Airbus dołuje. Po wypadku w Sewilli także Bundeswehra poczeka na swoje ″Atlasy″ | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 11.05.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Airbus dołuje. Po wypadku w Sewilli także Bundeswehra poczeka na swoje "Atlasy"

Po katastrofie w Sewilli akcje koncernu Airbusa staniały o ponad 3 procent. Ucierpiał na niej też wielki program ogólnoeuropejskiego transportowca wojskowego. Bundeswehra "uziemiła" swojego jedynego Airbusa A400M.

Spanien Airbus A400M abgestürzt

Airbus A400M "Atlas"

Do katastrofy doszło w sobotę 9 maja. W minutę po starcie o godzinie 13:00 z lotniska w Sewilli piloci zgłosili awarię. Zawiodły silniki. Piloci zaczęli zawracać. Okazało się jednak, że lądowanie na lotnisku jest niemożliwe. W 15 minut po starcie samolot, podchodząc do awaryjnego lądowania w terenie, zawadził o linię elektryczną i uderzył o ziemię z prędkością 173 węzłów, czyli ok. 320 km/h.

Z sześciu członków załogi zginęło czterech, dwóch w stanie ciężkim odwieziono do szpitala. Załogę stanowili hiszpańscy technicy, którzy mieli przeprowadzić ostatni lot próbny samolotu o numerze MSN23 przeznaczonego dla tureckiego lotnictwa wojskowego.

Wielki program i wielkie straty

Spanien Absturz Airbus A400M

Wypalony wrak A440M rozbitego w Sewilli w sobotę 9 maja

W Niemczech i we Francji turbośmigłowe samoloty transportowe A400M mają zastąpić wysłużone Transalle, które latają już od ponad 40 lat i nie odpowiadają dzisiejszym wymaganiom. Jego następca, Airbus A400m tzw. "Atlas", został zaprojektowany jako uniwersalny, wojskowy samolot transportowy zdolny do służby w każdym klimacie i o każdej porze.

Koszt projektu, który od początku boryka się z licznymi trudnościami, to ponad 20 mld euro. W tej chwili jeden samolot kosztuje ponad 160 mld euro. Jest to największy i najdroższy ogólnoeuropejski projekt zbrojeniowy, który realizowany jest już od 1982 roku.

Zamówienia na Airbusa A400 M nadeszły z wielu krajów, z których niektóre (np. Włochy) wycofały się po ujawnieniu problemów z silnikami oraz opóźnień w dostawie maszyn. Niemiecka Luftwaffe otrzymała swój pierwszy egzemplarz A400M dopiero w grudniu ubiegłego roku. Poza Niemcami "Atlasy" trafiły do tej pory do lotnictwa wojskowego Francji, Wielkiej Brytanii, Malezji i Turcji.

Nadzieje nie całkiem pogrzebane?

Republika Federalna zamówiła łącznie 53 samoloty tego typu, łącząc z nimi wielkie nadzieje na odmłodzenie floty wojskowych transportowców, co jest ważne także z uwagi na nową doktrynę Bundeswehry, przewidującą jej zwiększony udział w misjach zagranicznych. Nadzieje się nie spełniły. Pierwszy "Atlas" miał wzbić się w powietrze w 2008 roku, a dostawy seryjnych maszyn rozpoczęły się kilkanaście miesięcy później.

Airbus M 400

Uroczyste przekazanie jednego z "Atlasów" w Sewilli 30 września 2013 roku lotnictwu Wielkiej Brytanii

O ile lot prototypu opóźnił się tylko o rok, o tyle dostawy maszyn seryjnych rozpoczęły się z czteroletnim poślizgiem, bo dopiero w 2013 roku. Na tym jednak kłopoty się nie kończą. W pierwszym niemieckim "Atlasie", dostarczonym w grudniu 2014 roku, wojskowi specjaliści stwierdzili w sumie aż 161 usterek technicznych, z których część podważyła ich zaufanie co do przydatności tego typu dla niemieckiego lotnictwa wojskowego.

A400M miał "potrafić wszystko". Po katastrofie w Sewilli, gdzie samoloty te są montowane i testowane przed wysłaniem do odbiorcy, coraz częściej słychać, że w rzeczywistości "nie potrafią nic" i są równie nietrafionym projektem jak dron Euro Hawk, czy karabinek G36. Nawet, jeżeli to przesada, faktem jest, że Airbus nie ma doświadczeń w projektowaniu i wytwarzaniu samolotów transportowych i ten projekt wyraźnie go przerósł.

Co z tego może teraz wyniknąć?

Jeśli przyczyną rozbicia się "Atlasa" w Sewilli była jakaś poważna usterka silników, nie mówiąc o błędach konstrukcyjnych, które ta katastrofa może jeszcze ujawnić, wtedy Bundeswehra ma naprawdę wielki kłopot. Portal SpiegelOnline donosi o "dużym zaniepokojeniu" wśród odbiorców. Jedyny niemiecki A400M został "uziemiony" do chwili wyjaśnienia przyczyn wypadku na mocy decyzji inspektora Luftwaffe, generała dywizji Karla Müllera.

Taką samą decyzję podjęło lotnictwo wojskowe Wielkiej Brytanii oraz Turcji. W obu tych krajach służą już dwa "Atlasy". Tylko Francja, która eksploatuje najwięcej, bo aż sześć maszyn tego typu na razie się nie martwi. Rzecznik prasowy francuskiego lotnictwa wojskowego Jean-Pascal Breton oświadczył, że "nie widzi obecnie żadnego powodu" do trzymania ich w hangarze. We Francji transportowce spędziły już w powietrzu 1700 godzin i w tym czasie nie pojawiły się "żadne problemy".

Na wtorek 12 maja koncern Airbusa zapowiedział start A400M z lotniska w Tuluzie. Dopóki nie okaże się, z jakichś powodów dalsze testy samolotu są niemożliwe, będą one kontynuowane zgodnie z programem, oświadczył rzecznik prasowy koncernu.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen, która razem z szefami MON Francji i Hiszpanii przebywała w dniu katastrofy we francuskim Lorient, gdzie odbyła się uroczystość upamiętniająca 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej, zaoferowała rządowi Hiszpanii pomoc niemieckich specjalistów w wyjaśnieniu przyczyn wypadku. Przy okazji ponownie podkreśliła "ważną rolę", jaką samoloty A400 M "Atlas" mają odegrać w unowocześnieniu sprzętu niemieckich sił zbrojnych. Zanim jednak tak się stanie, wysłużone i remontowane bez końca dwusilnikowe Transalle C-160 będą musiały latać do roku 2020.

rtr, dpa, afp / Andrzej Pawlak