W poszukiwaniu miejsca do życia | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 20.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

W poszukiwaniu miejsca do życia

Marzą o życiu w Wielkiej Brytanii. Uchodźcy z Sudanu, Syrii, Erytrei, Iraku i Afganistanu docierają do Calais, by przez kanał La Manche trafić do upragnionego celu.

default

Younis, uchod'ca z Sudanu

Korki tworzą się zazwyczaj w środy i czwartki. Wtedy na drogach jest szczególnie dużo ciężarówek, które blokują drogi dojazdowe do portu promowego. Z „dżungli” – jak mieszkańcy nazywają obóz, powstały na terenie wydm niedaleko autostrady – startują pierwsi uchodźcy. Younis z setką innych wlatuje na stok, przeskakuje bariery. Grupa rozdziela się na mniejsze grupki, chowające się za przyczepami. Younis porusza dźwignię i wskakuje na przyczepę polskiej ciężarówki. Po krótkiej chwili pojawia się z powrotem. – Nie nadaje się, same lodówki – woła. Między wielkimi skrzyniami trudno mu się schować. Jak duża jest szansa na ucieczkę? – Może 80 procent – uważa Younis. Większości jego kompanów udaje się to nocą, w ciemnościach łatwiej pozostać niezauważonym.

Flüchtlingscamp Calais

Younis przy wjeździe na prom do portowego miasta Dover nad brzegiem Kanału La Manche

Uchodźcy próbują otworzyć drzwi czekających w kolejce ciężarówek i schować się wśród ładunku. Liczy się szybkość, bo kilka minut później słychać już syreny wozów policyjnych. Po pasie postoju awaryjnego jadą aż na sam początek kolejki, z wozów wyskakują uzbrojeni w pałki mundurowi. Kto w tym momencie jest na przyczepie i zdążył zamknąć drzwi, jest już niemal bezpieczny. Kontrola wszystkich pojazdów byłaby zbyt czasochłonna. Z tyłu kolejki policjanci wyciągają z litewskiej ciężarówki kilku Sudańczyków.

Younis już dawno zawrócił. Skok przez barierki w kierunku obozu. Jego rodak Tahir pędzi za nim. – Policja jest brutalna, nie pozwala nam wejść na ciężarówki – mówi. – Rozpylają gaz łzawiący do środka samochodów, wielu z nas ma rany po użyciu pałek policyjnych – mówi. – To przecież nie jest ludzkie. Europa powinna być ludzka – dodaje.

Przez Libię do Europy

26-letni Younis próbował już około 30 razy ucieczki na ciężarówce. Do tej pory bezowocnie. Pochodzi z północnej części Sudanu i należy do plemienia Nubijczyków, od dziesięcioleci dyskryminowanych i prześladowanych przez rządzących w Chartum, stolicy Sudanu. Younis jest właściwie nauczycielem, na życie musi jednak zarabiać jako robotnik.

Obejrzyj wideo 03:42
Teraz
03:42 min

Francja. Pogrzebane nadzieje uchodźców z Afryki

Podczas ucieczki do Libii spotkał Khalida. Również Khalid jest nauczycielem. Mieszkańcy „dżungli” nazywają go „teacher”, bo Khalid zna angielski i w obozowej wiosce jest niczym członek rady starszych. Kolejny etap ucieczki prowadził przez Saharę z Sudanu do Libii. Na ciężarówce przemytników brakowało wody, a kto protestował, wyjaśnienie otrzymał pięścią. Byli zabici. Na końcu wszyscy trafili do obozu. Wydostał się z niego tylko ten, kto miał jeszcze trochę pieniędzy.

Przez półtora roku Younis i Khalid byli nielegalnymi robotnikami w Libii. W ostatnim czasie sytuacja pogorszyła się. Broń była na porządku dziennym. – Napady na ulicy i rabunek należały do normalności – opowiada Khalid. On sam został pobity przez jednego z pracodawców, Younisa aresztowała policja. Dla obu nadszedł czas, by kontynuować ucieczkę.

