Welt am Sonntag: „W Warszawie pachnie wojną“ | Echa polskie | DW | 17.02.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Welt am Sonntag: „W Warszawie pachnie wojną“

Od wybuchu kryzysu na Ukrainie stosunki między Warszawą i Moskwą drastycznie pogorszyły się. Polska czuje się zagrożona, pisze „Welt am Sonntag” w obszernym artykule „W Warszawie pachnie wojną”.

„Tak bezpośrednie sąsiedztwo jest dla nas nie lada wyzwaniem“, przytacza „Welt am Sonntag“ (WaS z 15.02.2015) słowa polskiego ministra obrony Tomasza Siemoniaka. Chodzi o bezpośrednie sąsiedztwo w dwojakim znaczeniu: Polski i Ukrainy oraz siedziby MON i monumentalnego gmachu ambasady Rosji w Warszawie. Ta ostatnia, to „potwierdzenie politycznej siły ze starych, złych czasów”. Dziś czasy się zmieniły. Ćwierć wieku temu Polska wyzwoliła się spod panowania sowieckiego imperium, jest w NATO, w UE, „Moskwa nie ma w Polsce nic do powiedzenia”, stwierdza WaS, mimo to „Polacy jakoś nie mogą się pozbyć tych Rosjan”.

Pachnie wojną

„Wojna już wisi w powietrzu“ – zdanie to często można dziś usłyszeć w stołecznych kafejkach i restauracjach, czytamy w niemieckiej gazecie. Ponad dwie trzecie Polaków uważa, że wojna na Ukrainie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Rząd w Warszawie, który jeszcze kilka lat temu zabiegał o poprawne stosunki z Moskwą, dziś funduje sobie razem z Rosją dyplomatyczną wojnę. A to rosyjskiemu szefowi dyplomacji Polska zabrania korzystania z jej przestrzeni powietrznej, a to placówki dyplomatyczne w Warszawie i Petersburgu odmawiają płacenia czynszów – wylicza WaS. „Na skali dyplomatycznych zjadliwości obydwie strony poruszają się na skraju dopuszczalnych granic”. Nic dziwnego, uważa WaS, gdyby Ukraina miała przejść pod władzę Putina, Polska stałaby się nagle największym na wschodzie frontowym państwem zachodniego Sojuszu. „Rosjanie testują właśnie powstałą po 1989 roku konstrukcję bezpieczeństwa”.

„Pokój w Europie to dziś teamwork”

"Welt am Sonntag" uważa, że i w Polsce i w Niemczech w politycznych dyskusjach chętnie sięga się po analogie historyczne. Tyle, że obecnie skojarzenia te są bardzo różne. „Podczas, gdy niemiecki rząd swoimi stoickimi próbami porozumienia z Moskwą chciałby uniknąć drugiego 1914 roku, w Warszawie felietoniści, ale też członkowie rządu czują się jak w 1938, kiedy świat bezczynnie patrzył na zajęcie Czechosłowacji przez Hitlera". Także szef polskiego MSZ Schetyna zapytany, które porównanie bardziej do niego przemawia, odpowiada: „Ja też jestem Polakiem (…) Oczywiście, że rozumiem porównanie z rokiem 1938”.

Jakkolwiek, 1914 czy 1938, istotne jest uniknięcie powtórki z historii, pytanie tylko, jak? – zastanawiają się autorzy WaS. I powtarzają za Schetyną, że inaczej niż kiedyś, dzisiaj politycznych akcji solo nie ma, „pokój w Europie to teamwork”, trzeba tylko znaleźć najbardziej efektywne rozwiązanie.

„Imponująco wyważony i przyjazny jest ton UE, biorąc pod uwagę obecną napiętą sytuację” – komentuje WaS – „Największym projektem polityki zagranicznej Polski było w ostatnich latach związanie Ukrainy z UE. Minionego lata jednak Warszawa musiała ustąpić w zarządzaniu kryzysowym miejsca niemieckiej kanclerz”.

Niemieccy dyplomaci wiedzą, jak drażliwa jest dla Polski sytuacja, kiedy Berlin rozmawia z Moskwą bez udziału Warszawy. Dlatego Angela Merkel i Frank-Walter Steinmeier bardzo starannie dbali o włączenie polskiego rządu i znalezienie z nim wspólnego mianownika. Także Schetyna uważa, że „wewnątrzeuropejskie konstelacje są konieczne i istnieją”. Może dlatego Polska nie reaguje tak jak dawniej zwracając się do Waszyngtonu, kiedy w Brukseli i Berlinie wypadki nie toczą się po jej myśli, konstatuje WaS. „Warszawa i Berlin nie chcą dać się podzielić, wszystko jedno przez kogo“.

Jesienią wybory

Odmienne zdania Warszawa i Berlin mają tylko co do jednego – dostaw broni na Ukrainę. Podczas gdy kanclerz Merkel jest zdecydowanie temu przeciwna, minister Siemoniak chce „zostawić sobie na przyszłość różne możliwości”, choć zdaje sobie sprawę, że dostawy broni są dziś drażliwym tematem. Dlatego koncentruje się na wcieleniu w życie postanowień z Mińska, ale „chciałby przypomnieć, że nie obowiązuje embargo”. Decyzja, czy dane państwo chce wesprzeć Ukrainę bronią czy nie, leży w gestii każdego z państw członkowskich.

Roman Kuźniar, doradca prezydenta Komorowskiego idzie jeszcze dalej – stwierdza WaS – zalecając „każdy rodzaj wywierania nacisku na Kreml”. Zdaniem niemieckiej gazety Kuźniar myśli przy tym nie tylko o konsekwencjach wojskowych i dla polityki zagranicznej, ale też o konsekwencjach dla polityki wewnętrznej.

„Kto uderza w Moskwę a wspiera Ukrainę, uprawia też politykę wewnętrzną”, zauważa WaS przypominając, że w maju Polacy będą wybierać nowego prezydenta a jesienią posłów do Sejmu. „Wyraźne stanięcie Kremlowi okoniem jest w Polsce dobrze widziane. W Warszawie nie zapomniano też, że przede wszystkim na zachodzie Ukrainy żyją setki tysięcy ludzi z polskimi korzeniami. Wielu młodych mężczyzn z polskiej mniejszości zostało właśnie wciągniętych do wojska. ‘Wielu z nich to swoi' – także to zdanie słyszy się w Polsce często”, kończy "Welt am Sonntag".

Oprac. Elżbieta Stasik