest gotowy zaangażować się w Iraku? Pytanie ważne i uzasadnione, ponieważ dla tego państwa ajatollahów i mułłów pomoc dla szyitów w Iraku jest sprawą honoru i wiary. A także powodem do przystąpienia do kolejnej, świętej wojny.

Wojna, ale inna, bo domowa, trwa od 2011 roku w Syrii. Prezydent al-Asad walczy w niej z opozycją, ale tworzące ją ugrupowania walczą też między sobą. Właśnie w Syrii urosła w siłę organizacja Islamskie Pażńtwo w Iraku i Lewnacie (ISIS), której radykalizm i okrucieństwo przewyższa nawet ten spod znaku Al-Ka'idy. Dotychczasowy bilans tej wojny to prawie 200 000 zabitych i milionowa rzesza uchodźców. Prezydent al-Asad wciąż utrzymuje się u władzy i liczy na pokonanie swych przeciwników. W rezultacie rozlew krwi w Syrii trwa nadal.

Ale na tym nie koniec. Kurdowie na północy Iraku czują się coraz silniejsi i nie boją się terrrystów z ISIS. Ich siła militarna i ponownie ożywione i wzmocnione poczucie tożsamości politycznej niepokoi turecki rząd w Ankarze, która spogląda też z rosnącym niepokojem na to, co się dzieje po drugiej stronie jej granicy z Syrią. W Jordanii, obciążonej od dziesięcioleci problemem uchodźców palestyńskich, jest coraz więcej uchodźców z Syrii. Jeszcze więcej jest ich tylko w chwiejnym politycznie Libanie, ale dziś nikt na dobrą sprawę nie wie, jak dalece stabilne politycznie jest Haszymidzkie Królestwo Jordanii.

Arabskie sny o potędze

I wreszcie mamy także Arabię Saudyjską. Największego i najważniejszego rywala Iranu nad Zatoką Perską w walce o przywództwo polityczne i rząd dusz na Bliskim Wschodzie. To tu mieszczą się dwa najważniejsze i najświętsze dla muzułmanów miasta: Mekka i Medyna. Arabia Saudyjska opiera się na fundamentalnej ideologii wahhabizmu i jest państwem wyznaniowym. Dodajmy - bardzo bogatym. Ma dość pieniędzy aby finansować świętą misję islamu na całym świecie i wspomagać nimi najrozmaitsze ugrupowania, wśród których nie brakuje też najzwyklejszych band terrorystycznych.

Temu królestwu można śmiało zarzucić uprawianie podwójnej moralności. Z jednej strony Saudyjczycy boją się dżihadystów, z drugiej zaś w znacznym stopniu finansują ten ruch w nadziei, że z wdzięczności za pomoc nie zwróci się przeciwko dynastii saudów. Cały jednak szkopuł w tym, że niekwestionowany przywódca Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie Abu Bakr al-Baghdadi marzy o kalifacie obejmującym nie tylko Syrię i Irak, ale także Liban i - uwaga! - Arabię saudyjską, jako krainę, z której wywodzi się prorok Mahomet.

Nawet jeśli dżihadyści z ISIS nie podbiją Iraku, nie mówiąc o innych państwach, nawet jeśli zostaną pobici w otwartym polu przez irackie wojska rządowe wspomagane przez szyickich ochotników, to ich ofensywa zostanie powstrzymana tylko na chwilę. Wojna w Iraku, walka o opanowanie Bagdadu zapowiada nową wojnę wyznaniową między sunnitami i szyitami. Cały Bliski Wschód stoi w obliczu własnej wojny trzydziestoletniej, a pozycja i bezpieczeństwo Izraela są bardziej niepewne niż kiedykolwiek przedtem. W tej sytaucji Zachód nie może zachować biernej postawy.

Ałlexander Kudascheff / Andrzej Pawlak

red. odp.: Barbara Cöllen