Autor bestsellerów: Pisanie to pragnienie doświadczenia kilku istnień | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 23.06.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Autor bestsellerów: Pisanie to pragnienie doświadczenia kilku istnień

Monika Skarżyńska rozmawia z Bernhardem Schlinkiem, autorem powieści "Olga", która ukazała się także po polsku.

Bernhard Schlink (Alberto Venzago/Diogenes Verlag)

Bernhard Schlink

Deutsche Welle: W wielkiej powieści „Doktor Faustus” Tomasza Manna samotność głównego bohatera symbolizuje również samotność Niemiec, zamknięcie się w micie samowystarczalności.W Pana najnowszej powieści pt. „Olga” pojawia się nieco prostszy, ale podobny sposób rozumowania. „Niemcy – jak czytamy w książce – przez długi czas mieli swoją ojczyznętylko w fantazji (…). Kiedy Bismarck stworzył im wreszcie ojczyznę, przyzwyczaili się do fantazjowania. I nie mogą tego zaprzestać”. Zdaniem Olgi Niemcy uwielbiają próżnię. Podziela Pan to zdanie?

Bernhard Schlink: Teza Olgi wypływa z utworu „Heimat” Heinricha Heinego. Pisze on, że Niemcy mają swoją ojczyznę nie na ziemi, lecz w niebie. Być może. Nie potrafię powiedzieć. Należałoby przeprowadzić serię badań społeczno-historycznych nt. mentalności, aby zweryfikować tę tezę. Ma coś w sobie, ale nie wiem, czy jest prawdziwa.

Tylko Grass i Schlink? Niemiecka literatura na polskim rynku księgarskim

DW: „Olgę”, która ukazała się ostatnio również po polsku, napisał Pan z kobiecej perspektywy. Czy było Panu łatwo wczuć się w tę rolę?

Nadawcą listów składających się na ostatnią część jest tytułowa bohaterka. W pierwszej części występuje narrator wszechwiedzący. Z kolei w drugiej pojawia się Ferdinand, w którego domu rodzinnym –jako szwaczka – pracuje Olga.

DW: Kto opowiada zatem o Oldze w pierwszej części powieści?

Ferdinand, ale nie dochodzi tu jeszcze do spotkania bohatera z tytułową postacią. Dopiero w drugiej części poznajemy okoliczności poznania Olgi przez Ferdinanda. Muszę przyznać, że z przyjemnością pisałem powieściowe listy. W ogóle bardzo lubię przytaczać listy, ale wcielenie się w postać kobiety było dla mnie nie lada wyzwaniem. Wyzwaniem, które sprawiło mi wiele przyjemności.

DW: Książka składa się z trzech części. Czy powstawały w porządku chronologicznym? Której części poświęcił Pan najwięcej czasu?

Tak, poszczególne części powstawały kolejno po sobie. Chciałem, by książka umożliwiła stopniowe zbliżanie się do tytułowej bohaterki. W rozdziale pierwszym mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym. Druga część to osobiste spotkanie Ferdinanda z Olgą. Trzeci rozdział poświęciłem Oldze. Pomysł zagłębiania się w historię bohaterki przyświecał mi od samego początku.  

DW: Jaką rolę odgrywa w powieści Ferdinand?

Jest kronikarzem. Świadomy swojej przeciętności, spełnia się jednocześnie w pisaniu o wyjątkowej kobiecie. To droga kronikarza obrana samodzielnie i w zgodzie z własnym sumieniem.

DW: Z wykształcenia jest Pan prawnikiem. Jest to zawód, który cechuje dokładność i dbałość o każdy szczegół. Czy zna Pan miejsca, o których pisze Pan w powieści?

Byłem zarówno w Tromsø jak i w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej, czyli w Namibii. Znalazłem się tam, gdy istniała już większość książki. Wynikało to bardziej z potrzeby upewnienia się co do własnego wyobrażenia, niż poszukiwania pomysłu. Kwerenda zawsze wymaga osobistego udziału. Pociechą był dla mnie „Spartakus” Koestlera. Research autora trwał rok. Po wizycie w miejscu akcji, autor powieści zmienił może dwa zdania. Czasem wydaje się, że kwerenda trwa za długo. Nie można jednak pisać dobrze i uczciwie bez potrzebnych materiałów.

DW: Czy te podróże utwierdziły Pana w przekonaniu czy też sprawiły, że zmienił Pan koncepcję?

Podróż pozwoliła mi zrozumieć, czym jest miłość do pustyni, do dali, do niebytu, do czegoś nihilistycznego. Pobyt w Namibii uzmysłowił mi, że pustynia ma siłę przyciągania. Od gorącego, piaszczystego lądu, przez pofalowane wydmy dochodzące do wysokości 300 m, po skaliste wyżyny aż do oceanu. Oczywiście, można sobie wszystko wyobrazić, ale zobaczyć to na własne oczy? Nie do przecenienia.

