1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Większość muzułmanów w Niemczech wcale nie jest głęboko religijna

Muzułmanie w Niemczech nie są tak religijni, jak się powszechnie uważa. Wręcz przeciwnie. Proces sekularyzacji wśród muzułmanów postępuje jeszcze szybciej niż wśród chrześcijan – twierdzi religioznawca Michael Blume*.

DW: Wiele osób jest przekonanych, że Niemcy stają się coraz mniej chrześcijańskie, podczas gdy coraz bardziej widoczny jest islam. Pana badania wykazują zupełnie inny obraz.

Michael Blume: To prawda. Robimy zasadniczy błąd uwzględniając w naszych statystykach wszystkich, którzy pochodzą z muzułmańskich rodzin albo sami określają się jako muzułmanie. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że wszyscy mieszkańcy Saksonii, którzy urodzili się w chrześcijańskiej rodzinie i świętują Boże Narodzenie są chrześcijanami. Saksonia byłaby wówczas w 90 procentach chrześcijańska. W rzeczywistości uwzględniamy w statystykach tylko członków Kościoła i tych jest w Saksonii 23 procent. Czyli porównujemy gruszki i jabłka. A jeżeli przyjrzymy się sytuacji bliżej, zobaczymy, że wśród muzułmanów następuje masowy proces sekuryzacji. Już tylko niewielka część muzułmanów regularnie się modli. Mamy tu do czynienia z takim samym procesem zeświecczania się, jak w chrześcijaństwie, a może nawet i szybszym. Przyspiesza go tak zwane Państwo Islamskie i przemoc  dokonywana w imieniu islamu. Wielu muzułmanów zaczyna się zastanawiać.

Dr. Michael Blume, Religionswissenschaftler (privat)

Dr. Michael Blume: „Porównujemy gruszki i jabłka”

DW: Może Pan powiedzieć, jak wysoki jest w Niemczech odsetek praktykujących muzułmanów?

MB: Pytanie, co znaczy praktykujący? Czy znaczy to, że ktoś obchodzi święta? W takim wypadku praktykującym chrześcijaninem byłby też Saksończyk, który w Boże Narodzenie obdarowuje swoją rodzinę prezentami. Czy chodzi o kogoś, kto się regularnie modli? Wówczas mielibyśmy do czynienia z grupą liczącą mniej niż 40 procent muzułmanów w Niemczech. Nazywam to „cichym wycofywaniem się” z religii, bo większość muzułmanów oczywiście zdaje sobie sprawę, że to niebezpieczne: w rodzinie może się wiązać z sankcjami, w niektórych państwach odwrócenie się od wiary jest zabronione. Większość robi to więc prywatnie. Coraz mniej angażują się religijnie, ale po cichu, a zapytani o religijność mówią, że nie są zbyt pobożni. Kiedy się temu przyjrzymy, zauważymy masowe zanikanie pielęgnowania tradycji, zwłaszcza wśród młodszych muzułmanów, wykształconych, ale też wśród kobiet, które nie czują się dobrze w społeczności muzułmańskiej skupionej wokół niektórych meczetów.

DW: Ale z drugiej strony obserwujemy, że wśród Turków żyjących w Niemczech od pokoleń, młodsi bardziej surowo przestrzegają zasad religijnych, niż starsi, choćby Ramadanu. Albo młode muzułmanki częściej zakrywają głowy niż kiedyś. Jak pogodzić jedno z drugim?

MB: To jest właśnie interesujące. Bo powszechnie uważa się, że muzułmanie w Niemczech są coraz bardziej religijni. I kiedy pyta się muzułmanów, rzeczywiście coraz większa część młodych mówi: „tak, jestem religijny, jestem muzułmaninem”. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej – co wykazało na przykład badanie uniwersytetu w Münster przeprowadzone wśród osób pochodzenia tureckiego – stwierdzamy, że liczba choćby tych, którzy się regularnie modlą, noszą chustę albo mówią, że nie mogę podać ręki osobie innej płci, raptownie się zmniejsza. Sytuacja jest podobna do tej wśród chrześcijan, kiedy bardzo wiele osób mówi znowu: należę do chrześcijańskiego Zachodu, ale w kościele byłem ostatnio dwa lata temu. Tę samą sytuację mamy w społeczności muzułmańskiej. Jest to przechodzenie od praktykowania religii do przyznawania się tylko do wiary. Uważa się za członka chrześcijańskiego Zachodu lub muzułmańskiego Orientu, ale często bez praktykowania wiary.

DW: Jak rozumie Pan radykalizowanie się muzułmanów, którzy często powołują się na religię?

MB: Mamy sytuację, która coraz to powtarza się w regionach objętych kryzysami: niewielką część osób, które się radykalizują i większość, która się odsuwa się od religii. Mieliśmy to w Europie w czasie wojny trzydziestoletniej – protestanci kontra katolicy – teraz są to wśród wyznawców islamu sunnici i szyici. Efektem wojny trzydziestoletniej było masowe odchodzenie od religii i Oświecenie. Potrzeba było wielu lat, by Kościoły odzyskały wiarygodność utraconą w tej wojnie. Podobną sytuację mamy wśród muzułmanów. Część muzułmanów tłumaczy wszystkie te obecne wojny i kryzysy spiskami. Mówią: w islamie nic nie może źle funkcjonować, to musi być wina wolnomularzy, Żydów albo Amerykanów. Ci ludzie w pewnym stopniu odsuwają się od rzeczywistości. Zamiast konfrontować się z sytuacją, sięgają po teorie spiskowe, co oczywiście nie ułatwia sytuacji.

DW: Czy kryzys islamu, jaki Pan dostrzega, jest może początkiem reformowania islamu, czego życzy sobie wielu umiarkowanych muzułmanów i zachodnie społeczeństwa?

MB: Moja książka ma zachęcić do zastanowienia. Problem polega jednak na tym, że mamy w Niemczech wielu liberalnych muzułmanów, którzy chcą reform. Mamy w międzyczasie zasługującą bardzo na uwagę teologię islamską w Niemczech. Tyle, że ci liberalni muzułmanie prawie się nie organizują. Liberalne stowarzyszenia islamskie i meczety są dotąd niewielkie – nowy, liberalny meczet został otwarty właśnie w Berlinie. Oznacza to, że duże stowarzyszenia mają przede wszystkim nacjonalistyczny i konserwatywny charakter. Ale istnieje znaczna grupa muzułmanów, także muzułmańskich duchownych, który widzą te problemy i mówią: Coś musimy zmienić, w przeciwnym wypadku religia ta nas wykończy.

Rozmawiał Christoph Hasselbach

tł. Elżbieta Stasik

*Religioznawca dr Michael Blume kieruje referatem ds. religii niechrześcijańskich i mniejszości w rządzie Badenii-Wirtembergii. W Niemczech ukazała się właśnie jego książka „Kryzys islamu”.