Adoptuję dziadków. Niezwykły eksperyment | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 20.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Adoptuję dziadków. Niezwykły eksperyment

Projekty typu „Dziadkowie na życzenie” mają zbliżyć do siebie pokolenia.

Kiedy 5-letni Max wchodzi do mieszkania Elisabeth i Bernda, czule się z nimi wita. Obejmuje ich, daje całusa i pyta „co słychać?”. Elisabeth wyraźnie ożywa i zdradza, że upiekła dla niego ulubione muffinki. Po południu Max zagra z Berndem w piłkę, a później w trójkę zobaczą film w domowym kinie. Innym razem wybiorą się na wycieczkę do ZOO lub pójdą na koncert. – Chcemy koniecznie nauczyć Maxa jazdy na rowerze i zabrać go na krótki urlop – mówi Bernd Hoffmann.

„Przyszywani” dziadkowie

Hoffmannowie są „przyszywanymi” dziadkami Maxa. Spotykają się z nim od półtora roku. Ona – emerytowana nauczycielka, on – inżynier na emeryturze, nie mają własnych dzieci. O dortmundzkim projekcie „Dziadkowie na życzenie” przeczytali w lokalnej prasie. – Zawsze chcieliśmy mieć kontakt z dziećmi i dobrze się czujemy w ich towarzystwie – mówi Elisabeth. Zanim jednak zgłosili się do udziału w projekcie, zastanawiali się nad tym przez pół roku. – Prowadzimy bardzo aktywny tryb życia, mamy wiele zainteresowań, często podróżujemy. Początkowo wątpiliśmy, czy uda nam się wyłuskać trochę czasu wolnego dla dziecka – tłumaczy Elisabeth Hoffmann. Z Maxem spotykają się średnio co dwa tygodnie. Odbierają chłopca z przedszkola, urządzają wspólne wycieczki, idą do kina, bawią się w przydomowym ogrodzie. Biologiczni dziadkowie Maxa już nie żyją.

„Dziadkowie na życzenie

Bernd Hoffmann (65) „Meine Frau hat die Entscheidung getroffen, aber bei mir offene Türen eingerannt“. Aufnahmeort: Dortmund Datum: 07.03.2012. Foto: Katarzyna Domagała-Pereira

Bernd Hoffmann (65) dobrze czuje się w roli "przyszywanego" dziadka

Projekt „Dziadkowie na życzenie” istnieje w Dortmundzie od 2009 roku. Prowadzi go miejskie Biuro ds. Rodzin w kooperacji w Centrum Matki. W projekcie uczestniczą młode rodziny z dziećmi, których dziadkowie już nie żyją lub mieszkają daleko. Z drugiej strony zgłaszają się seniorzy, którzy chcą nawiązać trwały kontakt z dziećmi. Ich motywacją jest najczęściej chęć przekazania najmłodszym swojej wiedzy i doświadczeń. Była nauczycielka Angelika Wulfram zauważyła, że po przejściu na emeryturę brakuje w jej otoczeniu dzieci. Na własne wnuki musi jeszcze poczekać. – Moim życiowym pragnieniem nie jest zostanie babcią, ale potrzebuję towarzystwa dzieci, ich sposobu myślenia, rozmowy z nimi – mówi Angelika Wulfram. Od pół roku spotyka się regularnie z 6-latkiem, uczy go gier planszowych, majsterkowania, pracy w ogrodzie. – Mam dla niego czas i on się tym delektuje – mówi Angelika.

Rodzice Maxa Bornemanna życzą sobie, aby miał kontakt ze starszym pokoleniem. – To dla nas o wiele ważniejsze niż możliwość powierzenia syna czyjejś opiece – mówi Britta Bornemann, mama Maxa. Cieszy się jednak, kiedy syn może nocować u przybranych dziadków. – Można na nich liczyć, kiedy mamy plany na wieczór – dodaje.

