1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Zatrzymany domniemany sprawca zamachu na Borussię Dortmund

Policja aresztowała w piątek (21.04.2017) rano 28-letniego podejrzanego o zamach na piłkarzy Borussii Dortmund. Motywem była najprawdopodobniej... zachłanność.

Zamach na klubowy autobus BVB wydaje się nie mieć podłoża terrorystycznego. Ataku na niemiecką drużynę Bundesligii, w którym o mały włos nie doszło do tragedii, miał dokonać mieszkający w okolicach Tybingi (Badenia-Wirtembergia) 28-letni Siergiej W. Mężczyzna, który posiada obywatelstwo niemieckie i rosyjskie, został aresztowany przez policję.

Podejrzany obiecywał sobie korzyści finansowe rzędu nawet kilku milionów euro ze spadku akcji giełdowych klubu BVB na skutek dokonanego zamachu bombowego. Śledczy ustalili, że 28-latek zakupił za zaciągnięty kredyt 15 tys. akcji BVB o wartości 78 tys. euro.

W dniu zamachu Siergiej W. mieszkał w tym samym hotelu co sportowcy. Okna jego pokoju wychodziły na ulicę, gdzie miał ukryć trzy skonstruowane przez siebie bomby, które zdalnie detonował. 

Aresztowania dokonała antyterrorystyczna jednostka niemieckiej policji GSG-9. Śledczy zainteresowali się podejrzanym już 13 kwietnia, czyli dwa dni po zamachu w Dortmundzie. Jak poinformował prokurator generalny, zarzuca mu się próbę zabójstwa, zamach z użyciem ładunków wybuchowych oraz niebezpieczne uszkodzenie ciała. Na skutek eksplozji trzech ładunków poważnych obrażeń doznał obrońca BVB Marc Bartra oraz policjant eskortujący autokar. Ładunki wybuchowe detonowały w zaroślach w pobliżu autobusu klubowego BVB, kiedy odjeżdżał on spod hotelu na mecz z AS Monaco. 

Policja raczej wyklucza zamach o podłożu terrorystycznym. Trzy listy, które pojawiły się w związku z zamachem wskazywały na środowiska skrajnie lewicowe i skrajnie prawicowe, a także islamistyczne. Policja już na samym początku śledztwa poddawała w wątpliwość ich wiarygodność. Obecnie trwają poszukiwania ewentualnych wspólników Siergieja W.

dpa /Barbara Cöllen