1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Wybory prezydenckie we Francji: "Przygotujmy się na niespodzianki"

Sondaże przedwyborcze dają największe szanse na zwycięstwo Emmanuelowi Macronowi. Paryski politolog Stéphane Wahnich w wywiadzie dla DW nie wyklucza jednak niespodzianek.

Kombobild Macron Le Pen

Emmanuel Macron (po lewej) i Marine Le Pen

Deutsche Welle: Zarówno w referendum ws. Brexitu, jak i wyborach prezydenckich w USA oraz wyborach parlamentarnych w Holandii, sondaże przedwyborcze okazały się nieprawdziwe. Czy tak samo będzie we Francji?

Stéphane Wahnich*: My, specjaliści od badania opinii publicznej, w tej chwili właściwie nie wiemy, co badamy. Inaczej niż w Wielkiej Brytanii czy w USA, sondaże we Francji opierają się na wynikach ostatnich wyborów prezydenckich z roku 2012. Wtedy, mówiąc ogólnie, elektorat był podzielony. Połowa wyborców popierała prawicę, a druga połowa lewicę. Dlatego uważam, że możemy przeżyć dużą niespodziankę.

DW: Ostatnie sondaże przedwyborcze mówią o wyrównanej walce w pierwszej rundzie między prawicową populistką Marine Le Pen a centrystą i liberałem Emmanuelem Macronem. W drugiej turze Le Pen ma być bez szans. Z drugiej strony często zdarza się, że kandydaci prawicy są niedoceniani przez instytuty badania opinii publicznej. Czy Pana zdaniem ta zasada obowiązuje także we Francji?

SW: Tak, w dużym stopniu. Marine Le Pen z Frontu Narodowego daje się obecnie ok. 24 procent głosów. Moim zdaniem w pierwszej turze może zdobyć nawet 30 procent.

Politiloge Stephane Wahnich (privat)

Stephane Wahnich

Bierze się to stąd, że wyborcy o poglądach skrajnie prawicowych nie ujawniają ich w badaniach demoskopijnych. Poza tym Le Pen i Macron nie są przedstawicielami tradycyjnej sceny politycznej we Francji, dlatego może się zdarzyć, że część ankietowanych podaje, że opowiada się za bardziej umiarkowanym z tej dwójki, a więc za Macronem, a w dniu wyborów będzie głosować na Le Pen.

DW: Sądząc po sondażach Emmanuel Macron ma już zwycięstwo w kieszeni. A co Pan o tym sądzi?

SW: Sądzę, że niemal na pewno możemy przeżyć dużą niespodziankę. Nie oznacza to jednak wygranej Marine Le Pen. Sondaże dają Macronowi w drugiej rundzie ok. 60 procent głosów, a Marine Le Pen około 40 procent. Moim zdaniem ostateczny rezultat będzie dużo bardziej wyrównany. Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że część wyborców o poglądach lewicowych nie weźmie udziału w drugiej turze wyborów, a po drugie dlatego, że wyborcy prawicowi, którzy w pierwszej rundzie głosowali na Françoisa Fillona, w drugiej rundzie poprą Marine Le Pen.

DW: Czy oznacza to, że może ona zostać następnym prezydentem Francji?

SW: Tego się nie da całkowicie wykluczyć. Jeśli instytuty badania opinii publicznej i prasa w dalszym ciągu będą widzieć w Macronie pewnego zwycięzcę wyborów, to mogą się na tym przejechać, bo wtedy część wyborców po prostu nie pójdzie do urn w drugiej turze. Po co, skoro z góry wszystko wiadomo? Dlatego zalecałbym większą ostrożność. Tym bardziej, że Macron jest debiutantem w wyborach prezydenckich i nie ma swojego stałego elektoratu, na który może liczyć Marine Le Pen i jej Front Narodowy. To zaś może doprowadzić nawet do tego, że to ona wygra wybory.

DW: Uchodzący dziś za faworyta Emmanuel Macron w roku 2012 był mało znany, a jego partia En Marche! powstała dopiero rok temu. Czy to nie osłabia jego szans?

SW: Z naszych obliczeń wynika, że brakuje mu bazy z poprzednich wyborów w roku 2012. Dziś sporo wskazuje na to, że w dużym stopniu udało mu się to nadrobić, ale ja nie byłbym tego taki pewien i uważam, że otrzyma od 8 do 10 punktów procentowych mniej, niż mu się w tej chwili daje.

DW: W walce wyborczej ujawniono wiele skandali. Jak mogą one wpłynąć na postawę części wyborców, zwłaszcza tych niezdecydowanych?

SW: We Francji ich odsetek jest duży. Blisko jedna czwarta wyborców dopiero w dniu wyborów decyduje, na kogo ostatecznie zagłosuje. To z kolei wpływa negatywnie na precyzję wszystkich prognoz. Poza tym francuski elektorat jest chwiejny, a nasze społeczeństwo coraz mniej stabilne. Wszystko to sprawia, że nie należy zbytnio dowierzać aktualnym sondażom przedwyborczym.

DW: A jak było z sondażami w poprzednich wyborach?

SW: W ostatnich wyborach z roku 2012 okazały się one błędne, zwłaszcza w odniesieniu do kandydatów skrajnej lewicy i prawicy. Wybory te były pierwszym triumfem Marine Le Pen, chociaż sondaże tego nie przewidywały. Obawiam się, że w tym roku może być podobnie.

Rozmawiała Doris Pundy.
 

*Stéphane Wahnich jest dyrektorem instytutu badania opinii publicznej "SCP Communication" w Paryżu i profesorem, wykładowcą komunikacji politycznej na Uniwersytecie Paris Est-Creteil (UPEC).