Amerykańskie bazy podrożeją? Nowy pomysł Trumpa | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 13.03.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Amerykańskie bazy podrożeją? Nowy pomysł Trumpa

Prezydent USA chce przerzucić koszty stacjonowania żołnierzy USA na kraje przyjmujące. Mowa jest też o dodatkowej opłacie za amerykańską obecność.

Amerykańscy żołnierze stacjonują w ponad 160 krajach na całym świecie. Ich liczba przekracza 170 tysięcy. To mnie więcej tyle, ilu żołnierzy ma cała Bundeswehra.

Stanom Zjednoczonym nie chodzi tylko o forsowanie własnych interesów. Chodzi też o ochronę partnerów – głównie tych z NATO. Przez całe dekady sojusznicy mogli polegać na amerykańskim wsparciu. Ale odkąd prezydentem został Donald Trump, nie jest to już takie oczywiste.

Żołnierze USA jak przywilej

Trump stawia bowiem warunek. Amerykańska ochrona w zamian za większe wydatki obronność. Nowy plan analizowany w Białym Domu pokazuje, że prezydent USA podchodzi do tej sprawy bardzo poważnie. Agencja Bloomberg podała ostatnio, że Waszyngton rozważa wprowadzenie zasady „Cost Plus 50”, po polsku koszty plus 50 procent. Kraje, w których stacjonują amerykańscy żołnierze, miałyby pokrywać wszystkie koszty ich utrzymania, a do tego dorzucić jeszcze 50 procent. Miałby to być zapłata za przywilej goszczenia Amerykanów.

Jak na razie to tylko opcja dyskutowana w otoczeniu amerykańskiego prezydenta – pisze Bloomberg. Żadna decyzja jeszcze nie zapadła. Pomysł już budzi jednak kontrowersje w Pentagonie i wśród amerykańskich przywódców.

Krytykuje je emerytowany generał Ben Hodges, były dowódca wojsk NATO w Europie. – Kiedy pierwszy raz o tym usłyszałem, byłem zdumiony. To nie mogą być poważne, polityczne rozważania – powiedział Deutsche Welle.

Poligon doświadczalny – Korea Południowa

Ale o tym, że Trump nie żartuje, mogą świadczyć ostatnie negocjacje z Koreą Południową. Kraj ten jest na trzecim miejscu, po Japonii i Niemczech, pod względem liczebności amerykańskich żołnierzy. Stacjonuje ich tam 26 tysięcy. Prezydent USA zażądał od Seulu większych pieniędzy za obecność wojskową. „Chcemy pokrycia kosztów i dodatkowo 50 procent” – miał powiedzieć Koreańczykom. Ostatecznie osiągnięto tymczasowe porozumienie. Korea Płd. zapłaci rocznie prawie 100 milionów dolarów więcej – 924 mln zamiast 830 mln.

- Amerykańscy żołnierze są w Korei Południowej po to, aby chronić ten kraj – mówi Ben Hodges. Jego zdaniem w tym przypadku to w pewnym stopniu zrozumiałe, że Trump domaga się większych pieniędzy. – Ale oddziały rozlokowane w Niemczech, Włoszech, Grecji czy Wielkiej Brytanii służą wspólnemu bezpieczeństwu wszystkich – dodał.

Niemcy: logistyczny węzeł armii USA

Niemcy są dla USA najważniejszym krajem stacjonowania w Europie. Pod koniec ubiegłego roku liczba aktywnych wojskowych amerykańskich w Niemczech wynosiła ok. 35 tys. W Stuttgarcie działają centrale dowództwa armii USA dla zadań w Europie i Afryce. W Ramstein znajduje się europejska centrala amerykańskich sił powietrznych. W Niemczech stacjonuje także piechota morska marines. Tylko amerykańska marynarka wojenna nie ma stałej bazy w Niemczech.

Centrum Medyczne w Landstuhl jest największym szpitalem wojskowym USA poza granicami kraju. Leczono tam m.in. żołnierzy rannych podczas wojny w Iraku. Niedaleko Ramstein Amerykanie budują właśnie drugi szpital, za prawie miliard dolarów.

- Obecność żołnierzy amerykańscy przynosi bardzo małą korzyść Niemcom, ale bardzo dużą korzyść Amerykanom – mówi Thomas Hitschler (SPD) z komisji obrony Bundestagu. Dlatego byłoby nie na miejscu zrzucać koszty na Niemcy. Podobnego zdania jest Ben Hodges. – Leży to w naszym własnym interesie. Tylko tak możemy robić w Afryce, Europie i na Bliskim Wschodzie to, co robić musimy – powiedział.

Niewyobrażalne sumy

Zdaniem Hitschlera plan Trumpa to kolejny wyraz jego agresywnej retoryki zmierzającej do tego, aby w myśl zasady „America First” wynegocjować dla USA najlepszy „deal”. I to nie pierwszy raz kiedy Trump wyciąga do sojuszników rękę po pieniądze. „Przyjrzymy się wszystkim bogatym krajom, które chronimy” – mówił w przemówieniu przed Pentagonem.

Były dowódca sił NATO w Europie gen. Ben Hodges

Były dowódca sił NATO w Europie gen. Ben Hodges

Amerykański przywódca wielokrotnie atakował w tym kontekście Niemcy, które nie wydają na zbrojenia 2 procent swojego PKB, czego domaga się NATO. Generał Ben Hodges przyznaje, że Niemcy powinny robić w tej sprawie więcej. – Ale powinniśmy szukać dróg współpracy z tymi krajami zamiast je upokarzać – mówi.

Hitschler przekonuje zaś, że jeśli zsumuje się wydatki ponoszone przez Niemcy na rzecz bezpieczeństwa na świecie, pomocy rozwojowej czy dyplomacji, to osiąga się poziom zbliżony do 2 procent PKB.

Eksperci z ośrodka Rand Corporation szacują, że Niemcy płacą za amerykańską obecność ok. miliarda dolarów rocznie, co pokrywa ok. 28 proc. kosztów. Gdyby zastosować zasadę „Koszty plus 50” wydatki te wzrosłyby do 4,5 miliarda euro.

Rabat za dobre sprawowanie

Artykuł Bloomberga wspomina też o innym kontrowersyjnym pomyśle. Kraje, prowadzące politykę zgodną z interesami USA, miałyby płacić mniej. Thomas Hitschler uważa, że zagraża to międzynarodowej współpracy. – Nie tak działa wspólna organizacja bezpieczeństwa – mówi i ostrzega, że może to wywołać debaty o stacjonowaniu Amerykanów w Niemczech. – Mogę sobie wyobrazić, że dojdzie do protestów i wyrazów niechęci w społeczeństwie.

Hodges ostrzega z kolei, że może to wywołać reakcję łańcuchową w NATO. „Jeśli USA zaczną wystawiać innym krajom rachunek, mogę sobie wyobrazić, że te odpowiedzą podobnymi roszczeniami. W konsekwencji może dojść do nowej fali działań odwetowych, takich jak w sporze o cła między USA a UE.

Patrick Große, Teri Schultz

Redakcja poleca