Droga przez Europę

W mieście portowym Suara Younis zapłacił przemytnikowi 2 tys. euro. Wraz z innymi 350 uchodźcami znalazł się nocą na niewielkiej łodzi rybackiej. Po upływie kilku godzin łódź nadal krążyła w pobliżu wybrzeży Libii. Łodzią kierował po raz pierwszy w swoim życiu 18-latek. Ostatecznie pasażerom łodzi udało się dodzwonić do ich przemytnika. Dotarł do nich i wyprowadził na międzynarodowe wody. Gdyby jego „klienci“ zatonęli, straciłby dobrą opinię.

Po jakimś czasie grupie udało się zaalarmować Włochów. Ci wyciągnęli ich łódź i przewieźli przybyszów na Sycylię, podobnie jak już innych 50 tys. uchodźców w tym roku. Po zaledwie kilku dniach urzędnicy posadzili Younisa do autobusu w kierunku Milanu. Pociągiem dotarł ostatecznie aż do Calais, ukryty w toalecie. Jego droga przez Europę trwała 12 dni.

Miejsce do życia

Flüchtlingscamp Calais

Younis ze swoim przyjacielem Khalidem

- Chodzi mi tylko o znalezienie miejsca do życia – mówi Younis, który do Europy chce sprowadzić swoją rodzinę. – Tak bardzo za nimi tęsknię! – mówi z bólem. – Chcę kupić synowi rower, trzymać w ramionach moją córkę i żonę – wyznaje. Przeżył ucieczkę przez Saharę, ryzykowną podróż morską, szczęściem uniknął utonięcia. – Ale jeszcze większym szczęściem byłoby zespolenie z moją rodziną. Tylko, że nie mam pojęcia, jak to będzie dalej, tutaj w Calais – mówi.

Każdego popołudnia Younis ustawia się na dwie godziny w długiej obozowej kolejce po posiłek. To codzienny rytuał dla około 3 tys. uchodźców przebywających w „dżungli“. Francuski rząd płaci za żywność, organizacja pozarządowa prowadzi kuchnię. Jest w niej miejsce także dla około 50 kobiet i dzieci. Tylko one mają dach nad głową. Mężczyźni muszą spożywać posiłek na zewnątrz, w improwizowanym mieście z plastikowych plandek, namiotów i drewnianych chat. Organizacje charytatywne udostępniają materiał, budować musi każdy sam. Między domostwami piętrzą się odpady. – Z arabskiego piekła trafiliśmy do brudu Europy – mówi Younis.

Również w obozie panuje hierarchia. Zahartowani wojną Afgańczycy są cichymi władcami obozu. Prowadzą też niewielki „sklep“, w którym uchodźcy mogą nabyć zupy w torebkach, konserwy rybne i colę. Co jakiś czas dochodzi do bójek między nimi, Sudańczykami i Erytryjczykami. Przed dwoma tygodniami ktoś w nocy podpalił namioty. Musiała interweniować policja. Najczęściej członkowie jednej narodowości trzymają się razem. Szczególnie Syryjczycy postawili swoje namioty z dala od innych. Chcą jak najszybciej dotrzeć do Londynu, większość z nich ma tam krewnych. Pytani o swój los, walczą ze łzami: – Pochodzę z Aleppo, Aleppo już nie istnieje – mówi młody mężczyzna.

Dalej uciekać czy zostać?

Flüchtlingscamp Calais

Sklepik w obozie dla uchodźców w Calais

Kilka dni później Younis sporządza swój plan. Jego przyjaciel „Teacher“ złożył we francuskich urzędach wniosek o azyl i otrzymał dach nad głową w niewielkim mieście w centralnej Francji. Teraz Khadil może opuścić „dżunglę“. W maju francuski minister spraw wewnętrznych Cazeneuve radził uchodźcom, by lepiej wystąpić o azyl we Francji zamiast ryzykować niepewną podróż do Anglii. Tam nawet wojenni uchodźcy z Syrii mają nikłe szanse. Na kryzys z uchodźcami brytyjski rząd odpowiada bowiem: „Nie bierzemy nikogo. Zatrzymajcie ich wszystkich!”. Dla tysięcy, którym powiedzie się droga przez Calais, oznacza to życie w nielegalności lub w areszcie deportacyjnym. Dlatego Younis woli jednak złożyć wniosek o azyl we Francji. A jeśli mu się nie uda? O tym nie chce nawet myśleć.

Barbara Wesel / Katarzyna Domagała

Audio i wideo na ten temat