Biedni posłowie: zalatani, przemęczeni i niewyspani | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 01.12.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Biedni posłowie: zalatani, przemęczeni i niewyspani

Posłowie się "nie wyrabiają". Mają tyle na głowie, że na pracę nie starcza im czasu.

Rzut oka na terminarz dowolnego posła do Bundestagu przyprawia o ból głowy: gdyby któryś z nich chciał wziąć udział w każdym spotkaniu swojej komisji parlamentarnej i przeczytać dokładnie każdy dokument ze sterty akt, pietrzących się na jego biurku, ich dzień pracy musiałby liczyć przynajmniej 48 godzin.

Przemęczeni i niewyspani

Posłowie do Bundestagu mają obowiązek uczestniczyć osobiście w posiedzeniach plenarnych, na którym głosuje się nad projektami ustaw. Przedtem jednak należałoby się z nimi dokładnie zapoznać, a na to już nie ma czasu.

SPD Abgeordneter Marco Bülow

Marco Bülow

"Mój typowy dzień pracy trwa z reguły od 12 do 16 godzin" - mówi Marco Bülow, który od dziesięciu lat zasiada w Bundestagu z ramienia SPD. Nowe ustawy uchwalane są w coraz szybszym tempie i nie ma praktycznie możliwości aby gruntownie zapoznać się z ich treścią. Podczas ostatniej kadencji Bundestagu ilość inicjatyw ustawodawczych wyniosła około tysiąca, a związana z nimi dokumentacja objęła prawie czternaście tysięcy różnych druków i dokumentów.

"Kto twierdzi, że się z nimi wszystkimi zapoznał, ten po prostu kłamie" - twierdzi Bülow i pokazuje na stół, na którym leżą materiały związane z kolejnym posiedzeniem Bundestagu. Stół liczy dziesięć metrów długości, a wyłożone dokumenty zajmują jego całą długość.

Jesteśmy potakiwaczami

O swoich problemach w pracy poseł Bülow napisał ostatnio książkę pod wymownym tytułem "My, potakiwacze". Powiedział w niej to wszystko, o czym wielu jego kolegów myśli po cichu. Główna teza książki jest równie prosta, co w najwyższym stopniu niepokojąca: obecny system pracy nad ustawami wymusza rozwiązania mające niewiele wspólnego z wymogami demokracji parlamentarnej i sprzyja powstawaniu błędów, które obniżają jakość prawa.

Główna część pracy nad ustawami toczy się w komisjach. Cały szkopuł jednak w tym, że zasiadają w nich zalatani, przemęczeni i niewyspani posłowie, rzadko kiedy dobrze orientujący się w ich materii, bo nie są specjalistami od - powiedzmy - energetyki solarnej, finansów międzynarodowych, budownictwa energooszczędnego czy utylizacji odpadów radioaktywnych.

Deutschland Finanzkrise Hilfe für Griechenland Abstimmung Bundestag in Berlin

Ilu posłów, głosujących wczoraj (30.11) na pakietem pomocowym dla Grecji, wiedziało o co w nim chodzi?

No to co? Można przecież poprosić o radę ekspertów, powie ktoś. Owszem, można. Ale na rozmowę z nimi lub uważne przeczytanie sporządzonej przez nich ekspertyzy też potrzeba czasu. A tego posłowie nie mają, ponieważ właśnie mają na karku kolejne spotkanie z wyborcami, gośćmi z zagranicy; spieszą się na wywiad w radiu czy w telewizji lub ważną konferencję prasową albo przygotowują przysłowiowy "wyjazd w teren".

Eksperci i lobbyści

Podstawowy problem z ekspertami polega na tym, że choć dobrze znają się na rzeczy to bynajmniej nie są bezstronni. Przeciwnie. Coraz częściej są opłacani bezpośrednio przez przemysł lub różne organizacje i de facto reprezentują ich interesy, a nie wyborców. Tacy eksperci niczym się w zasadzie nie różnią od oficjalnych i nie oficjalnych lobbystów, starających się przekonać posłów i polityków do korzystnej dla nich zmiany przepisów.

abgeordnetenwatch.de Gregor Hackmack

Gregor Hackmack

Gregor Hackmack, rzecznik organizacji "abgeordneterwatch.de", uważnie obserwującej pracę posłów do Bundestagu, potwierdza wszystkie uwagi cytowanego wyżej posła Marco Bülowa. "W praktyce - mówi Hackmann - w materii ustawy naprawdę dobrze orientuje się tylko przewodniczący danej komisji parlamentarnej oraz ci posłowie z każdej partii, którzy ją referują". A więc raptem zaledwie kilka osób nie licząc ekspertów, których często można podejrzewać o lobbing. Pozostali im tylko przytakują z mądrą miną.

W rezultacie proces decyzyjny w sprawach dotyczących milionów obywateli obejmuje coraz mniejszą grupę posłów. Mało kto wie, że jest on obecnie zalegalizowany w formie tak zwanego "pairingu", to jest podejmowania decyzji przez grupę, dajmy na to, 25 posłów-fachowców, zamiast wszystkich posłów do Bundestagu, w którym zasiada 620 deputowanych. Jedyny warunek, który taka grupa musi spełnić, polega na tym, żeby wszystkie partie były w niej reprezentowane w takim samym stosunku jak w całym Bundestagu.

Czy to się może zmienić? Na razie nic na to nie wskazuje. Spraw wymagających pilnie rozpatrzenia wciąż przybywa, a doba nadal liczy 24 godziny. Poseł Marco Bülow znalazł własne rozwiązanie tego problemu i coraz częściej głosuje na "nie". Ciekawe czy i jak mu to pomoże w dalszej karierze...

Wolfgang Dick / Andrzej Pawlak

red.odp.: Alexandra Jarecka