Dziadkowie jak na lekarstwo

Rentnerpaar mit Gehstock beim Spaziergang im Herbst. Gemeinsamer Lebensabend © cammer #18244460 - fotolia.com Deutschland, Undatierte Aufnahme, Eingestellt 17.11.2011

Kontakt z dziećmi jest dla wielu seniorów lekarstwem na samotność

Dortmundzki projekt skojarzył na razie 16 par. – Mamy na liście setki młodych rodzin oczekujących na dziadków i zaledwie kilkanaście par seniorów – mówi Heike Nyenhuis, kierująca projektem. Na początku obydwie strony wypełniają formularz, w którym opisują swoją motywację i oczekiwania, sposób spędzania wolnego czasu. Heike Nyenhuis dopasowuje rodziny do seniorów i organizuje pierwsze spotkanie. – O wyborze decydują wspólne zainteresowania, podobny styl życia, a rzadziej mieszkanie po sąsiedzku – mówi Nyenhuis. Młode rodziny muszą liczyć się z tym, że od czasu zgłoszenia do kontaktu z potencjalnymi dziadkami może minąć nawet rok. Nie zawsze pierwszy wybór jest strzałem w dziesiątkę. – Zanim poznaliśmy rodzinę Maxa, mieliśmy już kontakt z dwoma innymi rodzinami, ale nie przypadliśmy sobie do gustu – wspomina Elisabeth Hoffmann. – Z Maxem i jego rodzicami od razu poczuliśmy więź, a w międzyczasie traktujemy ich niemal jak własne dzieci – dodaje Elisabeth.

Związek Hoffmannów i Bornemannów jest tym, czego oczekują inicjatorzy projektu. – Chcemy zadbać o kontakt między pokoleniami, które mogą sobie nawzajem udzielać pomocy – wyjaśnia Heike Nyenhuis. Młode rodziny potrzebują pomocy w opiece nad dziećmi, a dziadkowie mogą potrzebować pomocy na przykład przy wielkich zakupach czy obsłudze komputera.

Seniorzy-wolontariusze

Wer hat das Bild gemacht/Fotograf?: Kathrin Erdmann, Rechte geklärt. Zugeliefert von: DW/Arne Lichtenberg Wann wurde das Bild gemacht?: 13.09.12 Wo wurde das Bild aufgenommen?: Hanna Reemtsma Haus

Także dzieci potrzebują kontaktu z seniorami

W Dortmundzie, Hanowerze i wielu innych miastach, w których działają podobne projekty, seniorzy opiekują się dziećmi jako wolontariusze. Za opiekę nie dostają żadnego wynagrodzenia. Inaczej jest w Berlinie. Od 23 lat przy Berlińskim Związku Kobiet istnieje projekt „Dziadkowie do wynajęcia”. To jedna z najstarszych tego typu inicjatyw w Niemczech. Różni się jednak od innych tym, że seniorzy otrzymują za swoje usługi symboliczne wynagrodzenie. Za pierwszych pięć godzin rodzice muszą zapłacić 4 euro za godzinę, każda następna godzina kosztuje 2,50 euro. Helga Krull, kierująca berlińskim projektem, broni się przed zarzutem, że dziadkom do wynajęcia może chodzić nie tyle o bezinteresowny kontakt z dziećmi, co o chęć zarobienia pieniędzy. – To zaledwie zwrot poniesionych kosztów – mówi Krull. Wyjaśnia, że dziadkowie opiekują się dziećmi przeciętnie 20 godzin w miesiącu, zarabiając przy tym około stu euro. Niektórzy opiekują się jednak więcej niż jednym dzieckiem i utrzymują kontakt z kilkoma rodzinami.

Berliński projekt pomógł już znaleźć dziadków około 600 rodzinom z dziećmi. W kolejce czeka jeszcze prawie 800 rodzin. – W bazie danych mamy około pół tysiąca seniorów – zdradza Helga Krull. Aby zakwalifikować się do roli babci czy dziadka, kandydaci muszą złożyć rozszerzone zaświadczenie o niekaralności i przejść dwugodzinną rozmowę kwalifikacyjną. Strony sporządzają umowę, w której wymieniają swoje adresy, numery telefonów i ustalają wysokość opłat. Dziadkowie przechodzą 6-tygodniowy okres próbny, mogą także wziąć udział w kursach kwalifikacyjnych i dokształcających organizowanych w ramach projektu. Dla Bernda Hoffmanna z Dortmundu berliński model nie jest do zaakceptowania. – Prawdziwi dziadkowie też nie dostają pieniędzy za to, że zajmują się swoimi wnukami – kwituje.

Katarzyna Domagała-Pereira

Red. odp. Bartosz Dudek

Reklama