Wynajem w Berlinie przez Airbnb? Horrendalne kary. Nawet 100 tys. euro | Społeczeństwo | DW | 11.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Wynajem w Berlinie przez Airbnb? Horrendalne kary. Nawet 100 tys. euro

Od maja berlińczycy nie mogą bez specjalnego zezwolenia wynajmować mieszkań turystom. Czy to godny do naśladowania przykład aktywnej polityki mieszkaniowej samorządu, czy ograniczenie swobód? Zdania są podzielone.

Die ehemalige Wohnung Angela Merkels in Berlin bei Airbnb

Dawne mieszkanie Angeli Merkel. Do niedawna wśród berlińskich ofert na Airbnb.

Super lokalizacja, świetna cena, miejsce parkingowe gratis – tylko w Berlinie i tylko na jednym z popularnych portali umożliwiających wynajem własnych przestrzeni turystom, zarejestrowanych jest ponad 17 tysięcy prywatnych apartamentów.

Ostry spór z samorządowcami

Do tej pory biznes kręcił się wyśmienicie – ku zadowoleniu berlińczyków, którzy dużo intratniej mogli wynajmować swoje mieszkania, oraz turystów, którzy korzystali z platform sharingowych głównie z powodu oszczędności. Tymczasem od maja br., decyzją Berlińskiej Izby Deputowanych, tego typu działalność bez specjalnego zezwolenia jest nielegalna.1 maja skończył się dwuletni okres przejściowy ustawy przeciwdziałającej wykorzystaniu lokalu niezgodnie z przeznaczeniem. Do tego właściciele platform pośredniczących w wynajmie od osób prywatnych zostali prawnie zobowiązani do udzielania informacji na temat właścicieli lokali.

Jaki jest powód wprowadzenia tak restrykcyjnego prawa? Zdaniem berlińskich deputowanych, niekontrolowane wynajmowanie tzw. "normalnych" mieszkań winduje czynsze i powoduje kurczenie się rynku mieszkań na wynajem. Przypomnijmy: obecnie ok. 85% berlińczyków mieszka w czynszówkach. Do tego dochodzi rosnący problem relokacji uchodźców. Każdemu właścicielowi, którty nie dostosuje się do nowego prawa, grozi grzywna do 100 tys. euro.

Imponująca wysokość grzywny pokazuje, że ma być ona przede wszystkim straszakiem. Szczególnie dla tych, którzy jeszcze nie są w „biznesie”. Jednak to, co de facto jest zgodne z obowiązującym prawem, a co nie, jest wciąż niejasne i kontrowersyjne.

Zobacz: Fascynujący, multimedialny przewodnik po Niemczech >>

Sprawa otwartych kwestii

Wielu prawników łamie sobie głowę nad tym, co należy rozumieć pod pojęciem wydawania zezwoleń w świetle dobrze pojętego "interesu publicznego" lub "godnej ochrony interesu prywatnego". Niektórzy mają nawet wątpliwości, czy ustawa jest zgodna z berlińskimi ustawami. Opozycja zaś nie widzi szansy na sprawne egzekwowanie nowych przepisów. Tym bardziej, że wysokie grzywny mają dotyczyć przede wszystkim osób prywatnych, tzw. które tylko okazjonalnie chcą wynająć turystom własne mieszkanie.

Prawodawca przewidział pewne odstępstwa od reguły: dozwolone jest wynajmowanie pokoju, gdy jego właściciel mieszka w tym samym mieszkaniu. Można wynająć maksymalnie połowę powierzchni mieszkania. Ale wiele innych pytań pozostaje wciąż otwartych.

Dzielnice Berlina, które muszą wdrożyć ustawę pomimo krytyki, reagują bardzo różnie. Niektóre z nich zobowiązały się do nienakładania kar na wynajmujących, dopóki nie będzie werdyktu sądowego, precyzującego sprzeczne kwestie. Inne, tak na przykład Mitte, z impetem podchodzi do wdrażania nowych regulacji, i stara się nie przyznawać żadnych specjalnych zezwoleń. Stephan von Dassel, miejscowy deputowany, zapowiedział na łamach "Berliner Zeitung", że odrzuci 95 procent wniosków.

Zero sankcji dla wynajmujących

Właściciel portalu Airbnb krytycznie postrzega rozwój sytuacji w Berlinie. W ostatniej chwili włączył się do debaty społecznej. W połowie marca amerykańska firma zleciła przeprowadzenie reprezentatywnego badania wśród mieszkańców stolicy Niemiec. Rezultat: ponad 70 procent mieszkańców Berlina nie akceptuje kar dla wynajmujących. Na szczęście widmo "aktywnej" polityki samorządowców bezpośrednio nie dotknie turystów. Choć z pewnością sprawi, że podczas tegorocznego wypadu do Berlina będzie trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni.

DPA /Agnieszka Rycicka

Redakcja poleca