1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

30 lat Wyszehradu. Żaden monolit OPINIA

Kommentarbild Keno Verseck
Keno Verseck
15 lutego 2021

Trzydziestolecie Grupy Wyszehradzkiej nie daje wielu powodów do świętowania. Dla Unii Europejskiej jubileusz powinien być okazją do wyciągnięcia wniosków.

https://p.dw.com/p/3pOl0
Spotkanie prezydentów Grupy Wyszehradzkiej na zamku Lany pod Pragą. Rok 2019
Spotkanie prezydentów Grupy Wyszehradzkiej na zamku Lany pod Pragą. Rok 2019Zdjęcie: DW/A. M. Pędziwol

Europa Środkowo-Wschodnia i Unia Europejska obchodzą w tych dniach warty uwagi jubileusz. Zapoczątkowanie 15 lutego 1991 roku współpracy w formacie wyszehradzkim było kamieniem milowym na drodze do jednoczenia Europy po zerwaniu żelaznej kurtyny. W pewnym sensie jest to data, wyznaczająca początek integracji Europy Środkowo-Wschodniej z Unią Europejską.

Nie będzie jednak hucznych uroczystości z udziałem krajów Wyszehradu i czołowych polityków z UE. I to nie tylko z powodu restrykcji pandemicznych. Wyszehradzki jubileusz nie zachęca do świętowania ani w Brukseli, ani w Warszawie, Pradze, Bratysławie czy Budapeszcie.

Coraz bardziej obcy

Europa Środkowo-Wschodnia i zachodnia część Unii Europejskiej w ostatnich latach coraz bardziej się od siebie oddalały. Do ostatniego poważnego zgrzytu doszło zaledwie parę tygodni temu, gdy Polska i Węgry, w sporze o unijny mechanizm praworządności, zgłosiły weto do nowego unijnego budżetu, wpędzając wspólnotę w kryzys.

Ale po 30 latach Wyszehradu co można by właściwie świętować? Patrząc wstecz – niewiele jest konkretów. Powołaniu tej nieformalnej grupy przyświecał cel napędzania europejskiej i transatlantyckiej integracji. Zasadniczo został on osiągnięty wraz z rozszerzeniem NATO i UE. Ale jako motor tych przemian Wyszehrad zazwyczaj się nie sprawdzał.

Komentator DW Keno Verseck
Komentator DW Keno VerseckZdjęcie: privat

Po dekadach funkcjonowania w bloku wschodnim, we wszystkich krajach Grupy Wyszehradzkiej od początku panowała wyraźna niechęć do jakichkolwiek nowych grupowych przymusów. Kraje regionu wielokrotnie irytowało traktowanie ich przez Brukselę jako jednolitego bloku. W konsekwencji współpraca wyszehradzka co jakiś czas musiała być zawieszana.

Celowo ignorowani przez Brukselę

Z drugiej strony prawdą jest, że Bruksela udawała, że nie słyszy, kiedy Wyszehrad mówił w końcu jednym głosem choćby w sprawie subwencji rolnych albo swobody przemieszczania się w UE. Doświadczenia te, o czym dzisiaj chętnie się zapomina, przyczyniły się do wzrostu obcości między Wschodem a UE.

W ostatnich latach współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej odbierano głównie jako zaprzeczenie tego, co mieli w zamyśle jej twórcy, a mianowicie jako rodzaj działalności antyintegracyjnej. Najlepszym przykładem jest blokada wspólnej unijnej polityki wobec uchodźców od 2015 roku. Można by też wymienić pseudodebatę o rzekomo gorszych standardach artykułów spożywczych dla wschodnich krajów UE.

Przewodził w tym zazwyczaj Viktor Orban i jego rząd. Regularnie ogłaszał on „powstanie przeciwko brukselskim biurokratom”, które miałoby wybuchnąć w Europie Środkowo-Wschodniej. W ten sposób Orban doprowadził do tego, że kraje Wyszehradu uchodzą w Unii za „hamulcowych” i „rozbijaczy”.

Silne różnice interesów

W rzeczywistości między krajami Grupy Wyszehradzkiej występują silne różnice interesów. Jedna z najbardziej widocznych to ich stosunek wobec Rosji. Ogólnie można też powiedzieć, że Słowacja, a w dużej mierze także Czechy, porzuciły już kurs wyszehradzki nadawany przez Orbana. Co najwyżej w sprawie migracji pozostają na wspólnych pozycjach. Ze współpracy wyszehradzkiej pozostała jedynie oś Warszawa – Budapeszt, a i ona nie jest już tak silna, jak się wydaje.

W Brukseli nie powinny jednak panować odprężenie i samozadowolenie. 30 lat Wyszehradu może być nauką dla polityki rozwojowej i sąsiedzkiej UE, że nie powinno się traktować krajów regionu jako monolitu. A przede wszystkich, że w dłuższej perspektywie powinno się negocjować z nimi jak równy z równym.