Prezentację Olgi w Instytucie Goethego w Warszawie i rozmowę z autorem prowadziła Sylwia Chutnik

Prezentację "Olgi" w Instytucie Goethego w Warszawie i rozmowę z autorem prowadziła Sylwia Chutnik

DW: Czy postać Olgi wzorowana jest na konkretnej osobie?

Nie, nie jest, ale kobiety z generacji Olgi odegrały ogromną rolę w moim dzieciństwie. Mam tu na myśli obydwie babcie i starsze ciocie. Opiekowały się mną, kiedy mama nie miała czasu. W trakcie mojej profesury odkryłem taką przyjazną duszę również w osobie mojej sekretarki. Te kobiety musiały żyć poniżej swoich kwalifikacji. Los Olgi ma wiele wspólnego z ich życiem, ale żadnej z nich nie można utożsamiać z bohaterką powieści.   

DW: Olga była nauczycielką w szkole podstawowej. Pan, zdaje się, też chciał zostać nauczycielem?

To były dziecięce fantazje (uśmiech). Miałem kilkoro bardzo dobrych nauczycieli, którzy wywarli na mnie ogromne wrażenie. Sądziłem, że to piękny zawód. Moja ukochana ciocia była nauczycielką w podstawówce. Nigdy nie wyszła za mąż. Mieszkałem u niej w latach 70., kiedy pracowałem jako asystent naukowy na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Bielefeld. Należała do kobiet, które postawiły na swoim i utrzymały się w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Wspomniałem o cioci podczas spotkania autorskiego zorganizowanego w maju w bibliotece uniwersyteckiej w Bielefeld. W trakcie podpisywania książki podeszła do mnie starsza pani i powiedziała: „Miałam szczęście być uczennicą Pana cioci”.  

DW: Jest Pan prawnikiem i profesorem prawa, a jednocześnie pisze Pan powieści, opowiadania itp. Już w wieku ośmiu lat w dramacie „Bratobójstwo” opisał Pan swoją sprzeczkę z bratem Wilhelmem.

Przez długi czas pisałem o kwestiach prawnych. Radość pisania wynikała też z działalności naukowej czy eseistycznej, ale czegoś mi brakowało. Na początku nie wiedziałem, czego. Gdy odkryłem beletrystykę, zrozumiałem, w czym tkwił cały szkopuł.  

DW: Powróćmy na chwilę do kobiet żyjących poniżej swoich możliwości. Czy książka stanowi jakiś wkład w walkę o prawa kobiet?

Powieść nie jest przyczynkiem do feminizmu. Nie piszę moich książek z zamiarem uwydatnienia jakiegoś problemu albo pouczenia kogoś. Opowiadam historie, które zaprzątają moje myśli.

DW: Pozwala Pan opisać swojej bohaterce, czym jest tęsknota: „Czasami jest jak przedmiot, którego nie można nie dostrzegać ani przesunąć, który często zagradza drogę, ale należy do pokoju...”. Za czym Pan tęskni?

W przeciwieństwie do Olgi, mam to szczęście, że nie straciłem ukochanej osoby. Jest mi obca tęsknota bohaterki. Jej życie jest w pewnym stopniu niespełnione ze względu na ciągłe odczuwanie tej tęsknoty.

DW: Napisał Pan, że pisanie zaspokaja tęsknotę za innym życiem. Mógłby Pan rozwinąć tę myśl?

Z pisaniem jest tak samo jak z czytaniem. Dlaczego Pani czyta? Ponieważ nie chce Pani żyć tylko własnym życiem. Podobnie jest z pisaniem. To pragnienie doświadczenia kilku istnień. Pisanie oznacza świat, ludzi, życie, pracę. Istnieją postaci literackie, które są dla człowieka równie ważne jak przyjaciel lub znajomy. I za każdym razem, gdy kończę pracę nad książką, nie jest mi łatwo. W pisaniu jest też moment ucieczki od świata do czegoś, za czym się tęskni. Ale to inna tęsknota niż ta odczuwana przez Olgę. Moja bohaterka byłaby kimś innym, gdyby nie rozłąka z mężczyzną, którego kochała. Przecież chciała studiować na uniwersytecie. Pewnie prowadziłaby zupełnie inne życie.

 

rozmawiała Monika Skarżyńska

Bernhard Schlink - niemiecki profesor nauk prawnych oraz powieściopisarz, autor m.in.  bestsellera "Lektor" ("Der Vorleser"), przełożonego na 39 języków. 

Redakcja poleca

Reklama