″Wszyscy jesteśmy republiką!″ [KOMENTARZ] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 12.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

"Wszyscy jesteśmy republiką!" [KOMENTARZ]

To nie był pochód żałobny, ale demonstracja solidarności. Nie wiadomo jednak, na jak długo. Francja jest bardzo podzielonym krajem. Do tego potrzebuje konsekwentnych reform.

Tego marszu można by niemalże Francuzom pozazdrościć. To była niezwykła demonstracja. Po krwawych wydarzeniach minionego tygodnia Francuzi pokazali podziwu godne przywiązanie do ich historii i wyznawanych wartości, do narodu i jego ideałów. Ten marsz, w którym w samym Paryżu wzięło udział półtora miliona ludzi (i kolejne dwa miliony poza stolicą), było manifestacją przywiązania do demokracji i protestu przeciwko przemocy i lękom. Ludzie nie chcą pozwolić się zastraszyć terrorem, nie chcą pozwolić też ma to, by odebrano im to, co jest dla nich szczególnie ważne - wolność słowa. To arcyfrancuska tradycja, rodzaj znaku firmowego tego kraju. Można tu publikować i ekstremalne opinie, a konkurencja różnych poglądów dowodzi prawdziwej demokracji - taka jest zasada.

"Świat podnosi sprzeciw"

Porträt - Barbara Wesel

Autorka komentarza Barbara Wesel

Szefowie państw i rządów z ponad 40 krajów przybyli do Paryża, by poprzez udział w marszu zademonstrować swoją solidarność z Francją i zostali za to przywitani owacjami. Przy czym występ premiera Benjamina Netanjahu ramię w ramię z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem nie był pozbawiony pewnej ironii. Obaj po raz pierwszy pokazali się wspólnie na demonstracji, ale Netanjahu nie wykorzystał tej niezwykłej okazji do wykonania pojednawczego gestu. Zamiast tego wezwał francuskich Żydów, by po zajściach w Paryżu lepiej wyemigrowali do Izraela. A co myślał sobie szef rosyjskiej dyplomacji Ławrow maszerował wspólnie z prezydentem Ukrainy, Petro Poroszenką, demonstrując na rzecz wolności i demokracji? Można to postrzegać w kategorii absurdu lub komedii, jak kto woli.

"Świat podnosi sprzeciw" - takie nagłówki zamieszczały niedzielne wydania francuskich gazet, nie bez pewnej dumy, że to ich kraj w tym dniu znalazł się w centrum uwagi całego świata. Bo Francuzi potrzebują obecnie potwierdzenia i wsparcia z zewnątrz. Stoją na pierwszej linii frontu obrony demokratycznych wartości podstawowych i są przy tym niepewni, bo wiedzą, że nadal na nich czyha zagrożenie ze strony domorosłych terrorystów. Podobnie jak w sąsiedniej Wielkiej Brytanii, także i we Francji radykalni wyznawcy islamu tworzą getta na peryferiach miast, które najwidoczniej wymykają się spod kontroli władz.

Zmarnowana szansa?

W tych dniach było wiele poruszających symboli człowieczeństwa i cnot obywatelskich - demonstranci nieśli tabliczki z hasłami "Jestem Charlie Hebdo",,Jestem policjantem", "Jestem Żydem", żeby zamanifestować ludzką solidarność z ofiarami. Wszechobecne były też hasła przyznające się do ideałów Republiki Francuskiej jako wspólnej tożsamości.

Ale po takich chwilach euforii następuje twarde lądowanie. Polityczne swary zostały chwilowo zawieszone - ale powrócą. Zwalczające się nawzajem obozy będą obarczać przeciwników winą i na tych wydarzeniach próbować zbić polityczny kapitał. Przy czym powinna rozpocząć się debata na temat warunków życia przybyszy z krajów Północnej Afryki. Francja konfrontowana jest z zaniedbaniami ostatnich dekad: rozpadającymi się przedmieściami i przemocą na osiedlach z wielkiej płyty, marnym szkolnictwem, z więzieniami niespełniającymi humanitarnych standardów, które od dawna są wylęgarnią ekstremizmu.

Francja potrzebuje ogromnego programu reform, które konsekwentnie poprawiłyby warunki życia kilku milionów Francuzów o cudzoziemskim rodowodzie. Jednak przybierająca na sile prawica może do tego nie dopuścić. Wielkie i wzruszające słowa ostatnich dni przeistoczą się najprawdopodobniej w jeszcze jedną zmarnowaną szansę.

Barbara Wesel, DW Paryż / tłum. Bartosz Dudek