1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

„Wyrozumiale i smutne spojrzenie Polaków na nas, Niemców“

Polskie spojrzenie na Niemców „stanowi korektę naszego samozadowolenia” – pisze w „Die Welt“ Marko Martin. Swoje obserwacje niemiecki dziennikarz notował przez pół roku jako wrocławski pisarz miejski.

Rezydencja pisarza miejskiego jest częścią programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocławia. To stara tradycja niemieckiego "Stadtschreibera". Została reaktywowana we Wrocławiu po stu latach. A Marko Martin, niemiecki pisarz i dziennikarz, wyłoniony na drodze konkursu, zapoczątkował tę tradycję na nowo. Ciekawostki z wrocławskie życia opisuje on na prowadzonym na bieżąco dwujęzycznym, polsko-niemieckim blogu.

W artykule w „Die Welt” absorbuje go: Co Polacy myślą o Niemcach? Już na samym wstępie Martin podkreśla, że zgłębiając ten temat unikał zaglądania do licznych raportów z badań o relacjach Polaków i Niemców. Rozmawiał głównie z Polakami, którzy poznali Niemcy i Niemców. Takie polsko-niemieckie doświadczenia poczynili na przykład ci, którzy przyjeżdżają do Niemiec na prace sezonowe, na kelnerowanie na wyspie Sylt czy jako opiekunki osób starszych.

Niemiecka niewiedza

Pierwszą konkluzją Marko Martina jest, że Polacy wiedzą, iż Niemcom w gruncie rzeczy polsko-niemieckie, dwustronne doświadczeniach są raczej obojętne. Co więcej, nawet o nich nie wiedzą. „I nawet, jeśli Niemcy - ten samozwańczy mistrz w kwestiach kultury pamięci - dalej będzie poklepywał się z zadowoleniem po własnych plecach, ponieważ sądzi, że tak perfekcyjnie rozliczył się z nazistowskimi zbrodniami: nasz sąsiad ma bardzo wrażliwe sensory, którymi wyczuwa, że pozostaje trochę na uboczu i nie wzbudza ani intelektualnego zainteresowania ani empatii”.

I w tym miejscu autor nawiązuje do historii: „O tym, że w II wojnie światowej co czwarty Polak zginął na skutek nazistowskich zbrodni, że po 1939 roku prawie cała polska inteligencja została wytępiona (reszty dokonał Stalin), że zaraz po Żydach nawet katolicki Polak uchodził za 'podczłowieka' - ‘my’ tak naprawdę nie mamy tego w pamięci, nawet częściowo, a wielu naszych sąsiadów wie, że tak jest. Już nie mówiąc o tym, że po prawie sześciu latach okupacji nazistowskiej, przyszła kolej na cztery dziesięciolecia potwornego, sowieckiego komunizmu, który w następstwie rozpętanej przez Hitlera wojny, dopiero wtedy został ściągnięty do Europy Środkowej”.

Marko Martin pisze, że mówiąc coś takiego dostaje się etykietkę „zrzędzącego Polaka, męczennika, a nawet wręcz antysemity, który przeszkadza Niemcowi w upamiętnianiu Holocaustu...” Lecz – jak zaznacza – „tu nie zabierają głosu ani intelektualiści ani fani obecnego prawicowego, nacjonalistycznego rządu, z którego patetycznych wystąpień na tematy historyczne nota bene chętnie się drwi”. To są opinie osób spotkanych przez niemieckiego pisarza i dziennikarza w pociągu, w knajpach, studentów, inżynierów, mężczyzn i kobiet w różnym wieku i z różnych środowisk – wylicza.

„Rumieniec wstydu oblewa autora” artykułu w „Die Welt”, kiedy słyszy, w jaki sposób jego polscy rozmówcy opisują „niemieckie samozadowolenie”. Martin pisze, że Polacy mówią o tym,” nie ze złością czy w płaczliwym tonie”, lecz ”raczej ironicznie zdumieni, niekiedy z wyrozumiałością i smutkiem”. I do tego „przepraszają jeszcze, że języka sąsiada nie opanowali całkowicie poprawnie”.

Podziw dla niemieckiej skuteczności i uczciwości

Martin pisze też o doświadczeniach Polaków zatrudnionych w niemieckich przedsiębiorstwach, którzy opowiadali mu, że od kiedy tam pracują przestali się bać niemieckiej formuły ‘porządek musi być’”. Podziwiają w tym „skuteczność i uczciwość”. Niektórzy opowiadali Martinowi, że „poznając bliżej Niemca, można wręcz się z nim zaprzyjaźnić”. A te przyjaźnie są, w ich opinii, o wiele intensywniejsze niż braterstwo przy winie z inżynierami francuskimi czy hiszpańskimi”.

Wszyscy ci Polacy, którzy znają Niemcy i dysponują gruntownymi informacjami – „wiedzą jednocześnie o niektórych ‘z nas’ o tożsamości postnarodowej więcej niż powinni” – pisze Martin i dodaje: „Pomimo polemiki z warszawskim rządem, kanclerz Merkel jest oceniana bardzo pozytywnie – akurat nie jako ta, która otworzyła granice dla uchodźców – lecz jako bastion zaufania, pozbawiony iluzji wobec putinowskiego ekspansjonizmu”.

To polskie spojrzenie – pisze w konkluzji niemiecki pisarz i dziennikarz – „stanowi korektę naszego samozadowolenia”.

Barbara Cöllen (opr.)